the-voidz-virtueThe Voidz – Virtue

Wytwórnia: RCA Records
Gatunek: 🤔
Długość: 58 min

Piekielnie długą i wyboistą drogę przebył w swojej karierze Julian Casablancas. Kiedy już wydawało się, że powolne dogorywanie The Strokes i średnio udane przygody z innymi projektami prowadzą go na branżowy margines, ten strzela wątpiącym między prosto między oczy, wydając swój najlepszy album od dobrych piętnastu lat, czyli premiery sofomora nowojorskiej ekipy. Tak jak siła kultowych Is This It i Room on Fire tkwiła w opakowanej w pewność siebie prostocie, tak Virtue odnajduje ją w bezkompromisowym skomplikowaniu bazowych pomysłów i… równie dużym przekonaniu o własnej wartości. Udało się to osiągnąć poprzez zdjęcie paru wierzchnich warstw z przeładowanego, przekombinowanego Tyranny i wylanie fundamentu z tego, co zawsze było siłą Casablancasa – imponującego rockowego songwritingu. Posłużyło to za tło do pracy szalonego geniusza, bo trudno znaleźć na “dwójce” Voidzów dwa tak samo brzmiące utwory. Otwierający “Leave It In My Dreams” służy w zasadzie za zręczną zmyłkę, sugerującą nawiązanie do złotych czasów Strokesów, by już za chwilę uderzyć najbardziej odstrzelonym, cybernetycznym “QYURRYUS”. Nie ma jednak mowy o stabilizacji, bo w kolejce czeka hard rockowy, politycznie zaangażowany (choć nieco obsesyjny) “Pyramid of Bones” czy tanecznie rozbujany “All Wordz Are Made Up”. No i wiecie co? To wszystko naprawdę działa w formie longplayowej, nie gryzie się, ciągle utrzymując punkt styczny, niezbędny w tym kreatywnym chaosie. The Voidz spłodzili odważny, poszukujący, a jednocześnie piekielnie przebojowy album, który na pewno będzie często przywoływany pod koniec roku. Tylko tego “Wink” żal…  – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “AlieNNatioN”, “All Wordz Are Made Up”, “Pyramid of Bones”


the-weeknd-my-dear-melancholyThe Weeknd – My Dear Melancholy,

Wytwórnia: The Weeknd XO/Republic Records
Gatunek: alternatywne R&B
Długość: 21 min

Kojarzycie może te jutubowe przeróbki mniej lub bardziej indie popowych piosenek, które sprawiają wrażenie słuchanych w toalecie w czasie jakiejś bardzo smutnej imprezy? My Dear Melancholy, nie potrzebuje podobnego grzebania przy miksie, żeby brzmieć w ten sposób. Abel Tesfaye zawrócił z obranej na Starboy ścieżki i wrócił na stare śmieci, a są to rejony duszne, brudniejsze i nijak nieprzypominające neonowych widoków, które płyta sprzed dwóch lat malowała swoją bombastyczną produkcją. I dobrze, że ten powrót nastąpił, bo ponowne pogodzenie się z melancholią, przypieczętowane już samym tytułem, pasuje do wrażliwości wokalisty znacznie lepiej, a efektem tego spotkania jest naprawdę udana EP-ka, która słuchana w dowolnych okolicznościach i na dowolnym sprzęcie pozwala poczuć się elementem neurotycznej, ale i bogatej wyobraźni Abela. To muzyka zarówno daleka, jak i bliska, zupełnie niczym piosenka, która dociera do twoich uszu gdy opierasz się o ścianę toalety na ponurej potańcówie. – P. Ćwikliński [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “Call Out My Name”, “Privilege”, “Wasted Hours”


sevdaliza-the-callingSevdaliza – The Calling

Wytwórnia: Twisted Elegance
Gatunek: trip hop
Długość: 30 min

Nowa EP-ka Sevdalizy pojawia się raptem kilkanaście miesięcy po, niezasłużenie, przemilczanym ISON i już od pierwszych chwil wiemy, że wpada w wydrążone przez długograja tory. Irańsko-duńska wokalistka z pomocą producenta Mucky’ego coraz odważniej wkracza na trip-hopowe terytorium, tym razem stawiając na jeszcze gęstszy i filmowy klimat. Wymiernie pomagają w tym częściej występujące smyczki, momentami wyraźnie czerpiące z bliskowschodnich inspiracji (co ujawnia się szczególnie w “Voodoov”). Mieszanie w kociołku pełnym przepoczwarzających się wokali, wspomnianych klasycznych instrumentów i niespokojnych bitów wychodzi Sevdzie naprawdę zgrabnie, a wychodzi z tego konsekwentne, spójne danie.  – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “Energ1”, “Human Nature”, “Voodoov”