Zeszły Piątek #81: Yves Tumor, The Strokes, DJ Python i inni

W ramach Zeszłego Piątku przedstawiamy zwięzłe spojrzenie na nowe wydawnictwa, które z rozmaitych powodów uznaliśmy za interesujące. Subiektywny radar premier w (nie)regularnej formule.


Yves Tumor – Heaven to a Tortured Mind

Wytwórnia: Warp
Gatunek: Yves Tumor
Długość: 36 min

Ten album nie mógłby mieć bardziej trafnej nazwy. Yves Tumor odstawia na bok wypaczone, ambientowe kolaże skonfrontowane z noise’ową agresją czy deconstructed club, które znamy z jego poprzednich projektów i oferuje nam najbardziej popowy i melodyjny przelot przez swój chaotyczny i pokręcony umysł, jaki tylko mogliśmy otrzymać. Echa soulu, klasycznego R&B, popowego songwritingu, psychodelii, glam rocka, funkujących basów czy nawet natchnionego art-rocka zostają tu przepuszczone przez pokręcony filtr Tumora. Dokłada on do tej mieszanki charakterystyczne dla siebie hipnotyzujące i głośne perkusyjne pejzaże, pocięte melodie i kilogramy zmysłowości, tworząc dzieło na pozór chaotyczne, ale jednocześnie najbardziej spójne w swojej karierze. Zamiast sprawnego balansowania na granicy popowej prostolinijności i eksperymentalnej psychodelii, Tumor lata daleko zarówno w jedną, jak i drugą stronę, dostarczając przy tym niesamowitej przyjemności i satysfakcji. Heaven to a Tortured Mind to chyba najlepszy album w dorobku Amerykanina i jednocześnie dzieło, które potwierdza jego status jednego z najbardziej nieuchwytnych, intrygujących i ciekawych artystów tego pokolenia. – M. Kosmaczewski

Najlepsze utwory: “Identity Trade”, “Dream Palette”, “Strawberry Privilege”


The Strokes – The New Abnormal

Wytwórnia: Cult / RCA
Gatunek: indie rock
Długość: 45 min

Rzadko się to zdarza, ale potrzebowałem ładnych paru odsłuchów, żeby w ogóle wyrobić sobie jakieś sensowne zdanie na temat nowego longplaya Juliana Casablancasa i spółki. I uwaga, rzecz również ma miejsce niezbyt często, ale z każdym kolejnym odpaleniem The New Abnormal coraz bardziej podobało mi się to, co słyszałem. Choć ewidentnych hitów na miarę “Last Nite” czy “Under Cover of Darkness” nie uświadczymy, tak spójność, dopieszczona produkcja i – przede wszystkim – wybitnie charakterystyczne brzmienie gitar sprawia, że szósty długogrający album Strokesów to jedno z ciekawszych oscylujących wokół rocka wydawnictw ostatnich miesięcy. Co najmniej trzy poziomy wyżej niż nieodżałowana Comedown Machine, którą możemy chyba uznać za wypadek przy pracy, albo ewentualnie mało śmieszny żart. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Brooklyn Bridge to Chorus”, “At the Door”, “Ode to the Mets”


DJ Python – Mas Amable

Wytwórnia: Incienso
Gatunek: ambient house
Długość: 48 min

Zdaje się, że Brian Piñeyro zadał sam sobie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie. Brzmi ono mniej więcej tak: co by było, gdyby Boards of Canada wydarzyli się nie w deszczowym Edynburgu, a powiedzmy na Balearach? Dźwiękową odpowiedź na tę zagwozdkę Python zatytułował Mas Amable. Ambientowe przestrzenie mieszają się tu z plemienną rytmiką, delikatnie wkomponowane gdzieniegdzie wokale subtelnie zmiękczają brzmienie, a czerpiące nieco z reggaetonu beaty przyjemnie dopełniają całość. Bardzo dobra propozycja na wieczorny, muzyczny relaksik, przy czym tam tylko lubicie. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Pia”, “oooophi”, “mmmm”


