Zeszły Piątek #75: Tyler, The Creator, slowthai, Holly Herndon i inni

W ramach Zeszłego Piątku przedstawiamy zwięzłe spojrzenie na świeże wydawnictwa, które z rozmaitych powodów uznaliśmy za interesujące. Subiektywny radar premier w (nie)regularnej formule.


slowthai – Nothing Great About Britain

Wytwórnia: Method Records
Gatunek: UK rap
Długość: 51 min

Dobra, Slowthai to konkretny gość, więc będzie krótka piłka. Zajebisty debiut reprezentanta Northampton to rozliczenie z niefajną twarzą Wielkiej Brytanii nagrane przez świadomego i uber charyzmatycznego (zawsze powtarzałem, że w tej zabawie to absolutna podstawa) rapera. Nowe numery niczym nie ustępują wcześniej wypuszczanym singlom, a energia po prostu z tego materiału kipi. Youth gone wild, ten gość będzie gwiazdą. A zresztą, biorąc pod uwagę z kim ostatnio współpracuje, może już nią jest? – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: „Gorgeous”, „Inglorious”, „Ladies”


Holly Herndon – PROTO

Na współczesnej scenie elektronicznej Holly Herndon ma dla mnie szczególne miejsce. Dwoma poprzednimi albumami – Movement i Platform – zauroczyła mnie swoją wizją zglitchowanego, poszatkowanego electro połączonego z eterycznym śpiewem. Nie inaczej jest i tym razem. Wiele mamy tutaj harmonii wokalnych, pojawiają się chóry, niekiedy wręcz rodem z muzyki sakralnej, przez co miejscami przebija się bardzo majestatyczny, liturgiczny charakter. Herndon nie byłaby jednak sobą, gdyby nie ubarwiła wokalnych wycieczek siatką potężnych bitów. A tym razem, owe bity w jej wykonaniu bywają cholernie siarczyste, dzięki czemu kompozycje intrygują połączeniem wzruszającej, patetycznej melancholii i mocy rodem z ekstremalnego metalu czy noise’u.

Dała się również poznać Herndon w przeszłości jako niestrudzona eksperymentatorka, badając w produkcjach, występach na żywo i prowadzonych przez siebie wykładach możliwości cyfrowego przetworzenia ludzkiego głosu. Jej swoistym artystycznym credo jest badanie relacji człowiek-maszyna, stąd też kolejnym smaczkiem PROTO, jest fakt, że część tej muzyki powstała za pomocą specjalnie napisanego przez artystkę (wespół z bliskim współpracownikiem, Matem Dryhurstem) programu, bazującego na sztucznej inteligencji o nazwie SPAWN. Efekt bywa kuriozalny i ciężkawy, ale nie zmienia to faktu, że w zestawieniu z delikatnymi wokalizami Herndon i co bardziej piosenkowymi fragmentami daje wciągającą muzyczną historię i rodzi pytania na temat przyszłych możliwości wykorzystania tego typu zabiegów. Eksperyment uważam za udany, a kilka fragmentów chwyta za serce. – D. Durlak

Najlepsze utwory: „Eternal” „Extreme Love” „SWIM”


Tyler, The Creator – IGOR

Wytwórnia: Columbia Records
Gatunek: Tyler, The Creator
Długość: 39 min

Królewski etap tegorocznego wyścigu kolarskiego Giro d’Italia kończy się podjazdem pod mierzącą 2618 metrów nad poziomem morza górę Passo Gavia. To mniej więcej taka wysokość, na jaką Tyler zawiesił sobie poprzeczkę przy okazji Flower Boya. Lider Odd Future rozsiada się na tym pułapie spokojnie, ani nie strącając tyczki, ani jej specjalnie nie podnosząc. W związku z tym dostajemy kolejny bardzo dobry album, tym razem obudowany wokół rozkminy o miłości. W tle słyszymy całą masę smaczków, jak ten miooooodny sampel w “A Boy is a Gun” (pozdro Newonce) i cudne, radiowe wręcz strzały typu “Earfquake”. Detale odgrywają tu bardzo istotną rolę – obsadzenie Solange, Kanye czy Jacka White’a w rolach trzecioplanowych nie wzięło się znikąd. A Tyler, cóż, takie rzeczy robić po prostu może. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Earfquake”, “New Magic Wand”, “A Boy is a Gun”


Tim Hecker – Anoyo

Wytwórnia: Kranky
Gatunek: ambient / muzyka elektroakustyczna
Długość: 34 min

No i co począć z tym albumem? Z jednej strony wypada docenić kolejny bardzo solidny strzał od wyjątkowo stabilnego zawodnika, a z drugiej ciągle w tle czai się myśl, że gdyby tak połączyć najlepsze momenty Konoyo i Anoyo, to dostalibyśmy jeden z lepszych albumów z awangardowym ambientem ostatniej dekady. W takiej jest formie jest TYLKO bardzo dobrze, a plastyczne, głębokie kompozycje znowu bardzo zyskują na obecności zapożyczeń z muzycznej kultury Japonii. Heckera trzeba z materiałem z ostatnich płyt koniecznie złapać na żywo, bo w połączeniu z dobrymi wizualami może stanowić atmosferyczny strzał w dziesiątkę. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “That world”, “You Never Were”


Jamila Woods – LEGACY! LEGACY!

