Zeszły Piątek #79, cz. 1/2: The Weeknd, Pejzaż, Childish Gambino i inni

W ramach Zeszłego Piątku przedstawiamy zwięzłe spojrzenie na nowe wydawnictwa, które z rozmaitych powodów uznaliśmy za interesujące. Subiektywny radar premier w (nie)regularnej formule.


The Weeknd – After Hours

Wytwórnia: X♥O
Gatunek: synthpop / alt-R&B
Długość: 56 min

Lubicie Abla Tesfaye, prawda? Pewnie tak, w końcu to sympatyczna mordeczka, wrażliwy gościu, no proste. A lubicie jakąkolwiek dłuższą niż jeden numer formę zaproponowaną przez niego od czasów Trilogy? Tutaj odpowiedzi mogłyby być różne, ja na przykład nie lubię, a dosłownie każdy z trzech poprzednich LP podpisanych jako The Weeknd jakościowo uznaję za lekki żart z potencjału Kanadyjczyka. Tym niemniej z radością donoszę, że Ablowi znudziło się śmieszkowanie, nowa płyta jest naprawdę zajebista, napakowana emocjami, super wyprodukowana, a specyficzne miauczenie na wokalu idealnie dobrane pod beaty. Dobrze że wróciłeś, byku. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Scared to Live”, “Blinding Lights”, “After Hours”


Myrkur – Folkesange

Wytwórnia: Relapse
Gatunek: nordic folk
Długość: 46 min

W 1995 roku Ulver wydali kultowe Bergtatt…, black metalowy landmark, płytę pod wieloma względami fantastyczną. Rok później jednak, zamiast pójść dalej w tę stronę, skręcili w boczną alejkę i wypuścili Kveldssanger, album na wskroś folkowy. I choć na blackową ściężkę wrócili przy okazji wydanego w 1997 Nattens madrigal…Kveldssanger nadal pozostaje ważnym punktem w ich dyskografii, któremu brak wcześniejszej (i późniejszej) surowości niczego nie odjął. Podobnego losu życzę ostatniej płycie Myrkur, bo po prostu, cholera jasna, na taki zasługuje. Rozczarowani poczują się ci, którzy po Folkesange spodziewają się dalszych prób pożenienia wzniosłych partii wokalnych, metalowego grania i mrocznego folku – z całego tego tria pozostała tylka ostatnia jego część. Brawa za tę decyzję, bo w takim wydaniu Amalie brzmi tak zachwycająco, jak jeszcze nigdy. Rezygnacja z pompatycznych, gęsto zaaranżowanych teł zdecydowanie wyszła artystce na dobre. W towarzystwie oszczędnych folkowych instrumentali jej głos docenia się jeszcze łatwiej, a do umiejętnie rozwijanych kompozycji po prostu nie można się w żaden sposób przyczepić. W żaden sposób odkrywcza, ale jednak perełka. – P. Ćwikliński

Najlepsze utwory: “Ramund”, “Harpens Kraft”, “House Carpenter”


Pejzaż – Blues LP

Wytwórnia: The Very Polish Cut Outs
Gatunek: disco, house
Długość: 47 min

Moje pierwsze świadome spotkanie z muzyką taneczną pamiętam lepiej, niż swoją pierwszą szkolną miłość. Najpierw zaczęło się od odkrycia „Krystyny” Ptaków. Następnie było pierwsze wyjście na ich DJ seta w grudniu 2014 – dopiero wtedy odkryłem, że tak bardzo lubię tańczyć. Chociaż Ptaki już nie istnieją, to Bartosz Kruczyński, który współtworzył ten znakomity muzyczny duet, cały czas pozostaje aktywnym producentem. W poprzednim ZP przywoływaliśmy jego długogrający debiut jako Earth Trax (dla brytyjskiego Shall Not Fade), a dzisiaj pora na drugi album Pejzażu dla wytwórni, z którą był związany od samego początku swojej muzycznej kariery – The Very Polish Cut Outs. Blues LP to znakomita mieszanka disco i deep house’u, przywołująca skojarzenia z tym słodkim uczuciem nostalgii wspominanym wyżej. Trudno jednoznacznie określić gatunkowość materiału na tej płycie, dlatego posłużę się tytułem składanki z 2015 roku wydanej nakładem polskiego labelu Transatlantyk (w którym notabene Kruczyński wydawał jako The Phantom): polo house. Warto też wspomnieć o samym tytule albumu, jednak odpowiedź jest o wiele prostsza, niż mogłoby się wydawać. Przecież niebieski to najcieplejszy z kolorów i taka też jest ta płyta. – B. Bywalec


