mitski-be-the-cowboyMitski Be The Cowboy

Wytwórnia: Dead Oceans
Gatunek: art pop
Długość: 32 minuty

Mitski z okładki to ta dziewczyna, której boisz się powiedzieć „Cześć”, ponieważ obawiasz się, że zapomnisz języka w gębie. Pewna siebie, z mocnym, ale starannie nałożonym makijażem, pochłaniająca książki o komunizmie i słuchająca „Tristana i Izoldy” Wagnera do śniadania. Natomiast Mitski z piosenek to ta dziewczyna, której boisz się powiedzieć „Cześć” dlatego, że masz wrażenie, iż po usłyszeniu twoich słów schyli spłoszona głowę i ucieknie gdzieś daleko. Taka sympatyczna i nieśmiała niemota, która każdego wieczora czyta powieści Jane Austen pod kołdrą i potrafi męczyć jeden kawałek Arcade Fire dwadzieścia razy pod rząd. Dobra, wiem, przegiąłem z tymi opisami. Nie są one jednak, pomimo swojej groteskowości, dalekie od prawdy. Na swoim najnowszym albumie, autorka „Puberty 2” wprowadza słuchacza w zamierzoną atmosferę właśnie za pomocą tego wizualno-dźwiękowego kontrastu. Muzycznie rządzi to delikatne, wręcz kruche alter-ego wokalistki – im dalej brnie się w tracklistę, tym robi się smutniej i samotniej. Znika pierwsze wrażenie, które wywołał wizerunek rzucającej surowe spojrzenie Mitski na okładce. Z ostatnimi nutami świetnego utworu finalnego, „Two Slow Dancers”, zostaje ono w pełni zastąpione współczuciem i zafrasowaniem. A także zachwytem dojrzałymi (choć wyjątkowo krótkimi) popowymi kompozycjami, spośród których warto wyróżnić… – P. Ćwikliński

Najlepsze utwory: „Nobody”, „Me and My Husband”, „Two Slow Dancers”


Nostrum GrocersNostrum Grocers ‎– Nostrum Grocers

Wytwórnia: Ruby Yacht / The Order Label
Gatunek: abstract hip-hop/art-rap
Długość: 28 minut

Kolaboracyjny projekt Milo, naczelnego filozofa sceny art-rapowej i nowojorskiego rapera Elucida to album tak oderwany od rzeczywistości, abstrakcyjny i (z pozoru) nieprzystępny jak obraz zdobiący jego okładkę. To trochę tak, jakby muzycy na czas nagrywania krążka przenieśli się do kuli izolującej ich od świata. Albo inaczej – do dwóch oddzielnych kul izolujących ich zarówno od świata jak i od samych siebie; mimo, iż jest to wspólny projekt obu panów, chemia między nimi raczej nie przypomina dwóch idealnie równoważących się sił (jak miało to miejsce chociażby w przypadku tegorocznego Kids See Ghosts) a bardziej dwa kompletnie różne światy zderzające się ze sobą. Milo w swoich tekstach często bywa nieco pretensjonalny i ma skłonność do rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze (do czego z resztą przyzwyczaiła już nas jego wcześniejsza twórczość), Elucid jednak jest w swoich zwrotkach znacznie bardziej dobitny. Nie znaczy to jednak, że muzycy nie rozumieją się ze sobą. W końcu mają już na koncie współpracę (Elucid pojawił się gościnnie na dwóch solowych albumach Milo) i niejednokrotnie udowodnili, że mimo różnicy w podejściu do rapu, dogadują się świetnie. Nostrum Grocers nie jest może albumem wybitnym, ani nie wynajduje na nowo gatunku w obrębie którego się porusza, ale z pewnością jest to solidna propozycja dla fanów nieco bardziej refleksyjnej strony hip-hopu. Cały, niespełna półgodzinny album można potraktować jako bardzo wolno dryfujące, metafizyczne doświadczenie. Nie jest to co prawda płyta łatwa w odbiorze, ale wystarczy pozwolić jej płynąć własnym tempem aby dać się przenieść do pełnej abstrakcyjnych kształtów geometrycznych, ezoterycznej rzeczywistości, którą tak skutecznie kreuje. – Z. Słodkowski

Najlepsze utwory: ”milk drunk”, ”where’ing those flowers”


