beach-house-7Beach House – 7

Wytwórnia: Sub Pop
Gatunek: dream pop/shoegaze
Długość: 47 min

7 to, wydawałoby się, te same triki, ten sam klimat, te same presety, co zawsze. A jednak, na tle całej twórczości Beach House, jest to doznanie niepodobne do czegokolwiek, co wcześniej u nich słyszeliśmy. Głos Victorii Legrand częściej przemawia wprost do słuchacza, nie chowa się przez większość czasu za eterycznymi kotarami. Słychać, że powoli staje się on coraz bardziej zachrypnięty, traci na sile, ale dużo w tej słabnącej kondycji tajemnicy i magii. Zwłaszcza wtedy, kiedy skonfrontujemy ten wokal z oprawą instrumentalną 7, która jest obiektywnie jedną z najlepiej poprowadzonych w historii duetu (osobiście – najlepszą). Niejednokrotnie chwyta ona za serce “gęstością” dźwięku i różnorodnością brzmieniowych faktur, a także wprowadza więcej perkusyjnych nowinek niż dotychczas. Jako całokształt wydaje się być ten album zakorzeniony w tradycji, do której Legrand i Scally nas przyzwyczaili, ale rozpatrywany pod względem pojedynczych elementów składowych okazuje się odważnym krokiem do przodu, w kierunku rzadziej odwiedzanych przez twórców muzyki alt-popowej lądów. Już teraz mocny kandydat na tegoroczne podium. – P. Ćwikliński

Najlepsze utwory: “Drunk in LA”, “Lose Your Smile”, “Girl of the Year”


arctic-monkeys-tranquility-baseArctic Monkeys – Tranquility Base Hotel & Casino

Wytwórnia: Domino
Gatunek: art rock
Długość: 40 min

Odświeżenie formuły było dla Alexa Turnera i spółki rzeczą konieczną – jestem przekonany, że ani AM bis, ani powrót do gitarowego łojenia z pierwszych albumów nie zakończyłyby się dla Małp sukcesem. Zespół najwyraźniej miał tego świadomość, i na Tranquility Base Hotel & Casino zaserwował nam brzmienie, które kojarzy się ze wszystkim, tylko nie z Arctic Monkeys. No bo przecież trudno było podejrzewać akurat ten skład o porzucenie dominacji gitar na rzecz rozbudowanych kompozycji, w których na pierwszy plan wychodzą instrumenty klawiszowe. Liryka Turnera także uległa zmianie (tutaj akurat wielki plus) – trudno wszak spodziewać się po 32-letniej gwieździe rocka powrotu do tekstów dotyczących realizacji modelu drinkin’ booze & bangin’ hoes. Problem jest w zasadzie tylko jeden – na tym świetnie wyprodukowanym, nienagannie brzmiącym longpleju brakuje tego, co od lat było największą siłą ekipy z Sheffield – przebojów. Nie uświadczymy tu choćby namiastki bangerowego potencjału “Do I Wanna Know?”, ‘Fluorescent Adolescent” czy nawet “Crying Lightning”, ale nie oznacza to, że mamy do czynienia ze złym wydawnictwem. Mocno kibicuję, żeby w przypadku kolejnej próby chłopakom udało się połączyć nową stylówkę ze starą smykałką do chwytliwych refrenów. Wtedy będzie rewelacja. – W. Skoczylas

Najlepsze utwory: “One Point Perspective”, “Four Out of Five”, “She Looks Like Fun”


la-luz-floating-featuresLa Luz – Floating Features

Wytwórnia: Hardly Art
Gatunek: surf/indie rock
Długość: 35 min

Surfowo-westernowa przeszłość La Luz na przestrzeni ostatnich lat dostała solidnego motywacyjnego kopniaka. Stoi za nim kluczowa w tym równaniu przeprowadzka, a jakże, do Los Angeles. Motyw doskonale wśród amerykańskich bandów znany, także tym razem zadziałał zbawiennie, wtłaczając w formułę więcej przepalonych słońcem barw i aksamitnego, psych-marzycielskiego vibe’u. Kwartet zabiera nas w przejażdżkę po swoich retro folkowych i indie rockowych zajawkach, w wielu momentach wkraczając na terytorium dzielone chociażby z Angel Olsen. Kluczem do podtrzymania rozmytego, leniwego klimatu jest tu umiejętność spajania różnych środków w konsekwentnie prowadzoną opowieść, ulokowaną po części w świecie “wspomaganych” sennych marzeń. Refleksje na temat poszukiwania swojego miejsca czy nieudanej pogoni za majątkiem brzmią równie autentycznie w sfuzzowanym “Loose Teeth”, co w nieśpiesznym, harmonijnym “My Golden One”. Nic, tylko poczekać na poprawę pogody, sięgnąć po “Floating Features” i ruszyć w trasę. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “California Finally”, “Loose Teeth”, “My Golden One”


polkadot-stingrayPolkadot Stingray – Ichidaiji

Wytwórnia: Universal
Gatunek: j-rock
Długość: 22 min

Polkadot Stingray j-rocka nie odwalają, jak wielu wykonawców z tej niszy, tylko j-rocka grają. Ich wydane rok temu Capacity to świeże i przystępne spojrzenie na ten hermetyczny gatunek, które niestety nie dotarło do globalnej świadomości. Z EP-ką Ichidaiji historia z pewnością się powtórzy, ale jeśli udało mi się już zdobyć waszą uwagę, to może recenzowany materiał sprawdzi troszkę więcej osób niż japońska publiczność i tych kilkunastu znerdziałych gaijinów. Nie wymagajcie od niego śmiałych rewolt, to jest niewymagająca muzyka do słuchania w czasie słonecznego poranka, najlepiej w metrze i z papierowym kubkiem kawy/herbaty w ręku. Wciąż jednak jest to rockowy easy-listening na wysokim poziomie, zarejestrowany jak trzeba i z przeuroczą bandą stojącą za jego realizacją. – P. Ćwikliński

Najlepsze utwory: “A Girl’s Gotta Walk”, “Ichidaiji”