sallie-ford-soul-sickSallie Ford – Soul Sick

Wytwórnia: Vanguard Records
Gatunek: Rock
Długość: 38 min

Odwaga zazwyczaj nie pojawia się w towarzystwie rozwagi, co w efekcie powoduje najróżniejsze katastrofy. Mówi się wtedy, że ktoś nie pomyślał zanim coś zrobił albo uległ impulsowi. Jeżeli zatem najnowszy krążek Sallie Ford był wynikiem impulsu, artystka musiałaby być najbardziej czujną osobą pod słońcem. Skłaniam się raczej ku wersji wydarzeń, w której piosenkarka ze wspomnianą już rozwagą zaplanowała i krok po kroku wykonała pracę zawartą na Soul Sick. Pochodząca z Portland Amerykanka gładko sunie po półwiecznej tradycji rocka i co chwilę wynajduje w niej niuanse godne zaprezentowania na nowo. Przy całej tej stylistycznej grze, Sallie co rusz puszcza do nas oko, zaskakując kolejnymi posunięciami. Bynajmniej nie jest to zalotne mrugnięcie – bardziej koleżeńska zaczepka mówiąca „Zabawmy się!”.

Muzyka zaprezentowana na najnowszym LP to pozbawiona kompleksów, bardzo autorska mieszanka pozostająca na granicy rocka i retro popu. W takich właśnie wyrównanych proporcjach gra to wręcz fenomenalnie. Co więcej, mimo przemierzania wytartych szlaków, robota wypada onieśmielająco świeżo i stawia znak zapytania przy wszelkich powątpiewaniach w stosunku do przyszłości muzyki gitarowej. Nie udawajmy jednak, że rock to jedyne słowo, jakie autorka miała w głowie. Bywają momenty, kiedy górę bierze blues; czasem, np. w „Get Out”, przester wskazuje jednoznacznie na grunge’owe inspiracje (raczej delikatniejsze, te spod znaku Soundgarden). Jeżeli chodzi o popowe momenty, takie jak „Screw Up” lub „Failure”, to tu kłania się klasyczne amerykańskie radio wczesnych lat 60-tych – wszystko co wywalczyli Buddy Holly czy The Beach Boys. Americana wysokiej próby. Świadoma swoich atrybutów i błyszcząca w nowy sposób. – M. Rypel  [Posłuchaj w Spotify]


untitledTinariwen – Elwan

Wytwórnia: Epitaph
Gatunek: Blues/Muzyka świata
Długość: 46 min

Prawie 40 lat mija od momentu, w którym saharyjscy rebelianci postanowili walczyć o swoją geopolityczną niezależność muzyką, tworząc z połączenia rocka, bluesa i unikalnego północnoarfykańskiego folku niespotykany dotąd nurt, zwany w świecie Tichumaren. Kolektyw Tinariwen to bez wątpienia prekursorzy tego nurtu, którzy oswoili z tym brzmieniem europejską publiczność i wciąż, mimo upływu lat stanowią jego najlepszą wizytówkę. Na najnowszym albumie Elwan osiągają prawdopodobnie szczyt swoich możliwości tworząc przystępne, a jednocześnie egzotyczne dźwięki czarnego lądu.

Płyta wita nas świetnym, klimatycznym „Tiwayyen” gdzie mostem łączącym wysuszone pustynie Mali ze Stanami Zjednoczonymi jest gitara Matta Sweeneya. To właśnie zaskakująco zachodnie brzmienie, przy zachowaniu pełnej wiarygodności rdzennego grania sprawia, że Elwan kupuje się w całości, bez momentów zawahania. Cały krążek płynnie przeplata dynamikę piaskowych burz i błogich oaz malując w głowie słuchacza duszne, piaskowe obrazy. Świetną rekomendacją jest to, że płyta porusza wyobraźnię i nienachalnie zachęca do poznawania całej historii, która stoi za tą muzyką. – I. Knapczyk [Posłuchaj w Spotify]


jesca-hoop-memories-are-nowJesca Hoop – Memories Are Now

Wytwórnia: Sub Pop
Gatunek: Indie folk
Długość: 39 min

Zeszłoroczny duet z Samem Beamem (Iron & Wine) w postaci niedocenianego Love Letter for Fire może okazać się punktem zwrotnym w karierze kalifornijskiej artystki. Nie było tajemnicą, że w międzyczasie podopieczna Sub Pop pracowała nad kolejnym solowym albumem, który, w dużej mierze stanowi dla niej nowe otwarcie. Na Memories Are Now, jej pierwszym samodzielnym, premierowym materiale od pięciu lat, znajdujemy ją w nieco innej pozycji niż przy okazji wydania The House That Jack Built. Jesca Hoop z 2017 jest artystką dużo bardziej świadomą tego co i jakimi metodami chce przekazać.

To nie jest wybitnie spójny album. Jessica skacze tu bez zapowiedzi i skrępowania od zasnutego dymem, brudnego bluesa po klarowne i zwiewne folkowe brzmienie. Nadal zdarzają się jej momenty, w których ma się poczucie, że próbuje nam sprzedać nie do końca uformowane koncepty i sama nie do końca zna obrany przez siebie kierunek, ale w tym paradoksalnie tkwi siła tego albumu. Pewna doza twórczej niepewności i kruchości (Hoop powiedziała kiedyś w wywiadzie, że praca nad każdym materiałem kończy się dla niej chwilowym kryzysem) nadaje utworom kolorytu i sprawia, że brzmią żywo i szczerze. Autentyczności dodaje też najważniejszy i najciekawiej ograny motyw – artystka pokusiła się o swego rodzaju liryczną konfrontację z religią. Kryzys wiary został tutaj potraktowany potężną dozą cynizmu i bólu, a we wszystko zostali wplątani także rodzice Jessici. Dla tej opowieści i świetnych „Memories Are Now” czy „Cut Connection” naprawdę warto sięgnąć po ten krążek. – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]