Zeszły Piątek #66

jazz duoWojciech Bąkowski ‎– Jazz Duo

Wytwórnia: DUNNO
Gatunek: muzyka eksperymentalna / post-rap
Długość: 52 min

Wojciecha Bąkowskiego albo się kocha, albo nienawidzi. W oczach jednych jest to zadufany i pretensjonalny twórca, którego muzyka sprawdzić się może jedynie w przestrzeniach galerii sztuki współczesnej przed garstką studentów z ASP. Drudzy jednak z niecierpliwością wyczekują każdego nowego dziwactwa jakie wychodzi spod jego rąk i z uśmiechem na twarzy słuchają dadaistycznych tworów artysty. Przyznaję się bez bicia, że sam należę do tej drugiej grupy. Po rozpadzie kultowego, post-rapowego projektu Niwea, którego Bąkowski był współzałożycielem, (swoją drogą, druga połówka tego duetu – Dawid Szczęsny wydał świetny album „Kaskady” pod szyldem Normal Echo – koniecznie go sprawdźcie) artysta nie spoczął jednak na laurach. I nie mam tu na myśli jego pozamuzycznej działalności, ani opowiadającego o nim filmu „Serce miłości”, który miał swoją premierę w zeszłym roku. Mówię o konsekwentnie wydawanych, solowych albumach (ostatnim z nich był „Duchy kotów” z 2016 roku).

Jak więc wypada na ich tle najnowsze dzieło Bąkowskiego? Bardzo przyzwoicie, chociaż powiedzmy to sobie wprost – jeśli nie jesteś fanem wcześniejszych dokonań tego Pana, na Jazz Duo nie znajdziesz niczego dla siebie. Wciąż dostajemy te same, repetytywne i minimalistyczne podkłady przypominające z pozoru bardzo niedbale poskładane kolaże dźwiękowe, oraz proste, miejscami wręcz infantylne teksty, pod płaszczykiem grubiańskości skrywające jednak niezwykle celne i dobitne spostrzeżenia artysty na temat otaczającej go rzeczywistości. W „Sprawach” słyszymy na przykład: „Ludzie to debile / Ty nie / Ty to co innego” albo „Inni artyści to gówno / Robią gówno / Chyba że ci co nie żyją / Albo ci co śpią ze mną w łóżku”. Na koniec pozwolę sobie przytoczyć jedno z zabawniejszych zdań na krążku: „Leżę i się powiększam / Mam rozmiar mniej więcej Leszna” („Unia”). Jeśli to nie przekonało was jeszcze do przesłuchania tej płyty, to naprawdę nie wiem co może. – Z. Słodkowski

Najlepsze utwory: “Sprawy”, „Unia”, „1906”


Bottle It InKurt Vile ‎– Bottle It In

Wytwórnia: Matador Records
Gatunek: indie folk
Długość: 78 min

Tak się ostatnio złożyło, że jeśli coś dobrego na indie scenie ma miejsce, to na 90% znajduje się w stajni Matadora. No, proporcje przegięte, ale nowojorska wytwórnia zgromadziła ekipę zdolnych, gitarowych świrów (na szybko – choćby Algiers, Car Seat Headrest, Snail Mail), wśród których Kurt Vile wyrasta na doświadczonego wyjadacza. Oczekiwania przed Bottle It In miałem spore, wszak ostatnie dwa solowe longpleje Amerykanina to miód pierwszej kategorii, a i ubiegłoroczna współpraca z Courtney Barnett zaowocowała porządnym krążkiem. Niestety, tym razem odczucia mam mocno ambiwalentne. Z jednej strony świeży długograj Vile’a ma w zasadzie wszystko to, za co w branży się chłopa ceni – sporo chwytliwych melodii, bardzo dobre (jak zwykle) teksty, z drugiej zaś rozłożenie akcentów nie do końca satysfakcjonuje. Kurt zawsze lubił wrzucić na płytę długą, ocierającą się o 10 minut suitę, ale żeby aż trzy? W efekcie przychodzą chwile, w których materiał zaczyna nużyć, a niemal półtorej godziny dość jednostajnego grania sprawia, że człowiek ma ochotę powiedzieć: “ziom, nie kombinuj tyle”. Żeby nie stawiać się w roli zbytniego malkontenta – momenty są, to nie jest zła płyta, ale gdyby tak troszkę skrócić i dorzucić energii, byłoby znacznie lepiej. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Loading Zones”, “Come Again”, “Skinny Mini”


