Homeshake – Fresh Air

homeshakeWytwórnia: Sinderlyn
Gatunek: r&b/indie
Długość: 43 min

 

Niegdyś gitarzysta koncertowy Maca DeMarco, dziś amator r&b. Pochodzący z Kanady Peter Sagar podzielił się właśnie ze światem trzecim solowym longplayem pełnym ekscytujących poszukiwań. 14 utworów zgromadzonych na Fresh Air to w rzeczy samej powiew świeżości, tchnący w całą tę bańkę gatunkową więcej życia. Artysta na nowym LP bawi się dużo z syntezatorem, wlewając do niego kubeł wody i uzyskując dosłownie wodniste brzmienie. Do tego chętnie sięga po drum machine, wyciągając z niego następnie leniwe jak niedzielne popołudnie rytmy. Użytych zostało też kilka reliktów gitarowej przeszłości, wnoszących posmak klasyki soulu, tak jak ma to miejsce w otwierającym „Hello Welcome” czy „TV Volume”. Domeną nowych kawałków Sagara na pewno nie jest zatem rozrywkowość. Zamiast niej, autor proponuje osowiałe i mocno rozwleczone melodie, epatujące minimalizmem i słyszalnym w warstwie wokalnej, ewidentnym podejściem „low key”. Soundtrack do całodziennego okupowania kanapy. – M. Rypel [Posłuchaj w Spotify]

Sampha – Process

sampha-processWytwórnia: Young Turks
Gatunek: electronic/neo soul
Długość: 40 min

 

Oczekiwania co do debiutanckiego longplaya Samphy rosły z roku na rok, wraz z co jakiś czas pojawiającymi się w sieci pojedynczymi utworami, które jednak oficjalnie nie zwiastowały żadnego większego projektu. Czynników związanych z ekscytacją nadchodzącym jeszcze chwilę temu krążkiem, jest zresztą nieco więcej – chociażby wytwórnia, z którą muzyk podpisał kontrakt. Young Turks słyną z dość starannego doboru artystów, których wydawnictwa zwykle prezentują świetnej jakości produkcję, m.in. z pogranicza elektroniki. Do tego wszystkiego finalnie doszedł bardzo pozytywny odbiór zeszłorocznych koncertów, które stanowiły rozgrzewkę przed kolejnym, znacznie dłuższym tournee, a zarazem były udaną formą promocji zbliżającej się wielkimi krokami płyty.

Finalnie można by rzec, że Process musiał się udać. I kamień z serca – bo materiał jest wyjątkowo satysfakcjonującym zestawem większości zjawiskowych motywów, którymi Sampha systematycznie nas czarował przed tym wydawnictwem. Album kumuluje w swoich ramach zarówno tę łagodną, ograniczoną do pianina odsłonę artysty, jak i tę bardziej złożoną, która urzeka dynamiką i syntezowanymi detalami. Fani „Blood on Me” najpewniej docenią podszyty bębnami i orientalnym wątkiem „Kora Sings”, okraszony miarową elektroniką i nieregularnym perkusyjnym tłem „Reverse Faults”, aż w końcu ekspresyjny, wielowymiarowy „Under”. Sampha nie zapomniał naturalnie o oszczędnych, pełnych liryzmu przestrzeniach jakie prezentował już wcześniej, chociażby przy poruszającym „(No One Knows Me) Like the Piano”. Warto się zatem zatrzymać przy ujmującym, pełniącym poniekąd rolę interludium „Take Me Inside” czy kończącym album „What Shouldn’t I Be?”. Mimo swej różnorodności, Process jest albumem prezentującym wzorcową spójność. Jeśli skomponowanie tak konsekwentnie poprowadzonego albumu wymagało na tyle długiego okresu skrupulatnej i starannej pracy twórczej – w porządku – na następne wydawnictwo cierpliwie poczekam kolejnych kilka lat. – J. Kurek [Posłuchaj w Spotify]

The Menzingers – After the Party

the-menzingers-after-the-partyWytwórnia: Epitaph
Gatunek: Punk rock
Długość: 45 min

 

Powroty po solidnych, ale jednak w kontekście dyskografii odstających albumach nigdy nie są łatwe. Przed tym wymagającym zadaniem stanęła też amerykańska grupa, która po ich opusowym On the Impossible Past, napakowanym piekielnie chwytliwymi melodiami i całym wiadrem emocji, spłodziła zawód w postaci Rented World. Gdzieś ulotniła się łatwość pisania earwormów, a skręt ku „większemu” brzmieniu i  bardziej stadionowe zacięcie nie zagrały w tym stopniu co wcześniejsza formuła. Trzyletni okres pracy nad kolejnym krążkiem okazał się jednak zbawienny, bo chłopakom z Pensylwanii udało się te zabiegi opanować i wypracować złoty środek. The Menzingers przechodzą bardzo naturalną drogę życia zespołu, coraz rzadziej jednak spotykaną – ich pomysły dojrzewają z czasem, docierają do kolejnych odbiorców, a przy tym udało im się nie porzucić fundamentów, na których budowali na starcie.

Wypchany po brzegi (nieco oldschoolowymi) hookami After the Party wygodnie rozsiada się w fotelu nr 2 w ich dorobku, a ciąg „Bad Catholics” – „After the Party” może być pod koniec roku rozpatrywany jako jeden z lepszych momentów punk rockowej stylistyki. Duet Barnett i May zawsze konsekwentnie łączył bogactwo formy z jakością treści, ale lata wspólnej pracy doprowadziły do tego, że ich spojrzenie jest wnikliwe jak nigdy wcześniej. Coraz zręczniej jest też przez nich ogrywana nostalgia, budowana na bazie przygnębiającego spojrzenia na pokolenie osób leniwie wchodzących w dorosłe życie, zmarkotniałych freelancerów, żyjących bez solidnych finansowych fundamentów. Nie zostajemy jednak z tym ponurym obrazem, bo Menzingers nie omieszkali przypomnieć, że zawsze pozostają nam rzeczy najważniejsze – przyjaźń i zrozumienie naszych najbliższych. – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]