zeszły piątek

Zeszły Piątek #68

El Mal QuererRosalía – El Mal Querer

Wytwórnia: Sony Music
Gatunek: flamenco nuevo / art pop
Długość: 30 min

Najlepsze rzeczy w muzyce robią ludzie, którzy mają tupet. A jeśli zapożyczenie koncepcji z XIII-wiecznej powieści, osadzenie jej w gypsy-flamenco klimatach wzbogaconych jak najbardziej współczesną, przystającą do 2k18 produkcją nie jest manifestacją rzeczonego tupetu, to nie wiem, co mogłoby nią być. No, ale nie tylko o niestandardową koncepcję tu chodzi – trzeba ją jeszcze ubrać w dobre, przebojowe numery, a to hiszpańskiej songwriterce ze wsparciem El Guincho udało się przednio. Rosalía przy okazji poprzedniej płyty pokazała potencjał, natomiast jej najnowsza opowieść o złej miłości to nie obietnica na przyszłość, a kandydatka do miana albumu roku w światowym popie. Palmę pierwszeństwa wśród nagród latino El Mal Querer już ma, czekamy na więcej. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Malamente”, “Pienso en tu mirá”, “Di mi nombre”


Negative CapabilityMarianne Faithfull ‎– Negative Capability

Wytwórnia: Panta Rei
Gatunek: Singer-songwriter / Chamber pop
Długość: 52 min

21 (!) studyjny album w 54-letniej karierze Marianne Faithfull to forma rozliczenia z życiem kobiety, która widziała i słyszała już wszystko. Negative Capability to album bardzo osobisty, intymny i zrównoważony. Jako prawdziwa weteranka seny, Pani Faithfull zdaje sobie dobrze sprawę z tego, że niczego nie musi udowadniać – na krążku nie znajdziemy więc za wiele radiowych przebojów, zamiast tego otrzymujemy zestaw dojrzałych piosenek z prawdziwie życiowymi tekstami . Słuchając głębokiego, zachrypniętego głosu wokalistki wiemy, że nie ma w nim miejsca na jakąkolwiek grę czy kłamstwo. Jest za to miejsce na szczere zwierzenia – czy to o miłości („Send me someone to love / Someone who could love me back / Love me for who I really am”), samotności („You might be the loneliest person in the world / You’ll never be as lonely as me”) czy śmierci (“But to die a good death is my dream / And I wish it for all, for all I know and love”).

Wrażenie robią również nazwiska osób pracujących przy tworzeniu albumu, bo mamy tu do czynienia z prawdziwą śmietanką – Warren Ellis, Ed Harcourt, Mark Lanegan czy w końcu sam Nick Cave występujący gościnnie w najlepszym, moim zdaniem, utworze na płycie – „The Gypsy Faerie Queen”. Myślę, że za jakiś czas Negative Capability będzie można spokojnie postawić w szeregu obok późnych dzieł innych muzycznych ikon, jak chociażby Blackstar Davida Bowiego czy You Want It Darker Leonarda Cohena. – Z. Słodkowski

Najlepsze utwory: „Misunderstanding”, „The Gypsy Faerie Queen”, „No Moon in Paris”


Cocoon CrushObjekt – Cocoon Crush

Wytwórnia: PAN
Gatunek: IDM/glitch
Długość: 46 min

Cóż tam, panie, w elektronice? A no jeden z największych perfekcjonistów w branży powrócił z albumem o niezrównanym, mistrzowskim poziomie sound designu i przywiązania do detali. TJ Hertz zawsze imponował finezyjną odwagą, wszechstronnością i muzycznym szóstym zmysłem, który nigdy nie pozwalał mu zbaczać z kursu, co szczególnie dosadnie wyrażały jego eklektyczne sety. Na następcy kultowego Flatland niemal całkowicie zerwał okowy techno i ruszył w ekscytującym kierunku, próbując wtłoczyć iluzję organiczności do zglitchowanego IDM-u. Efekt miejscami zapiera dech – pulsujące i drgające struktury dźwiękowe co rusz podbijane są wyrazistym basem, by za chwilę przeskoczyć znienacka do ciepłego ambientalnego rozmycia. Ten niespokojny push and pull nie tylko nie jest męczący czy irytujący, ale przede wszystkim, poprzez zręczne dawkowanie inżynieryjnych idei Hertza, nie pozwala na uśpienie czujności. Błyskotliwie naszkicowana konstrukcja z egzekucją na najwyższym poziomie, której nie wypada poskąpić niespełna godziny. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “35”, “Deadlock”, “Runaway”


