Zeszły Piątek #84: Perfume Genius, Charli XCX, Freddie Gibbs & The Alchemist i inni

W ramach Zeszłego Piątku przedstawiamy zwięzłe spojrzenie na nowe wydawnictwa, które z rozmaitych powodów uznaliśmy za interesujące. Subiektywny radar premier w (nie)regularnej formule.


Charli XCX – How I’m Feeling Now

Wytwórnia: Asylum
Gatunek: bubblegum bass / electropop
Długość: 37 min

Charlotte Aitchinson za sprawą prostego patentu zakładającego stworzenie na szybko i w pełni transparentnie albumu zainspirowanego pandemicznym klimatem dokonała czegoś znacznie bardziej skomplikowanego, mianowicie wypuściła absolutnie najlepsze popowe wydawnictwo covidowych czasów. Eksperymentalna produkcja jest tu jeszcze bardziej dopracowana niż na ubiegłorocznej płycie Charli, a do niej dochodzi wzruszający, ekspresyjny songwriting, z prześlicznym “party 4 u” na czele. Zakładam, że nikt na świecie nie ma w tym momencie podjazdu do Brytyjki w kwestii umiejętności łączenia zglitchowanych, zdekonstruowanych melodii z niewymuszoną przebojowością. How I’m Feeling Now bez dwóch zdań będzie kandydować do topki 2020 roku. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “forever”, “claws”, “party 4 u”


Run The Jewels – RTJ4

Wytwórnia: RBC
Gatunek: hip hop
Długość: 39 min

Bez żadnych ckliwych wstępów: RTJ4 jest dla mnie rozczarowaniem. Ta, wiem, w tym momencie zachowuję się jak party pooper, bo obiektywnie to bardzo dobra płyta i bardzo dobre kawałki, i bardzo dobre recenzje też wleciałoby, to tak głupio trochę nie chwalić. No ale sorry, osobiście totalnie nie czuję domniemanej potęgi tego materiału. Tak na dobrą sprawę, z trudem przychodzi mi przypomnienie sobie, jak brzmią poszczególne tracki. Czwarty longplej mojego ulubionego rapowego duetu, zamiast zaskoczyć czymś nowym, zlał mi się w jedną całość i szybko przepadł w pamięci. Te trzy utwory, które widzicie poniżej, to jedyne, co udało mi się z głowy wygrzebać, ale nie gwarantuję, że pod koniec roku będę sobie w stanie przypomnieć, jak one w ogóle brzmią. – P. Ćwikliński

Najlepsze utwory: „yankee and the brave (ep. 4)”, „walking in the snow”, „JU$T”


Perfume Genius – Set My Heart on Fire Immediately

Wytwórnia: Matador
Gatunek: art pop / chamber pop
Długość: 50 min

W zasadzie cieszę się, że przetrzymaliśmy nowy longplay Perfume Geniusa w zamrażarce aż do tej chwili. W ciągu ostatniego miesiąca uderzyło w nas tyle homofobicznej podłości i głęboko zakorzenionego niezrozumienia, że Set My Heart on Fire Immediately na tym tle jeszcze bardziej imponuje dojrzałością tak emocji samego autora, jak i jego artystycznych wyborów. Już często komentowana okładka uderza w podobne tony, jak reszta twórczości Mike’a Hadreasa – ciało, sposób jego przedstawienia (choćby w konkretnie ukierunkowanych estetycznie klipach), a przede wszystkim jego walka o samoakceptację, zawsze były przedłużeniem introspektywnych utworów. Dotychczasowe doświadczenia muzyka, dobrze nam znane z No Shape czy Too Bright, tutaj znajdują swoje podsumowanie i… od razu otwierają kolejne pytania, dotyczące seksualności, akceptacji, samotności. Hadreas przeszedł drogę od niepewnego, nieco skrępowanego swoją tożsamością młodego talentu, do świadomego artysty, którego zaraźliwa postawa jest tak potrzebna wszystkim tym, którzy dzisiaj boją się otwarcie mówić o sobie w obawie przed sprowadzeniem do roli niebezpiecznego odmieńca i balastu. A jeśli ktoś pomyśli, że więcej tu opowieści o człowieczeństwie niż muzyki, to niech włączy choćby przebojowe, psych-popowe “On The Floor”. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “On the Floor”, “Describe”, “Jason”


