pinkshinyultrablast-miserable-miraclesPinkshinyultrablast – Miserable Miracles

Wytwórnia: Club AC30
Gatunek: dream pop
Długość: 37 min

Najpierw złe wieści: nowy album Pinkshinyultrablast to, niestety, zawód. Co swojego czasu było w zespole magiczne, tj. doskonała znajomość idei bardziej „noisowego” shoegaze’u (uchwycona na EP-ce „Happy Songs for Happy Zombies” z 2009), ulegało stopniowej degradacji na kolejnych wydawnictwach rosyjskiej grupy. Wydane w zeszłym tygodniu „Miserable Miracles” jest jednak czymś więcej, niż tylko dokończeniem procesu łagodzenia brzmienia, to także brzmieniowa rewolucja, która nawet najmniej ortodoksyjnych fanów może rozczarować swoimi podchodzącymi pod zachowawczy dream pop rezultatami. Teraz czas na dobre wiadomości: nowy album Pinkshinyultrablast to przyjemny zawód. Cała płyta sprawia wrażenie bycia jednym utworem zagranym na różne sposoby, jest to jednak porządny utwór, którego chce się posłuchać jeszcze raz, w jeszcze jednej wersji. Całość płynie gładko i przez większość czasu nie nuży, a nawet jeśli zdarzy się tu moment zwątpienia, to nie czuje się potrzeby  zawracania sobie tym głowy. Wystarczy wyłączyć sentyment za początkami zespołu, a sympatia do „Miserable Miracles” pojawi się sama. – P. Ćwikliński

Najlepsze utwory: “Looming”, “Find Your Saint”


iceage-beyondlessIceage – Beyondless

Wytwórnia: Matador
Gatunek: post-punk
Długość: 40 min

W zasadzie już w 2014 roku pojawiły się głosy, że przebicie Plowing Into the Field of Love może się okazać morderczym dla Iceage wyzwaniem. Duńczycy przygotowywali się do tego starcia dość długo jak na ich standardy, bo aż cztery lata, realizując w międzyczasie poboczne projekty, z Marching Church na czele. Wypadałoby zadać pytanie “Wrócili z tarczą czy na niej?”, a odpowiedź na to pytanie okazuje się dość trudna. Beyondless to z pewnością najbardziej przystępna i “artystycznie ambitna” próba post-punkowego kwartetu, który nigdy wcześniej nie brzmiał tak kompleksowo i pewnie. Większa jest też różnorodność instrumentalna, z powracającymi partiami smyczków i dęciaków, jak w singlowym “Pain Killer”, gdzie usłyszeć można też perfekcyjnie wkomponowany głos Sky Ferreiry. Wokalnie radę daje też Elias Bender Rønnenfelt, o ile jest się za pan brat z jego pijacko-zmęczoną charyzmą. Wszystko wygląda bardzo dobrze do momentu, kiedy sięgnie się pamięcią do wspomnianego już PItFoL – podejrzewam, że duża część fanbase’u wyżej postawi surowszego, nie tak dopieszczonego produkcyjnie i bardziej zróżnicowanego poprzednika. Tak czy siak, występ Iceage na Soundrivie to jeden z must see tego lata. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “Catch It”, “Hurrah”, “Beyondless”


dj-koze-knock-knockDJ Koze – knock knock

Wytwórnia: Pampa
Gatunek: house
Długość: 78 min

Stefan Kozalla w swej muzyce łączy muzykę lat 70, francuską nową falę, dream-pop, bujające instrumentalne partie i sample, a nawet minimalistyczne techno. Wydawałoby się, że scena elektroniczna jest już przesycona podobnymi projektami. Nic podobnego! Niemiec odkroił swój kawałek tortu, co więcej, znalazło się także sporo przestrzeni dla jego własnego labelu, założonego w 2010 roku Pampa Records. Mamy nadzieje, że jak na razie lilipucia oficyna nie raz zadziwi nas niszowymi wydawnictwami.

Knock Knock to trzeci studyjny album Stefana, lecz zdecydowanie myli się ten, kto sądzi, że jest to jedyny dorobek wydawniczy spod szyldu DJ Koze, ma on bowiem na swoim koncie całą masę remiksów oraz garść mixsetów i kompilacji. Zdecydowanie mniej psychodeliczna niż jego poprzedniczka, Amygdala, nowa płyta to materiał, obok którego nie można przejść obojętnie. Sprawia on, że czujemy zarówno euforię, komfort, jak i tęsknotę, melancholię niczym (przy zachowaniu wszelkich proporcji) na epokowym Ok Computer. Także goście dobrani są bardzo roztropnie, niemal stopieni z bujną produkcją, która niezwykle zręcznie spaja wszystkie elementy w całość. Niemiec nagina zasady każdej formy, by wyeksponować muzyczną treść — kolory bladną, by podkreślić kontrast. Jego twórczość stała się na tyle charakterystyczna, że nie sposób jej pomylić z inną — aż chciałoby się napisać, że na przestrzeni lat zyskała duszę. – M. Ochojski

Najlepsze utwory: “Baby”, “Jesus”


jon-hopkins-singularityJon Hopkins – Singularity

Wytwórnia: Domino
Gatunek: microhouse / IDM
Długość: 62 min

Nie byłaś/eś fanem Jona Hopkinsa na etapie Immunity – teraz też nim nie zostaniesz i nie trać cennej godziny. Cała reszta może być spokojna, bo brytyjski tytan “bezpiecznego” microhouse’u ma się dobrze i pozlepiał (w przeważającej części) godnego następcę. Dość rozczarowujący fakt braku zmian w modus operandi producenta na szczęście neutralizowany jest przez jego naturalną zdolność do projekcji zglitchowanych, masywnych bitów i zaszywania w nich melodyjnych loopów. Problem leży w drugiej połówce, podobnie jak pół dekady temu poświęconej klawiszowo-ambientowym pomysłom. Tu wkrada się patetyczna i jednostajna nuda, przecięta w zasadzie tylko rozedrganym “Luminous Beings”. W swojej kategorii wciąż w czołówce, ale w perspektywie kilkuletniej nie wróżę Singularity pozycji poprzednika. – M. Drohobycki

Najlepsze utwory: “Luminous Beings”, “Everything Connected”, “Emerald Rush”