Wywiad: Baby Meelo

Baby Meelo
fot. Andrzej Sieńkowski / andrzej.sienkowski.eu

Wrocławska scena klubowa, mimo iż potencjał ma wielki, to wciąż pozostaje w cieniu innych metropolii. Stolica Dolnego Śląska niegdyś kojarzona głównie z muzyką 4×4, od niedawna otwiera się na zupełnie nowe brzmienia. Stale rozwijające się podziemie, duże międzynarodowe bookingi oraz mnogość interesujących inicjatyw to czynniki, które wpływają na dynamiczny rozwój sceny klubowej nad Odrą. Do rozwoju tego swoją bardzo ważną cegiełkę dokładają miejscowi aktywiści oraz kolektywy artystyczne. Jedną z nich jest ekipa Regime, która od wielu lat prężnie działa na wielu polach. Wśród jej przedstawicieli jest Kamil Matyja — człowiek orkiestra, którego zaangażowanie w lokalną scenę dobrze oddaje, na jak wielu płaszczyznach działa ich ekipa. Promotor, DJ, producent, zawodnik labelu Polish Juke oraz, last but not least, prowadzący poniedziałkową audycję Future Beats w Akademickim Radiu Luz. Przy okazji ukazania się pierwszego długogrającego albumu w jego katalogu, spotkaliśmy się, aby porozmawiać o jego twórczości, rozwoju i szansach regionalnej sceny.

Mariusz Ochojski: Jako że część z naszych czytelników dopiero dzisiaj pierwszy raz usłyszy o wytwórni Polish Juke, zacznijmy od przybliżenia w dosłownie kilku zdaniach waszego profilu czym jest właściwie, skąd się wzięliście i jakie pozycje można znaleźć w waszym katalogu?

Baby Meelo: Polish Juke to zasadniczo platforma i wytwórnia nominalnie powołana do życia, by zrzeszać i promować polskich artystów i artystki tworzących muzykę inspirowaną footworkowym soundem z Chicago; nie pamiętam niestety w którym roku. Dziś w katalogu labelu wbrew temu, co mówi nazwa – nie pojawia się muzyka, jedynie polskich artystów czy też członków ekipy. Można w nim znaleźć m.in Trip to Warsaw Surly’ego (Juke Bounce Werk) z Nowej Zelandii, albumy K-Locke’a i Darren Keena, a także niezwązanych bezpośrednio z załogą polskich wymiataczy przykładowo hæra z warszawskiego kolektywu BAS i jego ubiegłoroczne Gospel EP.

A gdzie w Polsce, poza 71, usłyszymy ludzi związanych z inicjatywą?

W Gdańsku Rhythm Baboon stale nawiedza klub Ziemia i Ulicę Elektryków. Generalnie polecam tego wariata — most underrated Dj in Poland. Koniecznie trzeba posłuchać go na żywo, naprawdę jest prze-kozakiem, zarówno technicznie jak i selekcyjnie. Lux Familliar często pojawia się w Poznaniu, a generalnie miasto pyry to polska stolica basu i połamanych brzmień (big up Projekt LAB!). PZG i Dubsknit aka We Rob Rave to uznana marka w skali międzynarodowej, więc gdziekolwiek by się nie pojawili zdecydowanie warto.

(…) nie jestem w stanie klepać muzyki hurtowo, rzucić komuś paczki 50 bitów do wyboru.

Miałem okazje przedpremierowo posłuchać Twojego najnowszego materiału — The Greatest Misses. Słychać na nim sporo footworku, sporo sampli, między innymi z polskim jazzem — czyli to, co Baby Meelo lubi najbardziej. Ciekawi mnie jednak, czy tym wydawnictwem starałeś się w jakiś sposób wyjść ze swojej strefy komfortu? A jeżeli tak, to w których momentach i jak duże było to dla Ciebie wyzwanie?