Freddie Gibbs & The Alchemist – Alfredo

Wytwórnia: ESGN / ALC / Empire
Gatunek: gangsta rap
Długość: 35 min

No nie, to się nie dzieje. Freddiego Gibbsa, cytując wybitnego rodzimego eksperta piłkarskiego, po prostu jebło turbo. Od wydania wraz z Madlibem rewelacyjnej Bandany nie minął nawet rok, a raper powrócił z jeśli nie jeszcze lepszym, to przynajmniej równie dobrym materiałem. Trzy rzeczy: raz, że Gibbs w tej formie to absolutna światowa topka jeśli chodzi o ten “techniczny” aspekt rapowania, błyskotliwe rozkminy i dopasowywanie flow do rytmiki kawałka. Dwa, że typ ma po prostu czutkę do dobierania sobie współpracowników. Niezależnie czy to Madlib, czy Alchemist – ludzie robiący Freddiemu beaty wchodzą przy okazji tych projektów na absolutne szczyty swoich możliwości. Trzy, to stylistyka rzeczonych podkładów. Nie każdy potrafi lecieć na jazzujących bębnach, ale jak ktoś już umie, to efekt jest na piątkę, i to nie w skali Kickera. W sumie dla mało kogo jestem w stanie machnąć ręką na bycie antyszczepionkowcem, ale skoro ma dostarczać takie płyty, to chyba udam, że o niczym nie wiem. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “1985”, “Scottie Beam”, “Something to Rap About”


Yung Lean – Starz

Wytwórnia: YEAR0001
Gatunek: cloud rap / sadboy rap
Długość: 44 min

Mój stosunek do Yung Leana jest prosty. To chłopak, bez którego nie byłoby całej fali sadboy rapu, który wypluł na scenę takich artystów jak Lil Peep, XXXTentaction, 6ix9ine, Lil Pump czy Lil Uzi Vert, a częściowo mógł moim zdaniem wpłynąć też na brzmienie kilku trapowych gwiazd, w rodzaju Playboi Cartiego czy Denzela Curry’ego. Cały nurt SoundCloud rapu wywodzi się pośrednio od jego twórczości i pierwszych nagrań z 2013 roku, a każdy pamięta chyba też ówczesny zalew internetu vaporwave’ową estetyką, do czego młody Szwed bardzo mocno się przyczynił. To w pewnym stopniu jedna z najbardziej wpływowych postaci rapowej sceny poprzedniej dekady, nawet jeśli nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, a do kawałków takich jak “Hurt” czy “Kyoto” będę wracał pewnie w kolejnych latach jeszcze nie raz. Ale po co w ogóle ten przydługi wstęp? Bo o początkach Yung Leana mam do powiedzenia całkiem sporo, w przeciwieństwie do jego twórczości po Unknown Memory. A Starz niestety ani trochę tego nie zmienia i przelatuje przez głowę praktycznie bez wzbudzania jakichkolwiek emocji. Co więcej, mimo że przesłuchałem ją kilka razy, poza “Boylife in EU” i kawałku tytułowym trudno przypomnieć mi sobie jakiekolwiek inne momenty. Trudno chyba liczyć mi już na to, że Hastad chociaż w niewielkim stopniu nawiąże do swoich pierwszych nagrań, które paradoksalnie okazały się jego szczytem. – M. Kosmaczewski

Najlepsze utwory: “starz”, “sadboys in eu”, “put me in a spell”


