sleep-the-sciencesSleep – The Sciences

Wytwórnia: Third Man Records
Gatunek: stoner / doom
Długość: 53 min

Uśpiona dymem z marihuanowych kadzideł i wymęczona spacerami po kosmicznej krainie Dopesmoker, bestia spała długi czas. W końcu jednak przebudziła ze snu i postanowiła powrócić na Ziemię, by po raz kolejny pokazać destrukcyjną siłę swoich gitarowych riffów, tak jak za starych dobrych czasów. Jak jednak podjąć udaną próbę przywrócenia dawnej formy, nie dając się jednocześnie złapać niebezpiecznemu przerostowi ambicji, o który w takim układzie łatwo? Sleep udało się znaleźć na to sposób. Na The Sciences (notabene, wydanym 4/20, hihi) monstrum ryczy w ten sam sposób, jaki pamiętamy, wspomaga się jednak lepszym miksem studyjnym i podchodzi do kompozycji progresywnie, nie tylko na przestrzeni jednego kawałka, ale także całego albumu. Pierwsza połowa płyty jest raczej przystawką przed daniem głównym, czyli drugą połową, gdzie czasami odbywa się prawdziwa magia, przywołująca na myśl najznakomitsze przygrywki i przyśpiewki z dyskografii zespołu. I nawet jeśli nigdzie nie uaktywnia się tutaj siła gotowa wyrywać drapacze chmur z ziemi, wciąż imponuje świetna forma muzyków. – P. Ćwikliński [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “Antarcticans Thawed”, “Giza Butler”, “The Botanist”


kimbra-primal-heartKimbra – Primal Heart

Wytwórnia: Warner Bros Records
Gatunek: pop w wielu smakach
Długość: 44 min

Nowozelandzka wokalistka w międzynarodowej świadomości słuchaczy zaistniała w 2011 roku, kiedy to mieliście serdecznie dość 3/4 Waszych facebookowych znajomych wrzucających jej numer na walla  nagrała hitowy singiel wraz z Gotye. Na najnowszym longplayu Kimbry próżno szukać brzmień zbliżonych do nieodżałowanego “Somebody That I Used To Know”, mamy za to sporo naprawdę ciekawych melodii, które momentami zahaczają o estetykę zaproponowaną kilka tygodni temu przez Kacey Musgraves, gdzie indziej podbijając subtelnym electropopem z bardziej tanecznym groovem. Lekki, bardzo wiosenny, i po prostu porządny album, który stanowi kolejny mocny punkt trendu wydawnictw poruszających się w rejonach spotkania popu z R&B, okraszonych kobiecym wokalem. Daję okejkę. – W. Skoczylas [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “The Good War”, “Human”, “Lightyears”, “Right Direction”


a-perfect-circle-eat-the-elephanA Perfect Circle – Eat the Elephant

Wytwórnia: BMG
Gatunek: rock alternatywny / metal
Długość: 57 min

Nie wiem, jakim cudem to się udało, ale… ale się udało. Tak samo jak w przypadku Sleep, powrót A Perfect Circle nastąpił po kilkunastu latach, tutaj jednak bierzemy pod lupę zupełnie inne zjawisko. Twórcy Dopesmoker to trójka zwariowanych ćpunów, która nawet w wieku 70 lat mogłaby zmajstrować jakieś przyjemne stonery, zaś od najważniejszego projektu pobocznego Maynarda Jamesa Keenana się wymaga. W końcu toolowski rodowód i dwie uznane płyty (Mer de noms i Thirteenth Step) zobowiązują do spektakularnego comebacku, najlepiej wpasowującego się w modę na kombinowanie z formą. Eat the Elephant nie oferuje jednak żadnego z powyższych. Nie rozumiem, co ten album robi w 2018, kiedy wydaje się być tak niedostosowany do naszych czasów: proste metalowe (czasami nawet pop metalowe!) piosenki, z ikonicznym już ciężkim basem i, jakżeby inaczej, dominującym nad wszystkim wokalem Keenana. Mimo wszystko jednak jestem pełen podziwu, bo trzeba mieć naprawdę sporo odwagi, żeby być do tego stopnia zdziadziałym zespołem i nagrać płytę, która będzie zwyczajnie dawać przyjemność. Gdyby ktoś obudził mnie w środku nocy i puścił Eat the Elephant jeszcze w momencie, kiedy moje zmysły zaczynałyby dopiero odzyskiwać ostrość, to powiedziałbym: „Too… to znaczy, A Perfect Circle” i poszedłbym spać dalej, z uśmiechem na ustach i spokojny, że ta muzyka gdzieś sobie obok mnie egzystuje, na przekór wydumanym wymaganiom dzisiejszego muzycznego światka. – P. Ćwikliński [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “The Contrarian”, “So Long, and Thanks for All the Fish”, “Disillusioned”