Wytwórnia: Jagjaguwar
Gatunek: R&B / neo-soul
Długość: 49 min

None of us are free, but some of us are brave, śpiewa Jamila Woods w zwrotce singlowej „Zory”. Bez cienia fałszywej skromności może odnieść te wersy do samej siebie, bo połączenie konceptu tytułowego hołdu dla własnych inspiracji z jak najbardziej współczesną produkcją to rzecz z gatunku tych odważnych. Jak wyszło? Tak, że między świetnymi liniami wokalnymi, mocnym politycznym przekazem i mnogością lirycznych follow-upów mamy zachowany idealny balans, a materiał aż chce się zapętlać w kółko. Wspaniała płyta, Erykah Badu musi być dumna. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: „Zora”, „Eartha”, „Basquiat”


MorMor – Some Place Else EP

Wytwórnia: Don’t Guess
Gatunek: indie pop / Beach House-like dream pop
Długość: 22 min

Niesamowity jest ten ziomeczek. Autor Heaven’s Only Wishful został przez nas doceniony w EP-kowym podsumowaniu zeszłego roku, a teraz chyba zapewnił sobie miejsce w analogicznym na 2019. Tym razem nieco mniej earwormów, więcej atmosfery, czego potwierdzeniem jest przede wszystkim magiczny tytułowy opener. “Some Place Else” brzmi jak żywcem wyrwany z jednego z albumów Beach House pre-7: mruczące tło, migotliwe ozdobniki, rozmazane synthy, no i tylko wokal kruchszy niż Victorii Legrand. Już to i czarujące post-punkowym chłodem “Outside” wystarczyłyby na satysfakcjonującą EP-kę, a następne cztery indeksy to kolejne popisy robiącego ogromne postępy songwritera. Jego debiut może być jednym z wydarzeń roku, a po cichu liczę na początek 2020. – M. Drohobycki


Nathan Micay – Blue Spring

Wytwórnia: LuckyMe
Gatunek: IDM / trance
Długość: 53 min

Polecając wizytę Nathana Micaya na Szpitalnej nie lecieliśmy w ciemno. Świadoma rekomendacja wynikała przede wszystkim z przekozackiej, unikalnej wizji muzycznej, jaką ten uzbrojony po zęby w pomysły Kanadyjczyk regularnie nam prezentuje. Tym razem nie chodzi jednak o kolejny set czy podcast, a tłuściutki longplay. Dystopijny, cyberpunkowy koncept Blue Spring powstał na bazie mocno powykręcanej faktologicznie historii kultuowego rave’u w Castlemorton Common. Tech trance’owa formuła dostała tu zastrzyk z IDM-u, ambientu i… folkowych instrumentów. Całość wypada odrobinę serowo, ale nigdy do przesady – balans w normie. Warto zarzucić i powajbować. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “The Party We Could Have”, “Romance Dawn For The Cyber World”, “Ecstacy Is On Maple Mountain”


The National – I Am Easy to Find

Wytwórnia: 4AD
Gatunek: chamber pop
Długość: 63 min

A co tam u pogodnych jak Suwałki w listopadzie chłopaków z Ohio? Znowu smutne piosenki dla brudnych kochanków? Trochę tak, ale w nieco odmienionej formule. Tym razem nie mamy hooków charakterystycznych dla Sleep Well Beast sprzed dwóch lat, a Matt Berninger dał sobie trochę siana z ciężarem emocjonalnym w tekstach. Nadal jest, prawda, nastrojowo, ale bez efektu zachęcającego do przyjęcia pozycji embrionalnej gdzieś w szafie. Berninger zresztą, zwykle obecny na pierwszym, drugim oraz siedemnastym planie jest nieco wycofany, oddając sporo przestrzeni kilku zaproszonym wokalistkom – tutaj choćby Sharon Van Etten, Kate Stables i Gail Ann Dorsey. Zdarzało się Nationalom nagrywać bardziej wyraziste albumy, ale w sumie nie zdziwię się, jak jesienią I Am Easy to Find okaże się growerem. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: „Hairpin Turns”, „Rylan”, „Light Years”