Porridge Radio – Every Bad

Wytwórnia: Secretly Canadian
Gatunek: indie rock
Długość: 41 min

W dobie dogorywania dziadów Ostatniej Złotej Epoki Indie i ciosów w plecy zadawanych nawet przez tych, którzy w ostatnich latach podtrzymywali ogień nadziei (patrzę na Ciebie, Willu Toledo), trudno o podchodzenie do takich projektów z podniesioną głową. A tu proszę, niespodzianka z Brighton. Forma kwartetu sprzed czterech lat została nie tyle podtrzymana, co poprawiona – z nowego materiału bije tyle songwriterskiej pewności i wykonawczej charyzmy, że wystarczyłoby dla paru koleżanek i kolegów po fachu. Stosunkowo proste teksty nie kłują, a wręcz uwiarygadniają wydźwięk całości. Gdyby pasją Porridge Radio dało się zasilać urządzenia elektryczne, to ślad węglowy Wielkiej Brytanii mógłby się znacząco zbliżyć do pożądanego poziomu. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “Lilac”, “Circling”, “Don’t Ask Me Twice”


Yumi Zouma – Truth or Consequences

Wytwórnia: Polyvinyl
Gatunek: indie pop / dream pop
Długość: 33 min

Kurt Zouma, środkowy obrońca piłkarskiej ekipy Chelsea, to dość ciężki, agresywny, klocowaty zawodnik, z którym jakakolwiek forma bezpośredniego kontaktu nie należy do przyjemności. Piosenki Yumi Zouma, mimo konotacji między nazwą projektu, a nazwiskiem wspomnianego wcześniej francuskiego stopera, stanowią dokładne jego przeciwieństwo. Zwiewne, delikatne, indiepopowe kawałki wzbogacone rozmarzonym głosem Christie Simpson to znakomita propozycja, jeśli w pierwszych cieplejszych, słonecznych dniach potrzebujecie po prostu ładnego, wiosennego grania. Bardzo, bardzo okejka. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Lonely After”, “My Palms Are Your Reference to Hold to Your Heart”, “Magazine Bay”


Childish Gambino – 3.15.20

Wytwórnia: RCA
Gatunek: alt-R&B / neo-soul / glovercore
Długość: 57 min

Donald, co Ty tu wymyśliłeś, chłopie? Na czwartym długogrającym wydawnictwie pod aliasem Childish Gambino, Glover pozwolił sobie na więcej eksperymentów niż kiedykolwiek, za czym idą dwie na pozór sprzeczne sprawy – z jednej strony na tej płytce niewiele rzeczy do siebie pasuje, z drugiej natomiast… to nie szkodzi. Efekt finalny to dość psychodeliczna podróż przez strzępki soulu, funku, eksperymentalnego rapu i pewnie jeszcze jakichś siedemnastu innych elementów. I choć do Awaken, My Love! sprzed czterech lat będę prawdopodobnie wracał częściej, tak Amerykanin na 3.15.20 osiągnął kolejny krok w swojej muzycznej karierze: opatentował sound, który ciężko pomylić z jakimkolwiek innym. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “24.19”, “42.26”, “53.49”


Dopelord – Sign of the Devil

Wytwórnia: Green Plague Records
Gatunek: stoner metal
Długość: 36 min

Sign of the Devil to album stoner metalowy. Stop, nie scrollujcie w dół. Tak, to jest album stoner metalowy, ale jeden z tych, którym warto (postarać się) dać szansę, bo nie zamula mózgu tak mocno jak 90% stonera. Oczywiście, nie ma co się czarować, ta płyta służy głównie do ospałego headbangingu, ale trochę częściej niż zawsze próbuje się na niej czegoś nowego, a i kilka szans na pozytywne zaskoczenie się znajdzie. Gdzieś tam majaczą się nawet szatany, jak u Electric Wizard. Dodatkowy plusik za ironicznie krótki, bo opiewający na zaledwie półtorej minuty (kto by pomyślał!) finał. – P. Ćwikliński

Najlepsze utwory: “The Witching Hour Bell”, “Heathen”


Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here by History

Wytwórnia: Impulse!
Gatunek: afro jazz / spiritual jazz
Długość: 63 min

Niewiarygodny jest Shabaka Hutchings. Jeśli miałbym wymienić cztery ulubione, współczesne projekty jazzowe, to obok Kamasiego Washingtona znaleźliby się tam Sons of Kemet, The Comet is Coming oraz Shabaka and the Ancestors. Trzy ostatnie to oczywiście dzieło brytyjskiego saksofonisty, który nie wychodzi z formy i tym razem serwuje nam niepokojące, połamane, plemienne brzmienia. Dajcie sobie zwłaszcza przy okazji takich nocy, gdy wiecie, że o sen nie będzie łatwo. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Go My Heart, Go to Heaven”, “The Coming of the Strange Ones”, “’Til the Freedom Comes Home”