VRIL – Bad Manners 4

Wytwórnia: Bad Manners
Gatunek: techno, dub techno
Długość: 47 min

Całe piękno i specyfika artystów należących do kolektywu Giegling zawiera się w tym, że nie dość, że ich muzyka jest dostępna jedynie na płytach winylowych, które rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, to i tak nigdy nie dostajemy na nich wszystkiego. Nie inaczej jest w przypadku ostatniego wydawnictwa głównego reprezentanta techno tego niemieckiego kolektywu. Chociaż nie ma na nim „wszystkiego”, to jest najważniejsze, a mianowicie utwór, który rozpoczyna tę podwójną EP-kę, czyli „Scalar”. Utwór, który chodził za mną od 4 lat, można było usłyszeć tylko w podcastach nagranych przez VRIL-a lub podczas jego występów na żywo, ale nigdy w całości – taka zresztą specyfika muzyków grających tylko i wyłącznie live’y. W końcu jednak nastąpił moment wydania „Scalara”, który swoim brzmieniem i kompozycją pozostawia daleko w tyle całą resztę stawki współczesnych producentów techno. Reszta utworów jest zdecydowanie bardziej słuchawkowym niż parkietowym materiałem. Miłośnicy VRIL-a będą mogli rozpoznać go z jego podcastów, oprócz ostatniego utworu – petardy „Free World Order”, o której pisaliśmy przy zapowiedzi tego albumu. Muzyczną ucztę domyka okładka z nieśmiertelnym i ponadczasowym wynalazkiem niemieckiego przemysłu samochodowego, czyli modelem Volkswagena Scirocco z lat 90. – B. Bywalec

Najlepsze utwory: “Scalar”, “Nosode”, “Psionik”, “Free World Order”


TOPS – I Feel Alive

Wytwórnia: –
Gatunek: słoneczny indie pop
Długość: 35 min

Nie jakoś bardzo (w zasadzie tylko odrobinę), ale czuję się przez Kanadyjczyków nabity w butelkę. No bo odkrywali to przed nami tak: “I Feel Alive” (Jane Penny <3) – przebłogie wprowadzenie w temat, zachwycający harmonijnością jangle pop; względnie ok “Witching Hour”, chwilowe ochłodzenie; dalej “Colder & Closer” jako przepustka do vintage-syntezatorowego nieba z przepięknym refrenem; w końcu niebywale ciepłe “Direct Sunlight” z tym niespodziewanym fletem, strzał w dyszkę. Nie mylicie się, 3/4 z tych utworów to pierwsza połówka tracklisty. Dalej robi się niestety trochę monotonnie, powtarzalnie i choć te piękne harmonie wokalne dalej potrafią ucieszyć, tak z upływem czasu jest coraz mniej efektownie. I Feel Alive to zajebista EP-ka, ale tylko dobry, złamany w połowie longplay. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “Colder & Closer”, “I Feel Alive”, “Direct Sunlight”


Black Dresses – Peaceful as Hell

Wytwórnia: Blacksquares
Gatunek: industrial / electroclash
Długość: 46 min

Trochę nie wiem od czego zacząć, a trochę brak mi słów. Nie pamiętam, dosłownie nie pamiętam, kiedy ostatnim razem miałem do czynienia z muzyką budzącą tak skrajnie ambiwalentne odczucia. Na czwartym longplayu Devi McCallion i Ady Rook pozornie nie zgadza się absolutnie nic. Chaos, zglitchowane próby stworzenia melodii, zmiany koncepcji co jakieś piętnaście sekund, no i przede wszystkim, parafrazując starego memika – PRZESTER, KURWA, PRZESTER. Tylko że… w tym szaleństwie jest trochę metody. Zwłaszcza, jeśli bezwarunkowo zanurzymy się w popieprzonym uniwersum Black Dresses i damy się niejako prowadzić za rękę. Wtedy jest szansa na to, że po etapie niezrozumienia pojawi się etap szerokiego uśmiechu. Nie wiem, czy to jest dobre, ale na pewno jest jakieś. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Mirrorgirl”, “Scared 2 Death”, “Creep U”


Yaeji – What We Drew 우리가 그려왔던

Wytwórnia: XL
Gatunek: hip house
Długość: 38 min

Nie ukrywam, że datę premiery pierwszego w karierze mixtape’u koreańsko-amerykańskiej artystki miałem zaznaczoną w kalendarzu na czerwono. Swoboda w żonglowaniu stylistykami i spajające całość, multilingwistyczne melorecytacje złożyły się na niepodrabialną stylówkę Yaeji, którą do tej pory mogliśmy usłyszeć wyłącznie w krótszych formach. No właśnie – forma (tym razem niby poszerzona), albo raczej formuła mixtape’u odgrywa tu kluczową rolę, umożliwiając swobodne przeskakiwanie między różnymi odmianami house’u, trapem, UK bassem i cholera wie, czym jeszcze. Wypada to bardzo przekonująco, zwłaszcza jako zbiór luźno powiązanych ze sobą numerów, daje masę przyjemności ze słuchania, ale przede wszystkim wzmaga ciekawość przed debiutanckim albumem. Albumem sensu stricte, oby jak najszybciej. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “When I Grow Up”, “Waking Up Down”, “Never Settling Down”


Minor Science – Second Language

Wytwórnia: Whities
Gatunek: IDM+
Długość: 36 min

Po owocnych latach współpracy duetu Minor Science & Whities nadszedł moment graniczny – pójścia w większy format. Pewne jest jedno – Angus Finlayson po premierze nie musi się martwić o swój status, krok w dojrzałość postawił z przekonaniem i odwagą. Second Language to rzecz niepokorna, co kilkadziesiąt sekund zaczepiająca naszą uwagę, stroniąca od przestojów i dłużyzn. Rytm i melodia – nawet gdy chwilami zbliżają się w intensywności do niewyraźnego zarysu – cały czas zmieniają swoje oblicze i poprzez hiperaktywność nie pozwalają nam się odkleić. Każdy radykalnie ucięty loop, każdy karkołomny dźwiękowy zakręt ma idealnie dużo miejsca, żeby nie rozbić się i nie zepsuć misternie budowanej perkusyjnej plątaniny. Miejscami może zbyt mocno za kierownicę chwyta ambicja i bezkompromisowość pomysłów Angusa, ale w ostatecznym rozrachunku ten album to bilet do krainy producentów-sound designerów największego formatu. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “Balconies”, “Blue Deal”


Aaron Shadrow – DUST EP

Wytwórnia: Internet Fashion
Gatunek: alternatywny rock
Długość: 18 min

Aaron Shadrow to młody amerykański muzyk, wywodzący się z tego samego szczepu co Phil Collins czy Dave Grohl, czyli perkusistów, którzy porzucili granie w zespołach na rzecz kariery solowej. Amerykanin, wcześniej głównie kojarzony z grania na perkusji u boku George’a Clantona, założył label Internet Fashion, w którym zaczął wydawać własny materiał. DUST to najnowszy dodatek do katalogu wytwórni i jednocześnie chyba najciekawsza brzmieniowo pozycja w dorobku artysty. Zaczyna się mocno punkowym „Thief for Hire”, który brzmi, tak, że równie dobrze mógłby się znaleźć na soundtracku do Tony Hawka 3. Wtem, po niecałych trzech minutach, następuje całkowita zmiana klimatu, kiedy zaczyna się „Making Plans”. Ten, zwłaszcza w trakcie refrenu, jest przesiąknięty do szpiku kości grunge’owo-slackerowym brzmieniem rodem z lat 90., w jak najlepszym sensie inspirując się tą stylistyką (jednak zaktualizowaną do współczesności,), tak samo jak następującym po nim „Love Relapse”. Na koniec dostajemy melancholijny „In Disbelief”, będący jednocześnie najdłuższym i zarazem najlepszym wycinkiem tej 18-minutowej EP-ki. Trwający aż sześć i pół minuty utwór kończy się przepięknie frenetycznym solo gitarowym. Całość pozostawia ten pozytywny niedosyt, który każe nam śledzić kolejne poczynania Aarona Shadrowa i wyczekiwać jego nowych wydawnictw. – B. Bywalec

Najlepsze utwory: “Making Plans”, “In Disbelief”