Pisząc ten album, bardzo zależało mi na tym, by nie być odtwórczym względem tego, co dotychczas wydałem. Złożyło się na to kilka założeń konceptualnych. Starałem się też klasycznie rzucać sobie wyzwania w kontekście kompozycji, miksu itd. Od jakichś trzech lat jestem mocno zajarany sceną amerykańskiego hip-hopu eksperymentalnego, twórczością takich artystów jak Earl Sweatshirt, MIKE, Westside Gunn czy Roc Marciano, gdzie forma samego utworu, pozycja zwrotki czy refrenu są nierzadko mocno zaburzone. Brzmienie bywa mocno pokraczne, często zbudowane na samplach, co ma miejsce w przypadku takich albumów jak Some Rap Songs, który z miejsca stał się jednym z moich ulubionych ever. To, w jaki sposób na przestrzeni tak krótkich i intensywnych utworów można pełnowymiarowo odczuć, o co chodzi i jakie emocje z tego płyną fascynujące. To było coś bardzo inspirującego i stało się elementem, który bardzo chciałem uchwycić. Z drugiej natomiast strony à propos tego, że wiele osób twierdzi, że do mojej muzyki nie da się tańczyć (śmiech)…

No tak, to ten stereotyp, z którym we Wrocku walczymy weekend w weekend. Kto pojawia się w Uczuleniu czy kiedyś w nieistniejącej już Hecy, na pewno wie o czym mowa…

Haha, dokładnie. Często właśnie bywa tak, że ludzie przekonują się do tego dopiero z czasem. Natomiast to, co chciałem zrobić tym razem, to podejść, przynajmniej do części z moich produkcji, w bardziej popowy czy piosenkowy sposób. Rozkminka ta pojawiła się przy okazji otrzymania propozycji robienia bitów dla Sokoła. Do samej współpracy koniec końców nie doszło, ale mimo tego, że pierwsze szkice powstawały już jakieś 6 lat temu, to właśnie wówczas postanowiłem, że spróbuję ugryźć kwestię kompozycji inaczej, co na pewno było dla mnie jakimś wyzwaniem.

(…) sampling przede wszystkim zawsze powinien starać się być kreatywny, a nie odtwórczy i to jest to, co odróżnia go od plagiatu.

Skoro już pojawił się ten temat, to dlaczego nie dogadaliście się w końcu z Sokołem? Różne podejście do tworzenia muzyki?

Wiesz co, ostatecznie nie sądzę, żeby Sokół w ogóle usłyszał moje propozycje. Sam pomysł zrodził się w głowie producenta wykonawczego płyty. Pamiętam, że zależało im na tym, aby była to kompozycja oparta na polskich samplach, co zresztą mocno mnie jara, a na pewno ułatwia to kwestię czyszczenia. Nawiązując jeszcze do Twojego poprzedniego pytania – czego dowiedziałem się o sobie? Na pewno tego, że nie jestem w stanie klepać muzyki hurtowo, rzucić komuś paczki 50 bitów do wyboru. Jeżeli otrzymuję taką propozycję, to automatycznie zaczynam myśleć o klejeniu bitów konkretnie pod ten projekt, co jest pewnym procesem. Ostatecznie wolałem skupić się na swoim albumie i dopracowywać konkretne produkcje, a część numerów z tamtych sesji trafiła w mniej lub bardziej zmienionej formie na The Greatest Misses. Co do polskich materiałów źródłowych, to generalnie dominują one na całym albumie – przykładowo Don’t Turn Away z Suwalem oparte jest na fragmentach utworu Byk Andrzeja Kurylewicza i Polish Radio Big Band. Często digguję polską muzykę z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych, starając się jak najwięcej tych rzeczy chłonąć, a jeżeli znajduję coś, co jestem w stanie umiejętnie wykorzystać, to robię to z największą przyjemnością.

A jaki jest Twój ogólny pogląd na sampling? Ostatnio mieliśmy bardzo ciekawą sytuację z Bernerem, B-realem oraz Edytą Bartosiewicz. Jak się na to zapatrujesz?

Sam nie wczytywałem się w te artykuły, ale zdecydowanie nie miałbym problemu z wykorzystaniem sampla z mojego utworu przez innego producenta czy producentkę, co więcej okropnie bym się tym jarał. Być może wynika to właśnie z tego, jak postrzegam całe zjawisko. Dla mnie z perspektywy artysty i producenta jest to przede wszystkim instrument, a także kreatywna kontynuacja czy reinterpretacja dzieł przeszłych, które dziś mają możliwość pojawienia się w innym kontekście, a także dotarcia do nowego grona odbiorców. Rzecz jasna jest to bardzo sporny temat, natomiast uważam, że sampling przede wszystkim zawsze powinien starać się być kreatywny, a nie odtwórczy i to jest to, co odróżnia go od plagiatu. W każdym kraju sytuacja w mniejszym lub większym stopniu się różni, ale jeżeli chodzi o starsze nagrania, to niestety większość praw należy do wytwórni, co jest dodatkowym problemem i okrucieństwem wobec twórców.