only now foreverThe KVB ‎– Only Now Forever

Wytwórnia: Invada Records
Gatunek: synth pop / dream pop / shoegaze
Długość: 43 min

Szósty album Brytyjskiego duetu zaskakuje kolorytem zawartych na nim piosenek. Chłodne, post-punkowe klimaty do których przyzwyczaili nas Anglicy, ustąpiły nieco miejsca melodyjnym, barwnym syntezatorom przywodzącym na myśl New Order czy Depeche Mode. Z drugiej strony na krążku nie brakuje również shoegaze’owych gitar a’la My Bloody Valentine i sennego, spowitego mgłą wokalu Nicholasa Wooda. W efekcie dostajemy całkiem przyzwoitą i zaskakująco spójną mieszankę. W sam raz na jesienne wieczory. – Z. Słodkowski

Najlepsze utwory: „Above Us”, „Only Now Forever”


love is magicJohn Grant ‎– Love Is Magic

Wytwórnia: Bella Union
Gatunek: indie rock / synthpop
Długość: 57 min

Samozwańczy “the greatest motherfucker that you’ll ever gonna meet” powraca z albumem, na którym połączył bodaj wszystkie cechy charakterystyczne dla swojej poprzedniej twórczości. Balladowe melodie łączą się z synthowym disco, niski głos Granta wykorzystywany jest na każdy możliwy sposób – a tu klasyczny śpiew, a tu melorecytacja, w pewnym momencie aż żałowałem, że nie zaczął rapować, bo niby czemu nie. Warstwa liryczna u byłego frontmana The Czars zawsze stanowiła ciekawostkę, nie inaczej jest tym razem – gość jest dość brutalnie szczery, wszak linijka z pierwszego zdania nie wzięła się z przypadku. Polecam zwłaszcza obczaić trzy wymienione niżej highlighty, bo potencjał przebojowy mają spory. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Preppy Boy”, “Diet Gum”, “Is He Strange”


lato w ghettcieĆpaj Stajl ‎– Lato w Ghettcie

Wytwórnia: self-release
Gatunek: hip-hop
Długość: 36 min

Lepiej późno niż wcale. W naszym zestawieniu ląduje LATO W GHETTCIE – mixtape krakowskiego podziemia, który już niebawem otrzyma zapewne miano klasyka. Gdybyśmy mieli umieścić gdzieś tych wariatów, to znaleźliby się oni gdzieś na przecięciu Pro8l3mu, Hewry, Synów i Mordor Musik. To świetne wydawnictwo wyrywa się z konwencji ulicznego rapu, mieszając w sobie nową, jak i starą szkołę. Automatycznie wkręcające się utwory jak “Gangi” czy “W Chuj” to najlepsza wizytówka tego składu. Wchodzą łatwo i mocno niczym znajomym koneserom 40% alkoholowy przysmak. Chłopaki pokazują charakter i eklektyczne podejście do inspiracji, zachowując przy tym spójność. Ich teksty to połączenie naturalistycznego realizmu, psychodelicznych wizji i dosadnej codzienności na krakowskich osiedlach. To jednak nie tylko celne punchline’y, ale także, a może przede wszystkim, ciekawe i nieodtwórcze bity. W nieco ponad pół godziny przedstawiciele dawnej polskiej stolicy zaskarbili sobie nasze serca, wam wróżymy to samo. – M. Ochojski

Najciekawsze utwory: “Gangi”, “W Chuj”, “Survival”

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed