Kierunek: Halfway Festival 2017

Nie da się ukryć, że Halfway Festival wyróżnia się poważnie na polskiej mapie festiwalowej. Impreza zawdzięcza to kilku czynnikom, które łączy jedna, szczytna idea: być blisko ludzi, blisko muzyki. Z zeznań bywalców wynika, że organizatorom wychodzi to bardzo dobrze, choć to nie tylko zasługa ich pracy, ale także kompetencji zapraszanych artystów oraz wyjątkowości miejsca. Warto przypomnieć, że jest to urokliwy amfiteatr Opery Podlaskiej zlokalizowany w centrum Białegostoku – miasta swoją oryginalnością i atmosferą idealnie pasującego do charakteru festiwalu. Jeżeli więc poszukujecie alternatywy dla biegania między wielkimi scenami i tłoku przy barierkach, podlaski event jest jak strzał w dziesiątkę. Start 24 czerwca o 27:00 (inaczej, jeżeli planujecie before, ale o tym niżej).

W kwestii muzyki, pole do popisu jest nieco ograniczone, choć właśnie w jednorodności siła. Zgodnie z założeniem, że spotykamy się “w połowie drogi”, Halfway proponuje w większości występy artystów zachodnich, przy równoczesnym przeplataniu ich z twórcami rodzimymi i wschodnimi. Wśród nich znaleźli się mieszkańcy m.in. Grenlandii, USA, Argentyny i Islandii. Dominantą jest stylistyka indie, rockowa i folkowa, ale nie dajcie się zwieść – tegoroczni goście to gwarancja wielu zaskoczeń. Można więc powiedzieć, że to wydarzenie z lekkim nastawieniem na ‘retro’. W konsekwencji dostajemy spójny klimatycznie festiwal. Jeżeli chcecie sprawdzić, jak będzie brzmiała szósta edycja Halfway, posłuchajcie naszej specjalnej festiwalowej playlisty.


Pewniaki:

Angel Olsen

Amerykańska, rockowa energia i tekściarska wrażliwość. Okazuje się, że mogą iść w parze. Dowód? Postać Angel Olsen, która jako artystka co rusz udowadnia swój niezwykły talent oraz świadomość ekspresji. Jej ostatnie wydawnictwo, ubiegłoroczne My Woman odniosło wielki sukces i ustabilizowało jej pozycję na światowej scenie. Wobec obecnej popularyzacji damskiego ruchu singer-songwriter, Angel stoi pewnie jako ideowa przewodniczka.

Cass McCombs

Podopieczny Domino Records, Cass McCombs to jedna z większych niewiadomych tej edycji festiwalu. Bynajmniej, nie chodzi tu o poziom jaki zaprezentuje – tu spodziewać możemy się wyłącznie rewelacji. Zagadką jest samo brzmienie, w jakie swoje kompozycje na żywo ubierze. Zasób gatunkowy, z jakiego w swojej muzyce korzysta Amerykanin jest ogromny, wliczając w to garage-rock, folk, country i psychodelę. Wydany rok temu Mangry Love zapowiada jednak, że ostatnimi czasy bliskie są mu raczej nieco twardsze brzmienia. Wraz z zespołem może dać więc elektryzujący popis.

Christine Owman

Szwedzka femme fatale we własnej osobie. Obecnie koncertująca z mroczną divą Chelsea Wolfe, wschodząca gwiazda może pochwalić się bardzo mocnym, artystycznym charakterem oraz ukierunkowaną muzyczną drogą. Romansująca z psych-rockiem, w głębi swoich nagrań skrywa jednak poważne inspiracje nową falą oraz współczesnym indie. Ona również ma na koncie album z 2016 roku, zatytułowany When On Fire. Pochodzący z niego materiał to idealna propozycja na wieczorny, posępny występ.


Nasze typy

Cate Le Bon

Nieskończone źródło inwencji i kreatywności. Pochodząca z Walii, Le Bon to przedstawicielka każdego lub żadnego nurtu, działająca bez szyldów i kojarzona wyłącznie z własnym scenicznym ego. To, czym zajmuje się obecnie najlepiej definiuje jej ostatni krążek pt. Crab Day, będący najdojrzalszym, a równocześnie najbardziej skomplikowanym wydawnictwem w karierze piosenkarki. Zawarte na nim nagrania to mieszanka współczesnych interpretacji rocka i eksperymentalnego popu, ubrana w niepokorny, punkowy płaszczyk.

SHUMA

To właśnie jeden z tych fragmentów line-upu, przy których ze wzruszeniem spoglądamy na wschód. Pochodząca z mińska grupa jest odpowiedzią na pytanie o miejsce folkloru we współczesnej kulturze lokalnej. To, co proponuje zespół wskazuje na nieszablonowe, acz spektakularne przywiązanie do tradycji. Folkowe, związane z daleką historią Białorusi utwory opatrzone są nie tylko bardzo nowoczesnym, elektronicznym brzmieniem, ale i pięknymi wizualizacjami. Ich występy to prawdziwe przeżycie i przy okazji dowód na to, że w kulturze masowej powinno być więcej miejsca dla różnorodności.

Torres

Jeżeli jesteście fanami brzmienia wypracowanego przez St. Vincent, nie powinna być wam obca Torres. Artystka w swojej muzyce zdaje się korzystać z dorobku koleżanki, choć okrasza go nieco większą dozą melancholii. Jej kompozycje zahaczają miejscami o shoegaze, czasem natomiast wędrują w surowe, garażowe rejony. To, co czaruje w połączeniu z rozmytymi często instrumentalami, to jej głos – przejmujący i autentyczny.


Niezbędnik

Halfway to dwa główne dni koncertowe, które poprzedza tzw. Halfway Fanday, czyli mały warmup, na który dla właścicieli karnetów obowiązuje osobna rejestracja internetowa pod adresem rejestracja.halfwayfestival.com. Dla osób bez weekendowej przepustki, pierwszy dzień można sobie zaplanować za osobny bilet w cenie 40 zł. Powody, żeby wpaść wtedy do amfiteratru są aż trzy: nasi polscy Starsabout, szwedzka Christine Owman i białoruska Shuma. Początek o 20.00.

Podczas festiwalu spodziewać należy się również atrakcji pozascenicznych. Wśród nich znajdą się panele dyskusyjne oraz wystawy: zbiór prac Andrzeja Wieteszki, autora tegorocznego plakatu Halfway Festivalu, zatytułowany  POSTERS/PORTRAIT, który zobaczymy w foyer Opery oraz zdjęcia Wojciecha Prażmowskiego wykonane dla jednego z czołowych kreatorów japońskiego świata mody – Mitsuhiro Matsudy, do zobaczenia w Operowej Galerii Fotografii. Dodatkowo zaplanowano również kolektywne śniadanie na trawie. Jak zapowiadają organizatorzy, na terenie imprezy ma znaleźć się dodatkowe miejsce, w którym po koncertach pojawiać się będą artyści, gotowi podpisać płytę lub uścisnąć nam dłoń.

Wszystko, co definiuje organizację Halfway Festiwalu, to empatia. Dawana nam przez twórców w postaci większej swobody, powinna być również odwzajemniana. Przyczyną jest brak pełnej ochrony i zabezpieczeń. To również element, który stanowi o oderwaniu od współczesnego stereotypu festiwalu muzycznego. W związku z tym oczywiście pamiętać należy o kulturze oglądania i słuchania, w tym również rezygnacji z dzikich eskapad na scenę czy przeszkadzania współuczestnikom. Należy także pilnować własnych przedmiotów – brak ochrony to większy nacisk na naszą czujność, która i tak stanowi najważniejszy czynnik zapobiegania nieszczęściom. Kilka prostych nawyków, a tyle radości. W końcu  mniej technicznej infrastruktury widzianej na terenie wydarzenia, to bardziej naturalne i intymne uczestnictwo.

Widzimy się w Białymstoku!