Westerman – Your Hero Is Not Dead

Wytwórnia: Play It Again Sam
Gatunek: art pop
Długość: 39 min

Arthur Russell miał już wiele okazji do przewracania się w grobie, ale na szczęście tym razem może jedynie ze spokojem patrzeć na to, jak Westerman operuje w oparach jego artystycznego dorobku. Dobry to dla art popu rok, a kolejną cegiełkę do tego stwierdzenia dołożył utalentowany Londyńczyk. Your Hero Is Not Dead jest debiutem z gatunku dobrze poskładanego guide to, zbierającego do kupy wydawane na przestrzeni wielu miesięcy zajawki i spadające tu i ówdzie samotne komety. Archiwum uzupełnione zostało paroma niezłymi nowościami, z zanurzonym w ejtisowych synthach “The Line” na czele. Eksperymentalno-popowe portfolio Westermana nie zyskało tu nowych punktów, ale wszystkie mocne strony zostały wyeksponowane jak należy – eteryczna, oszczędna produkcja Bulliona robi sporo miejsca songwriterskim ambicjom Willa, a teksty uderzają w bardzo aktualne tony – mierzenie się z wykluczeniem, degradację środowiska i pogłębioną eksplorację ludzkiej natury. No i ten wokal, TEN WOKAL. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “Blue Comanche”, “The Line”, “Confirmation”


Sleaford Mods – All That Glue

Wytwórnia: Rough Trade Records
Gatunek: electro-post-punk
Długość: 72 min

Spośród wszystkich rzeczy na świecie, za którymi nie przepadam, których nie jestem fanem i których zwyczajnie nie lubię, zakatowanie kawałka znajduje się na mojej liście zdecydowanie w czołówce. Mało jest momentów tak nieprzyjemnych jak ten, w którym zdajesz sobie sprawę, że na pierwsze dźwięki utworu, który towarzyszył Ci przez ostatnie kilka tygodni/miesięcy/lat? (tu już wersja dla twardych zuchów) bardzo regularnie, masz ochotę zawyć z bólu i złości. Gorzej jeśli stanie się tak z całym albumem. Gorsze od tego mogą być chyba już tylko 3 albumy i naprawdę wiem o czym mówię. Na szczęście panowie Williamson i Fearn postanowili przygotować dla mnie przepiękną odtrutkę w formie kompilacji podsumowująca ostatnie 7 lat duetu z Nottingham. Mimo że na początku na samą myśl o tysięcznym odsłuchu post-punkowo-hopowych pętli na których charcząc melodeklamuje sfrustrowany czterdziestoparolatek zabolały mnie zwoje mózgowe, szybko przypomniałem sobie za co tak bardzo kocham tych starych (no dobra – w średnim wieku) wariatów. Surowa, ostra artykulacja, energiczne, często nieokiełznane bity i przede wszystkim mnóstwo ironii i humoru celnie diagnozujących angielskie społeczeństwo w prebrexitowym okresie. Wszystko w lekko odświeżonej formie, uzupełnione o kilka utworów, które nie trafiły nigdy wcześniej na oficjalne albumy zespołu. Niestety nie mam żadnych wątpliwości co stanie się w ciągu najbliższych tygodni z tą płytą. I niczego nie żałuję. – M. Kosmaczewski

Najlepsze utwory: to jest greatest hits, tak się nie da :(


Nídia – Não fales nela que a mentes

Wytwórnia: Príncipe
Gatunek: batida & co.
Długość: 28 min

To jeszcze szybka rekomendacja z portugalskiego podwórka. Niejednokrotnie mogliście złapać strzały z Príncipe w naszych playlistach, więc jak DJ Nigga Fox, DJ Lycox, DJ Marfox czy DJ Lilocox wkupili się w wasze łaski, to Nídia też to zrobi. Jej drugi elpek poszedł w nieco inną stronę, odpuszczając część klubowego, dusznego tempa na rzecz bardziej słonecznej i oddychającej melancholii. Batida i tarraxinha biorą się pod ramię z hip-hopowymi bitami i housem – przy tej pogodzie wjeżdża jak rozgrzany do czerwoności nóż w puszkę Pringlesów. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “Emotions”, “Capacidades”, “Popo”