lets-eat-grandma-im-all-earsLet’s Eat Grandma – I’m All Ears

Wytwórnia: Transgressive
Gatunek: pop w wielu smakach
Długość: 51 min

Czasami wydaje się, że pewne połączenia nie mają prawa wypalić, zwłaszcza w miarę dodawania kolejnych składników. Wiecie, coś na zasadzie kurczaka w czekoladzie. Jadłem kiedyś coś takiego, o dziwo było naprawdę świetne, ale gdyby dorzucić do tego jeszcze sos barbecue i polać całość budyniem, to efekt mógłby co najmniej budzić kontrowersje. Gdyby dziewczyny z Let’s Eat Grandma trafiły na powyższy zestaw, uśmiechnęłyby się pewnie tylko pod nosem i z błyskiem w oczach dorzuciły do niego, nie wiem, nachosy. Przechodząc od kulinarnych metafor do muzycznej nomenklatury – Rosa Walton i Jenny Hollingworth wzięły na warsztat dreampopowe melodie, taneczną elektronikę, połamane beaty, delikatnie przybrudzone, przestrzenne gitary, postpunkowe syntezatory, a wszystko to wykorzystały w songwritingu pozbawionym barier. Serio, jeśli podobny zestaw słyszymy w utworze o konstrukcji niemal progrockowej (REWELACYJNY “Donnie Darko”), to ja autentycznie wysiadam. Trzeba odwagi, żeby wrzucić do blendera taki zestaw, ale do odważnych świat należy. Trudno zdefiniować smak tego koktajlu, ale nie zdziwię się, jak ostatecznie doczeka się nazwy “płyta roku”. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Snakes & Ladders,” “Cool & Collected”, “Donnie Darko”

PS. Naprawdę uwielbiam, gdy wszystkie single z jakiejś płyty naprawdę bardzo mi się podobają, a żaden z nich mimo tego nie trafia do powyższej trójki.


drake-scorpionDrake – Scorpion

Wytwórnia: Young Money/Cash Money
Gatunek: Champagne Papi
Długość: 89 min

W ciągu kilku ostatnich miesięcy za każdym razem, gdy widzę w serwisach streamingowych wydawnictwo okołohiphopowe, które zawiera ponad 20 utworów i trwa półtorej godziny, w głowie zapala mi się czerwona lampka. Znak czasów, który po kilku ostatnich premierach albumów-playlist wydaje się uzasadniony. W przypadku Drake’a postanowiłem dać tych rozmiarów materiałowi najlepsze możliwe warunki do tego, by pochłonął moją uwagę w całości – zabarykadowałem się w autobusie wrocławskiej linii A, której przejazd przez miasto w godzinach szczytu trwa mniej więcej tyle, co Scorpion, a następnie sprawdziłem, co Aubrey jest w stanie zaproponować w czasach swojego największego dotychczas komercyjnego sukcesu. Efekty? Na pewno nie jest w stanie zaproponować mi zwrócenia co najmniej połowy z poświęconych 89 minut życia, a zdecydowanie powinien to zrobić. Emocjonalna, zdominowana w tym przypadku przez tematy rodzicielskie nawijka jeszcze się broni (jakby nie było, cecha charakterystyczna), ale wszechobecna nuda na zbyt dużej liczbie zbyt podobnych do siebie numerów już nie. Nie przekonują momenty, w których Drake przyjmuje formę Frank Ocean wannabe (“Peak”), za to bardzo na plus wypadają te, w których raper przypomina sobie, że umie po prostu sklejać fajne wielokrotne rymy, jak choćby na “Can’t Tell A Joke”. Absolutną perełką jest singlowe “Nice For What” – kapitalny bit z samplem “Ex-Factor” Lauryn Hill przyczynił się tutaj do stworzenia jednego z najlepszych bangerów roku. Podsumowując – gdyby zredukować ten materiał o 2/3, zostawić najciekawsze utwory i poustawiać je tak, by jak najdalej odejść od efektu monotonii, Scorpion byłby naprawdę porządnym wydawnictwem. A tak, cóż, jedyne co mi pozostało po wyjściu ze wspomnianego wcześniej autobusu linii A, to jak najszybsza wizyta w sklepie celem nabycia napoju energetyzującego. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Can’t Tell A Joke”, “Nice For What”, “Final Fantasy”


gorillaz-the-now-nowGorillaz – The Now Now

Wytwórnia: Parlophone
Gatunek: electropop
Długość: 40 min

Zapomnijmy o Humanz. Nie chodzi mi o to, że zeszłoroczna płyta Gorillaz to niegodny przykład twórczości zespołu (przy czym mówiąc „zespół” proponuję umowne przyjmowanie fikcyjnego tworu za pełnoprawny element rzeczywistości). Zapomnijmy o Humanz w kontekście dyskusji na temat The Now Now, bo porównywanie tych dwóch albumów i wypunktowywanie mocnych i słabych stron obu wydawnictw jest pójściem na łatwiznę. Zamiast tego wyobraźmy sobie alternatywną wersję wydarzeń, według której w 2017 roku Gorillaz powracają z tym drugim longplejem. A na nim: tylko dwie piosenki będące efektem pracy z innymi artystami (dla projektu Albarna i Hewletta to wyczyn), ciepły, rozpływający się w miksie sound i skromniejsza, pozbawiona efekciarstwa aranżacja. Takiego comebacku, przypominającego o kameralnej elektronice Plastic Beach, oczekiwała większość fanów zespołu. Mało tego, oprócz kompozycyjnych nawiązań do trzeciego albumu studyjnego Gorillaz, uważni wyłapią tutaj inne referencje, m.in. do akustycznych partii z debiutu, do „megafonowego” wokalu z Demon Days i do pomysłowych dziwności z The Fall. Dodajmy do tego teksty pełne niepokoju i melancholii (jak np. ten z singlowego “Humility”), by nie potrzebne były zabawy w teorie z innymi liniami czasowymi, gdyż powyżej wymienione zalety każą uważać The Now Now za prezent dla wszystkich wytrwałych, czytaj: ten właściwy powrót. – P. Ćwikliński

Najlepsze utwory: “Humility”, “Magic City”, “Souk Eye”