No tak, wszyscy pamiętamy niedawną historię z roszczeniami rodziny Marvina Gaye’a wobec Robina Thicke i Pharrella…

W przypadku majorsów wygląda to zupełnie inaczej, ale w przypadku scen niezależnych perypetie zaczynają się dopiero kiedy utwór osiąga sukces komercyjny. Nie mnie oceniać ich słuszność, aczkolwiek tak jak wspominałem kwestia kreatywności jest najistotniejsza, choć to bardzo subiektywne kryterium. W życiu nie obraziłbym się, czy nie rościłbym jakichś finansowych pretensji wobec kogoś, kto by mnie samplował. Generalnie uważam, że gdyby w jakiś uproszczony, jasno uregulowany sposób globalnie usystematyzować to jak to działa, ułatwiłoby to życie na wielu płaszczyznach, zarówno osobom, które nominalnie coś tworzą jak i tym, którzy później z tego korzystają. Natomiast pogląd, że sampling jest z definicji czymś odtwórczym albo wynikającym z braku umiejętności jest według mnie zupełnie nietrafiony, bo dopóki wszystko opiera się o kreatywność, a nie kopiowanie fragmentów to nie wydaje mi się, że powinno to tworzyć pole do piętnowania.

Realizując ten materiał, chciałem podejść do tego wszystkiego z innej strony, głównie w kontekście tego, jak czuję się teraz jako 28-letnia osoba.

Ludzie zajmujący się tworzeniem muzyki często zaczynają swoją pracę od linii melodycznej czy jakiegoś ogólnego pomysłu na melodię. Popraw mnie, jeżeli się mylę, ale Ty działasz odrobinę inaczej, zgadza się? Czy to rytm jest tym, naokoło czego zaczynasz budować kompozycje? A może to dzięki samplowi wpadasz na koncept rytmiczny?

Zazwyczaj są to dwa scenariusze – albo szukam samplowanych fraz, wokół których mogę dogrywać bas, dodatkową melodię czy też sekcję rytmiczną, ale bywa też tak, że kiedy mam w głowie jakiś szkielet rytmu, to zaczynam od wyszukania odpowiedniego tempa, w którym ten rytm chciałbym usłyszeć i zaczynam stukać w pady.

Powiedziałeś kiedyś takie ładne zdanie, że interpretacja Twoich płyt powinna być zawsze indywidualna, wiec to pozostawimy słuchaczom, ale jaki cel przyświecał Ci przy wydaniu tego materiału? Samorozwój, progres? Realizacja pomysłów, które gdzieś cały czas w Tobie były? Co łączy te wszystkie utwory stworzone na przestrzeni tylu lat, że znalazły się akurat na tym wydawnictwie?

Na przestrzeni całej dyskografii nostalgia jest na pewno jakimś wspólnym mianownikiem wszystkich moich wydawnictw. Czy to za muzyką i popkulturą lat 90-tych, czy też stylem i modą tamtych czasów. Realizując ten materiał, chciałem podejść do tego wszystkiego z innej strony, głównie w kontekście tego, jak czuję się teraz jako 28-letnia osoba. Patrzę na ten najbardziej formatywny okres, gdzieś pomiędzy 18. a 26. rokiem życia i właśnie to napawa mnie tymi uczuciami. Chciałem też zważywszy na to, że jest to moja pierwsza dłuższa forma w spójny i jednolity sposób wystawić pamiątkę tym czasom.

Kończysz tym albumem pewien rozdział?

Nie wydaje mi się, po prostu traktuję to bardziej jako podsumowanie. Moja pasja wobec estetyki tamtych lat raczej nie zmieni się diametralnie, natomiast zdecydowanie zmienia się mój punkt widzenia, a pula najróżniejszych inspiracji ciągle rośnie.

Wielu nazywa Wrocław małym Berlinem. Głównie z powodu historii i próby przenoszenia pewnych wzorców 1:1. Czy nie zauważasz jednak, jako osoba mocno zaangażowana w lokalną scenę, że rozwijają się u nas coraz mocniej także inne gatunki?

Generalnie ciężko stwierdzić, czy we Wrocławiu istnieje jakaś rozbudowana scena o konkretnym profilu brzmienia. Na pewno kiedyś była i sinusoidalnie trwa tutaj dominacja brzmień techno i tech-house. Właśnie ta berlińska estetyka z wszystkim, co idzie z tym w parze, jest nadal we Wrocławiu bardzo silnie reprezentowana. Co łatwo z perspektywy DJ-skiej, producenckiej, promotorskiej czy też widowni zauważyć to to, że na przestrzeni ostatnich lat liczba osób zaangażowanych w rozwój podziemnych inicjatyw, w tym zaczynających grać bardziej połamaną muzę, stale się zwiększa. Dla mnie osobiście intrygujące jest to, że jedyna ewolucja, jaką wyraźnie uformowane we Wrocławiu nurty przeszły, to właśnie techno, później tech-house, a teraz znów techno w szybszej, często bardziej trance’ującej formie. Strasznie dziwi mnie to, że ludzie (zarówno słuchacze i słuchaczki, jak i osoby odpowiedzialne za promotorkę czy po prostu DJ-ing) nie za bardzo zdążyli wyjść ze swojej strefy komfortu. Wydaje mi, że w tak dużym mieście naturalnym jest to, że mimo dominacji jednego soundu powinny tworzyć się jakieś wyraźne enklawy innych zajawek, a ostatecznie poza tak silnymi fundamentami jak lokalna scena drum & bassowa, która zrzesza głównie ludzi funkcjonujących w tym środowisku od co najmniej dekady, wydaje mi się, że w jednym, ogromnym worku mamy granie 4×4, a w drugim ludzi, którzy po prostu robią inne rzeczy. Są to konkretne, pojedyncze ekipy, które działają w mniej lub bardziej konkretny sposób.

(…) trzeba wspierać miejscowych artystów i artystki, kupować ich muzykę, ale też zauważać jak często gość za cztery cyfry w Euro jest zjadany przez ludzi, którzy działają na miejscu, a podczas największych imprez spychani są do roli supportu

W 2018 roku wraz z kilkoma innymi przedstawicielami z Polski zostałeś zaproszony do występu na festiwalu Nyege Nyege, który odbywał w Ugandzie. Z kolei w którymś z poprzednich wywiadów, powiedziałeś, że afrykańska muzyka jest być może jedną z najbardziej postępowych na świecie. Czy było to słychać tam na miejscu? Czy udało Ci się przenieść jakiś afrykański pierwiastek na swoją twórczość, formę grania imprez, a może coś bezpośrednio na album?

Tak się składa, że jeden z numerów na płycie zacząłem pisać pod koniec pobytu w Ugandzie — Mashin’ Up Di Place (Summer 2018 Jinja Mix). Można więc powiedzieć, że jakaś część tej przygody została zapisana na taśmie. Jeżeli chodzi o sam festiwal, w którego całości wziąłem udział, spędzając tam niemal pełny tydzień, okazał się jednym z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Wszystkie moje najśmielsze oczekiwania i marzenia co do brzmienia i samego pobytu zdecydowanie się spełniły, i to z nawiązką. Weźmy za przykład bardzo szybkie, współczesne tanzańskie brzmienia, które w Europie i generalnie na całym świecie funkcjonują raczej w ramach eventów w stylu Unsound, albo na jakichś większych jednorazowych gigach. Muzyka, którą tutaj często odbiera się jako niszową, wybrzmiewała tam cały czas, gromadząc ogromne liczby ludzi, którzy przemieszczali się naturalnie ze sceny na scenę, w jednym miejscu oddając się bardzo eksperymentalnym brzmieniom, w innym bawiąc się do serii afro-house’owych remiksów popowych hitów. Lokalna publika w pełni czuła wszystko, bez względu na to jak pozornie odległe od siebie poszczególne stylistyki mogą się wydawać. Natomiast w Polsce i ogólnie w tej części świata ludzie bardzo często mają wkrętkę w jakiś konkretny sound, który ich jara, co ostatecznie też jest bardzo spoko, ale zazwyczaj wiąże się to z zamknięciem na inne, gdzie w Ugandzie z niczym takim się nie spotkałem.

Jak to się stało, że zostałeś tam zaproszony? Poznaliście się podczas występów na Unsoundzie, czy może poszło to jakoś przez Polish Juke?

Właściwie jest to śmieszna historia, bo po wydaniu pierwszej EP-ki – Milky Wayz (regime, 2017) – pod koniec roku widziałem się z Walcem, Łukaszem i Tokarem, którzy powiedzieli mi, że przyszedł mail od jednego z organizatorów festiwalu Nyege Nyege. Wszystko to jest mega farcikiem, bo jak się okazało, mogło się to nigdy nie wydarzyć. Po tym, jak wszedłem sprawdzić maila z zaproszeniem, zerknąłem też na mój soundcloudowy profil, gdzie od jakichś 20 dni wisiała wiadomość z bezpośrednim zaproszeniem! Przypuszczam, że na 100 takich sytuacji 95 razy nikt nie próbowałby skontaktować się ze mną ponownie przez inny kanał, a tutaj jednak się udało. Dzięki temu mogłem przeżyć ten niesamowity tydzień, za co jestem dozgonnie wdzięczny.