Songs One Through SixteenDBUK ‎– Songs One Through Sixteen

Wytwórnia: Glitterhouse Records
Gatunek: Gothic country
Długość: 1h i 20min

DBUK (lub Denver Broncos UK, zwał jak zwał) to poboczny projekt czterech członków legendarnego zespołu Slim Cessna’s Auto Club. Muzyka kwartetu, poruszająca się w obrębie gatunku gothic country odświeża nieco „denver sound” i odstępuje od żwawych melodii gothabilly do których poniekąd przyzwyczaiła nas macierzysta grupa, na rzecz znacznie chłodniejszego i bardziej wyrafinowanego brzmienia. Być może DBUK jest właśnie dla Jaya Munly’ego i spółki polem do eksperymentów i badania nowych obszarów w muzyce.

Najnowszy, podwójny album grupy – Songs One Through Sixteen to tak naprawdę zlepek starych i nowych utworów. Na pierwszą połowę płyty składają się piosenki z debiutanckiego krążka zespołu, Songs One Through Eight z 2015 roku, a dopiero w drugiej połowie dzieła mamy szansę poznać nowe kawałki. Trudno stwierdzić co skłoniło grupę do takiego rozwiązania, lecz w żadnym wypadku nie można powiedzieć o wydłużaniu albumu na siłę czy „zapychaczach” na trackliście. Pomimo długośći krążka (w końcu trwa on prawie półtorej godziny) nie znajdziemy na nim żadnego zbędnego momentu czy dłużyzny. Songs One Through Sixteen sprawia wrażenie bardzo starannie dopracowanej maszyny, której każda część odgrywa równie ważną rolę – mamy grobowy, niski wokal Munly’ego, mamy równie chłodne gitary, banjo, a okzajonalnie także klawisze i wiolonczelę. Tylko tyle i aż tyle. Jeśli więc macie w planach zorganizowanie sabatu czarownic i potrzebujecie do niego odpowiedniej ścieżki dźwiękowej, lub po prostu tegoroczny listopad jest dla was zbyt słoneczny i potrzebujecie solidnej dawki chłodu – włączcie sobie nowy album Panów i Pani z Denver. Nie pożałujecie. – Z. Słodkowski

Najlepsze utwory: “Broncos Fight Song”, “I Hid and Seeked The Funnel”, “Red Cross Is Giving Out Misinformation”, “Coca-Colonialism”, “It’s Killing Me”


thought-gang-thought-gangThought Gang (David Lynch & Angelo Badalamenti) – Thought Gang

Wytwórnia: Sacred Bones
Gatunek: awangardowy jazz/drone/ambient
Długość: 59 min

W ramach bonusu ciekawostka. Po wielu latach w końcu dorwaliśmy album regularnie pojawiający się w pojedynczych informacyjnych strzałach – czy to przy okazji premiery kinowego formatu “Fire Walk With Me”, czy też trzeciego sezonu “Twin Peaks”. Tam też pojawiały się porozrzucane wycinki, składające się z biegiem lat w obraz nieokiełznanych, awangardowych sesji, które mogły zrodzić się tylko w głowie kogoś tak wyzwolonego kreatywnie jak Lynch. Niedoskonały, beefheartowy wokal Badalamentiego nadaje dodatkowej warstwy niepokoju mrocznemu, nokturnalnemu jazzowi, w swoich podstawowych założeniach stąpającego po podobnych ścieżkach co soundtracki wielu produkcji wielkiego reżysera. Dla fanów duetu – pozycja obowiązkowa.  – M. Drohobycki

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed