hatchie-sugar-spiceHatchie – Sugar & Spice EP

Wytwórnia: Heavenly
Gatunek: dream pop
Długość: 19 min

Niepozorna australijska songwriterka od dobrego roku robiła przymiarki, odsłaniała kolejne karty i rozpalała wyobraźnię, aż w końcu dostarczyła jeden z tych magicznych materiałów, który co rusz przypomina o swojej wyjątkowości. Nie tylko piekielnie sprawnie operuje ona janglującym dorobkiem kraju koali, ale i wyciska maksimum z wielokrotnie zmielonej formuły post-najntisowego dream popu. Ta stosunkowo ograniczona stylistyka pokonywała już dużo większych graczy, a Hatchie pokonuje przeszkodę zwinnym susem, z właściwą sobie młodzieńczą lekkością. Tych uroczo naiwnych, napędzanych uczuciami opowieści słucha się bajecznie, a EP-ka roku w kategorii piosenkowej chyba jest już znana. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “Sure”, “Sugar & Spice”


father-john-misty-gods-favorite-customerFather John Misty – God’s Favorite Customer

Wytwórnia: Sub Pop
Gatunek: chamber pop
Długość: 38 min

Mniej (mimo wszystko) patosu, mniej egocentryzmu, więcej celnych przemyśleń dotyczących otaczającej rzeczywistości. Już tyle wystarczyłoby, biorąc pod uwagę renomę Josha Tillmana, by zainteresować się jego najnowszym wydawnictwem, a gdy dodamy do tego kapitalnie dobrane melodie oraz produkcję po prostu właściwą dla okołofolkowych brzmień (świetne bębny!), to otrzymujemy perełkę. Całość God’s Favorite Customer to bez wątpienia najlepsza rzecz, jaką Misty zrobił od czasu I Love You, Honeybear, a przy okazji jeden z najładniejszych albumów w podobnej stylistyce, jakie słyszałem od kilku lat. Bardzo, bardzo dobra płyta. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Just Dumb Enough To Try”, “Date Night”, “The Songwriter”


pusha-t-daytonaPusha-T – DAYTONA

Wytwórnia:
Gatunek:
Długość: 21 min

Premiera trzeciego długograja nowojorczyka odkładana była z roku na rok. Nie wiadomo ile materiału stworzonego od czasów Darkest Before Dawn zostało odrzuconego, lecz w rezultacie otrzymaliśmy zaledwie 21-minutowe wydawnictwo. Na ostateczne brzmienie albumu znaczący wpływ miał Kanye West, który w całości zajął się produkcją DAYTONA, tworząc warstwę instrumentalną opartą o mocne, klasyczne sample, stosując jednocześnie kilka sprytnych trików, dzięki którym podkłady zaskakują i brzmią świeżo. To dość nieoczekiwany kompromis, jeżeli przypomnimy sobie, że Terrence znany był z nawijek głównie pod awangardowe bity. Co tam panie w liryce? King Push udowadnia, że jest specjalistą w swej dziedzinie, a i tropy prowadzą w znajomych kierunkach: inspiracje Kanye są oczywiste, dopełniają je influencje wprost ze starszych dokonań Jay-Z. Raper staje twarzą w twarz z problemami i kłodami rzucanymi mu pod nogi, wychodząc z tego starcia nietknięty. Bezkompromisowy w swej stylistyce i etyce, wykroił kawałek rap-tortu, w którym będzie niepodzielnie królował przez lata. LONG LIVE PUSHA-T – M. Ochojski

Najlepsze utwory: “if You Know You Know”, “The Games We Play”, “Santeria”


chvrches-love-is-deadCHVRCHES – Love is Dead

Wytwórnia: Universal
Gatunek: synthpop
Długość: 49 min

Mam z tym albumem problem. Z jednej strony Lauren Mayberry i jej wesoła ekipa uraczyli swój fanbase zbiorem melodyjnych, przebojowych numerów, czyli specjalność zakładu. Z drugiej zaś mam wrażenie, jakbym te piosenki już wcześniej słyszał. Choć obiektywnie nie ma się do czego przyczepić, tak przydałoby się Kościółkom odświeżenie formuły i zaryzykowanie czegoś nowego. Echa takich prób słychać choćby w ciekawym rytmicznie “God’s Plan”, bądź singlowej kolaboracji z Mattem Berningerem – aż chciałoby się więcej. Love Is Dead w żadnym wypadku nie jest złą płytą (nieporównywalnie lepszą niż Every Open Eye), zwłaszcza dla słuchaczy niezaznajomionych z poprzednim dorobkiem ekipy z Glasgow. Ci z dłuższym stażem raczej chętniej wrócą do okresu The Bones of What You Believe i poczekają, aż szkockie trio postanowi ich czymkolwiek zaskoczyć. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “My Enemy”, “Miracle”, “God’s Plan”


oneohtrix-point-never-age-ofOneohtrix Point Never – Age Of

Wytwórnia: Warp
Gatunek: glitch pop/electronic
Długość: 42 min

Kolejny rozdział lopatinowskiej historii prowadzi nas w rejony znacznie przystępniejsze niż Garden of Delete. Odpowiedzialność za ten stan ma spadać na barki Jamesa Blake’a , który w trakcie prac nad albumem (zajmował się przede wszystkim miksem całości, ale uczestniczył też w kształtowaniu koncepcji) regularnie hamował artystyczne zapędy Daniela i ograniczał jego wizję ścianami popowej struktury, która i tak ostatecznie w paru momentach została wyraźnie naruszona. Jak na wizjonera klasy Lopatina, momentami uderza jednak niedopracowanie pomysłów, nawet tych najbardziej intrygujących, jak potraktowany cyfrowym batem klawesyn, obecny w tytułowym “Age Of”; dotyczy to zresztą większości barokowych wtrąceń, które nie wybrzmiewają z wystarczającą mocą. Mocno wątpliwy jest dla mnie też nowy pomysł na wokale, wobec których chyba nie da się wykrzesać nic więcej niż chłodna obojętność. Satysfakcjonujący, pełen trademarkowego sonicznego chaosu, ścierającego się z popowymi zapędami, ale chwilami zbyt szkicowy projekt. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “We’ll Take It”, “Warning”, “Same”


black-thought-streams-of-thought-vol-1Black Thought – Streams of Thought, Vol. 1

Wytwórnia: Human Re Sources
Gatunek: hip-hop
Długość: 17 min

Lider The Roots od kilku miesięcy stara się osładzać tęsknotę wszystkim tym, którzy, podobnie jak niżej podpisany, czekają na nowy album jego macierzystej formacji jak na zbawienie. Po głośnym, dziesięciominutowym freestyle’u w ramach Hot 93, tym razem doczekaliśmy się EP-ki, na której Black Thought pokazuje wszystko to, za co doczekał się miana jednego z najlepszych MC’s wszech czasów – znakomitą technicznie, zaangażowaną społecznie nawijkę na jazzujących, opartych przede wszystkim na gęstej robocie basu podkładach. Miód na serca całej rzeszy miłośników filadelfijskiego trueschoolu. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “Twofifteen”, “Dostoyevsky”, “Thank You”


jalen-ngonda-talking-about-maryJalen N’Gonda – Talking About Mary

Wytwórnia: self-released
Gatunek: R&B/soul
Długość: 13 min

To jeszcze muzyka, czy już movement? Ironizuję, ale nie da się ukryć, że żyjemy w znakomitych czasach dla fanów R&B, soulu, i gatunków im pokrewnych. Coraz to nowi debiutanci pojawiają się jak przysłowiowe grzyby po deszczu, a jeśli chodzi o brytyjską scenę, to Jalen N’Gonda ma wszystko, by powtórzyć sukces choćby Jorji Smith. Tworzący aktualnie w Liverpoolu wokalista do swoich utworów przemyca sporo gitar, a ponadprzeciętne warunki wokalne połączone z klasyczną, potężnie emocjonalną, bluesową liryką robią swoje – i ja to kupuję. Odkrywczość? Póki co 4/10. Przyjemność ze słuchania? Mocne 9. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: EP-ka zawiera takowe cztery, więc by żadnego niesprawiedliwie nie wykluczyć, przyjmijmy, że wszystkie.