George Clanton SlideGeorge Clanton ‎– Slide

Wytwórnia: 100% Electronica
Gatunek: chillwave/synthpop
Długość: 39 min

George Clanton najwyraźniej nic sobie nie robi z powszechnego przekonania o śmierci chillwave’u, podobnie jak z tego, że od lat wytykane jest mu bezczelnie oczywiste wchodzenie w buty muzyków lat 90. Teraz przekonaliśmy się, że śmieje się też w twarz “syndromowi sofomora”. Jeżeli ta zuchwała konsekwencja ma jednak owocować tworami takimi jak Slide, to niech trwa przy tej postawie w najlepsze. Drugi album nowojorczyka zjada świetny przecież 100% Electronica niemal na każdym polu, dostarczając jeszcze więcej warstw, eksplozji synthowych akordów, tanecznej house’owej energii i niezliczonych climaxów. Przy okazji George po części zwalczył tendencję do przeciągania motywów i nadmiernej repetytywności, choć jego wokalowi wciąż można sporo zarzucić. Na szczęście w roli producenta odnajduje się dużo lepiej, dzięki czemu mamy szansę na niespełna 40-minutową, mglistą i rozmarzoną przejażdżkę, przywołującą na myśl najlepsze czasy stygnących już zwłok chillwave’u. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “You Lost Me There”, “Dumb”, “Make It Forever”


Ariana Grande SweetenerAriana Grande – Sweetener

Wytwórnia: Republic
Gatunek: pop/R&B
Długość: 47 min

Z muzyką to ogólnie jest tak, że warto wiedzieć, z kim i w jakim czasie należy zrobić kolabo. Jeśli do ogromnego potencjału wokalnego i wizerunkowego Ariany Grande (hej, nikt chyba nie zapomniał, że “Into You” było topowym bangerem 2016) dopiszemy nazwisko Pharella Williamsa w roli producenta, to efekt może być tylko jeden. Sweetener” to jeden z tych albumów, którym można przybić pieczątkę ze znakiem jakości frontmana N.E.R.D, niczego nie odbierając coraz odważniejszej i bardziej świadomej swojej pozycji Ari. Dostarczenie takiej porcji numerów charakteryzujących się niewymuszoną, radiową przebojowością sprawia, że coraz mniej dziwią głosy wieszczące Amerykance wejście w buty Rihanny. Świetna płyta. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “blazed”, “breathin”, “borderline”


Death Cab for Cutie Thank You for TodayDeath Cab for Cutie ‎– Thank You for Today

Wytwórnia: Atlantic Records
Gatunek: indie pop/indie rock
Długość: 38 minut

Dziewiąty album w już dwudziestoletniej karierze znanego, indie-rockowego zespołu z Seattle to muzyczny odpowiednik kinowego blockbustera – całkiem nieźle bawisz się póki trwa, ale zapominasz o nim kilka chwil po zakończeniu. Thank You for Today to zestaw mało ambitnych, acz melodyjnych piosenek, które pod względem lirycznym nie wychodzą poza schematy znane z radiowych przebojów – wokalista Ben Gibbard śpiewa o rozstaniu, tęsknocie za utraconą miłością czy przemijaniu. Album ma jednak swoje mocne strony – na uwagę zasługuje choćby wyróżniająca się gra na gitarze basowej Nicka Harmera (swoją drogą, jest to jedyny członek zespołu poza wokalistą, obecny w nim od samego początku) czy gościnny występ Lauren Mayberry (znanej z zespołu Chvrches) w utworze “Northern Lights” – jest to jeden z mocniejszych momentów na krążku. Jeśli miałbym określić najnowsze dzieło Amerykanów jednym słowem, powiedziałbym, że jest po prostu – słuchalne. Być może nabrałoby ono nieco charakteru gdyby nie wypolerowana do błysku, sterylna produkcja i monotonna, synthowo-gitarowa warstwa muzyczna (pod tym względem na trackliście wyróżnia się ostatni kawałek, ”60 & Punk” – sentymentalna, oparta na pianinie ballada). Odkładając jednak wszelkie niedoskonałości tej płyty na bok – jeśli planujecie w najbliższym czasie długą wyprawę samochodem przed siebie i szukacie czegoś co umili wam czas, jednocześnie nie pobudzając przy tym umysłu do zbyt ciężkiej pracy, Thank You for Today może okazać się strzałem w dziesiątkę. – Z. Słodkowski

Najlepsze utwory: ”I Dreamt We Spoke Again”, ”Northern Lights”