slowthai: Enemy

Ostatnie 12 miesięcy na pewno zapisze się w serduszku slowthaia na długo. Premiera debiutanckiej, długo wyczekiwanej płyty Nothing Great About Britain, dała mu tytuł jednego z najlepszych debiutantów ostatnich lat, pozwoliła napędzić zasłużony hype i ugruntowała pozycję jednego z najciekawszych i najważniejszych brytyjskich artystów swojego pokolenia, będącego jednocześnie jego bardzo wkurwionym głosem. Potwierdziły to występy na najważniejszych festiwalach w Europie, potwierdziła to nominacja do Mercury Prize, potwierdziły też liczne współprace, między innymi z Denzelem Currym, Gorillaz, Mura Masą czy Skeptą (ten ostatni umieścił nawet twarz Tyrona na okładce swojej ostatniej solowej płyty). Triumfalny pochód został jednak zakończony w sposób, który nie mógł przysporzyć mu zbyt wielu fanów.

Pod koniec lutego, chwilę po odebraniu nagrody Hero of the Year w trakcie corocznej gali NME, zaczął zachowywać się w wulgarny i, co tu dużo mówić, po prostu obrzydliwy sposób w stosunku do prowadzącej Katherine Ryan. Słabo? Mało powiedziane, szczególnie że slowthai sam określał się nie raz feministą. Późniejsza bójka z uczestnikiem imprezy, który nazwał go spod sceny mizoginem, na pewno nie pomogła poprawić sytuacji. Dotychczasowy bohater trafił pod celownik zdegustowanych mediów, zawiedzionych fanów i niezbyt rozentuzjazmowanych postronnych obserwatorów. Oczywiście przeprosił dzień po incydencie i poprosił NME o przekazanie jego statuetki poszkodowanej, ale to chyba nie do końca załatwiło sprawę.

Po ponad dwóch miesiącach Tyron postanowił odnieść się do sytuacji w nieco inny, bardziej dosadny sposób. Kawałek “Enemy” nawiązuje do wspomnianej sytuacji dość wyraźnie już samym tytułem -‘enemy’ jako ‘wróg’ jest oczywistością, ale w ten sposób czyta się przecież właśnie NME. Sam utwór postanowił rozpocząć dodatkowo od słów „Everyone send your thoughts to slowthai. Fuck knows where he is, but God bless the boy” wypowiedzianych przez Mattyego Healyego z The 1975 na początku występu zespołu w trakcie feralnej gali. Jeśli macie jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do stosunku slowthaia do jego krytyków, to po przesłuchaniu Enemy zostaną Wam one wybite z głowy co najmniej z intensywnością przygotowanego przez kwesa darko podkładu. Jeśli kawałek zwiastuje nadejście nowego albumu Brytyjczyka, to możemy być pewni, że będzie on nie mniej wkurwiony niż na NGAB.