View this post on Instagram

KAMPIRE FKIN KILLED IT

A post shared by SOUTHSIDE 1312 (@babymeelo_00) on

Do tej nostalgii, o której mówiłeś wcześniej, nawiązujesz także grając imprezy pod aliasem 61st Draft Pick. Masz zamiar rozwijać ten projekt, w którym serwujesz zdecydowanie mniejszą dawkę BPM-ów? Myślisz, że z tego może się urodzić fizyczne wydawnictwo?

Jeżeli chodzi o niższe przedziały BPM-owe, to zawsze lubiłem to robić i ostatecznie zawsze robiłem, niekoniecznie tylko pod tym aliasem, ale też regularnie jako Baby Meelo. Zarówno jako selektorowi jak i DJ-owi zawsze sprawiało mi to mnóstwo przyjemności. Natomiast z innymi ksywkami i projektami jest trochę tak, że chciałbym sobie pozostawić możliwość żonglerki, niekoniecznie w jakiś sprecyzowany sposób. Raczej w zależności od tego, jak się w danym momencie czuję, co chcę powiedzieć lub jaką formę narracji przyjąć. Jest to element twórczego funu, który stroni od strategii promocyjnych i rozkmin w stylu “po co mi dwa fanpejdże, skoro publikując track, będę tracił zasięgi”. Nigdy nie chciałem w ten sposób o tym myśleć i mam nadzieje, że nigdy sobie na to nie pozwolę. Tworząc coś, fajnie jest wcielać się w różne postacie, które ostatecznie jednak zawsze pozostają Tobą.

Zawsze miałeś indywidualny pogląd na promocję siebie oraz swojej twórczości. Do niedawna nie posiadałeś nawet strony na FB. Co się zmieniło, że zdecydowałeś się na ten krok?

Taa, po prostu wszyscy mi cisnęli, że jestem debilem i nie miałem wyjścia (śmiech).

Czy sądzisz, że globalna pandemia zatrzyma tendencję wzrostową aktywności branży imprezowo-muzycznej? Czy może czeka nas post-covidowy boom?

Myślę, że ludzie są i będą wygłodniali. Pewnie znajdzie się kilka bardziej ostrożnych osób jeśli chodzi o wybór imprez czy częstotliwość wypadów do klubów. Jednak branża jest tak ogromna i ma taki potencjał, że frekwencja powinna szybko wrócić do poziomu sprzed pandemii. Natomiast mam ogromną nadzieję, że kult zagranicznych bookingów stanie się bardziej precyzyjny i selektywny. Czy to przez obostrzenia w kwestii podróżowania, czy też po prostu zważywszy na zdrowy rozsądek. Nadal nie do końca wiemy, jako globalne społeczeństwo, jaka przyszłość z koronawirusem nas czeka, a żeby stworzyć lokalną scenę, trzeba wspierać miejscowych artystów i artystki, kupować ich muzykę, ale też zauważać jak często gość za cztery cyfry w Euro jest zjadany przez ludzi, którzy działają na miejscu, a podczas największych imprez spychani są do roli supportu. Czego by nie powiedzieć o różnorodności brzmienia na wrocławskich parkietach, to jestem zdania, że Transformator efektywnie wykreował publikę swojej załogi rezydenckiej, czyli ludzi, których regularnie można tam usłyszeć. Wydaje mi się, chociaż nie bywam tam na tyle często by oceniać to statystycznie, że niezależnie od tego kto z tamtejszej ekipy danego wieczoru gra, to klub jest zawsze wypełniony, za co należy się niemały props.

Miałeś okazję grać w wielu miejscach, także na festiwalach i nie tylko w Polsce, wydałeś fizycznie swoją muzykę, pewnie udało Ci się spełnić już co najmniej kilka młodocianych marzeń związanych z robieniem muzy. Jaki jest Twój najbardziej wariacki milestone, który chciałbyś jeszcze odhaczyć?

Na to pytanie mam zawsze jedną konkretną odpowiedź. Totalnie chciałbym zrobić album albo chociaż EP z Jay-Z (śmiech).