R.A.P. Ferreira – Purple Moonlight Pages / recenzja

Niemal dekada bujania się w podziemiu, co najmniej kilka pseudonimów i rozmaitych projektów – mniej, bądź bardziej udanych. Po latach eksperymentów raper (choć bardziej właściwe byłoby określenie “uliczny poeta”) Milo – tutaj występujący pod aliasem R.A.P. Ferreira – osiadł w Nashville, by dopracować swoje najpełniejsze dotychczas dzieło. A przy okazji podpisać się pod jednym z absolutnie topowych wydawnictw abstract/jazz rapowych ostatnich kilkunastu miesięcy.

Chyba każdy z nas miał w jakimś okresie życia ziomka, który lubił sobie przyfilozofować. Takiego, wiecie, typowego specjalistę od grubej kminy. Gościa kojarzonego zwykle z nieco wystrzelonym w kosmos sposobem postrzegania rzeczywistości, ALE zarazem autora kilku przemyśleń tak trafnych i celnych, że zostały z Wami na dłużej, a sposób ich wypowiedzenia całej ekipie na dobre wbił się pod czachy. I teraz uwaga, robimy eksperyment, puszczamy wodze fantazji.

Rzecz rozpoczynamy następująco: zamykamy tego typa w odosobnieniu, co w aktualnych realiach pewnie nie stanowi zbyt dużego wysiłku dla wyobraźni. Następnie zapewniamy koleżce-rozkminiaczowi zapas czegoś, co bardzo lubi – chipsów, może piwka, może śmiesznych papierosków, nieistotne – czegokolwiek, z czym ziomeczek czuje się komfortowo. Faza trzecia? Wrzucamy mu potajemnie na lapka tyle sampli, ile tylko sprzęt uniesie. Następnie klepiemy ochoczo po plecach, rzucamy coś na zasadzie “moooordo, Ty to powinieneś zacząć spisywać te swoje kminy”, odpalamy beat i przypominamy sobie, że w zasadzie to musimy uciekać na chatę, bo zapomnieliśmy wyłączyć żelazko. Cichaczem rzucamy na biurko przygotowany zawczasu zeszyt z napisem Purple Moonlight Pages na okładce. Zatrzaskujemy za sobą drzwi i wracamy po dwóch miesiącach.

Nie mam pojęcia, czy ludzie z otoczenia Milo skorzystali z opisanej wyżej metody na wydobycie kreatywnego potencjału swojego kolegi. Mam za to pewność, że wybrany przez nich sposób był skuteczny.

Ziomale-rozkminiacze nie idą na łatwiznę, Milo – do ksywy R.A.P. Ferreira nie zdążyłem się jeszcze przyzywyczaić – też nie idzie. Wiadomo, że jazz-rapowa formuła wykorzystująca milion sampli ma swój określony sound, to oczywiste, ale nie uświadczymy tutaj kopiowania rozwiązań znanych z A Tribe Called Quest czy Digable Planets. Produkcja to ogólnie rzecz, która rzuca się tu w uszy jako pierwsza. Jazzowe beaty i sample stanowią bazę, którą Milo umiejętnie wzbogaca o elementy ambientu, wielokrotne zmiany tempa i rytmiki, a nawet dźwięki inspirowane cloudowymi podkładami. Świetnie udało się zachować balans. Minimalizm przecina się z całą masą wplecionych w tło smaczków, a spójność brzmieniowa całości z różnorodnością poszczególnych numerów.

Milo-producent spropsowany, a co z Milo-raperem? Znając wcześniejszą twórczość koleżki z Chicago o ten element można było zachować pełen spokój. Mało tego, jest lepiej niż kiedykolwiek.

W tym miejscu miało się znaleźć dziesięć najbardziej błyskotliwych wersów i rozkmin, które sukcesywnie wypisywałem sobie na kartce podczas kolejnych odsłuchów tej płyty. Uznałem jednak, że to nie ma absolutnie żadnego sensu, znajdźcie sobie swoje własne. Tego jest po prostu tak dużo, że w każdym numerze da się coś wyróżnić. Potwierdza to zresztą ogólnie znaną tezę – Milo jest po prostu znakomitym raperem. Zarówno w kontekście sposobu nawijki (mnogość flow!), jak i liryki (zwłaszcza) mamy do czynienia z reprezentantem absolutnej ekstraklasy. Storytellingi? Są. Introwertyczne, naturalistyczne wynurzenia? Odhaczone. Połamana nawijka w a’la Danny Brown? Też. Klimatyczne melodeklamacje? Chyba się domyślacie. I tak dalej, i tak dalej…

Koniec końców Purple Moonlight Pages sygnowane nazwą R.A.P. Ferreira to bezapelacyjnie jedno z najlepszych wydawnictw początku 2020 roku. I nie, nie ograniczam się z tą tezą do szeroko pojętego hip-hopu.

I nie tylko ja tak twierdzę, co w kontekście jazz rapu wcale nie musiało być tak oczywiste. Gdybym miał sobie przypomnieć ostatni podobny stylistycznie album, którego poziom bycia absolutnym sztosiurem zbliżyłby się do Purple Moonlight Pages, byłaby to prawdopodobnie znakomita płytka Saby, a od tego czasu trochę minęło. Nie zdziwię się, jeśli nowy Milo wyląduje w podobnym podsumowaniu najlepszych wydawnictw 2020 roku. Świetny materiał.