mount-eerie-now-onlyMount Eerie – Now Only

Wytwórnia: P.W. Elverum & Sun
Gatunek: singer-songwriter/indie folk
Długość: 43 min

O tym, że A Crow Looked at Me autorstwa Phila Elveruma jest porażająco smutne, wiemy już wszyscy. I choć na temat tej jednej z najgłośniejszych płyt zeszłego roku zdążono napisać już setki tysięcy słów, to wciąż mam wrażenie, że skupiając się na tragicznej wymowie piosenek dedykowanym zmarłej żonie artysty, zapomniano o poświęceniu większej uwagi ich realizacji stricte muzycznej. Ta zaś, nie umniejszając w żadnym stopniu wartości emocjonalnej albumu, bywa monotonna i czasami wręcz do przesady ascetyczna. Stąd też moje pozytywne zaskoczenie Now Only, które nie dość, że jest lepiej opowiedzianą kontynuacją A Crow…, to stroni od instrumentalnej jednolitości i spisuje się zdumiewająco dobrze także jako album do posłuchania „tak po prostu”. Zdaję sobie sprawę, że to w tym momencie dość niebezpieczne określenie, w końcu mamy do czynienia z niełatwą tematyką, ale na litość – muzyki słuchamy przede wszystkim dlatego, żeby ją doceniać. A tutaj do docenienia jest mnóstwo rzeczy, między innymi to, jak Elverum bawi się z oczekiwaniami słuchacza zaczynając „Tintin in Tibet”, przypominającym atmosferą żywsze fragmenty poprzedniej płyty, by koncertowo te oczekiwania zniszczyć chroboczącą gitarą otwierającą „Distortion”. To, co dzieje się później, jest nie mniej interesujące. Zachwyca „Earth”, które bez problemu sprawdziłoby się w roli piosenki wieńczącej jakiś bardzo ponury film, a dziewięciominutowe, frapujące „Two Paintings by Nikolai Astrup” w wyjątkowo okrutny sposób podsumowuje istotę samotności i potężnego bólu, którą ludzie nienaznaczeni dotkliwie przez los mogą sobie tylko próbować opisywać, nieskutecznie zresztą. Z lepszym wynikiem próbować opisać można jednak Now Only: bardzo dobry, introspektywny album, zagrany znacznie wyraziściej niż poprzednik. – P. Ćwikliński [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Earth”, „Now Only”


haley-heynderickx-i-need-to-start-a-gardenHaley Heynderickx – I Need to Start a Garden

Wytwórnia: Mama Bird Recording
Gatunek: singer-songwriter/indie folk
Długość: 30 min

Tu nie będzie żadnego wstępu, wytłumaczenia kontekstu ani żadnej krótkiej opowieści o tym, skąd wzięła się Haley Henderickx, bo też nie ma niczego do opowiadania. Zamiast tego lepiej skoncentrować się na jej muzyce: normalnym i nieprzekombinowanym folkowym graniu, którego egzystencja już za niedługo może stanąć pod znakiem zapytania, bo mało komu już chce się takie śliczne rzeczy nagrywać i jeszcze zarabiać na tym pieniądze. Wspólnym mianownikiem piosenek na I Need to Start a Garden jest delikatna, imponująco zręcznie wpleciona w te proste dźwięki poetyka. Haley roztacza swoim niedoskonałym, ale i pięknym wokalem łagodną aurę, by zawrzeć ją w ośmiu niewinnych utworach, które pomogą wam przetrwać końcówkę zimy i sprawią, że niska temperatura nie będzie tak dotkliwie psuć nastroju. Najwyraźniej słychać to w przypadku „Untitled God Song”, już teraz mogącego śmiałego pretendować do miana najlepszej nie-singlowej piosenki roku, które pomimo tego, że przez cały czas trwania brzmi niemal tak samo, i tak dogłębnie porusza i wpycha w niesamowicie przyjemną kontemplację. Zresztą, dalsze rozwodzenie się na temat tych wszystkich  pojedynczych elementów, które sprawiają, że I Need… to produkt wielokrotnego użytku, jest bezsensowne. Po prostu uwierzcie mi na słowo, że potrzebujecie tej płyty. Potrzebujecie tych piosenek, tego ciepła od nich bijącego, potrzebujecie nawet tej okładki. Przede wszystkim jednak potrzebujecie jedynej w swoim rodzaju Haley, której antydepresyjna magia działa nadzwyczaj skutecznie. Oto afirmacja prostoty w najwyższej klasy wydaniu. – P. Ćwikliński [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Untitled God Song”, „Worth It”, „The Bug Collector”


yo-la-tengo-theres-a-riot-going-onYo La Tengo – There’s a Riot Going On

Wytwórnia: Matador Records
Gatunek: indie rock/dream pop
Długość: 63 min

Nowe albumy Yo La Tengo i Phila Elveruma tego samego dnia? Z takim właśnie mierzymy się scenariuszem, ale gdy Mount Eerie ponownie zapewnia materiał gwarantujący miejsce w podsumowaniach 2018 roku, działający już przeszło 30 lat zespół z Hoboken walczy o nawiązanie do, nieco już zapomnianych, lat świetności. Udaje się to całkiem nieźle, i to na dwóch polach – tym muzycznym, jak i “ideologicznym”. Ira Kaplan, Georgia Hubley i James McNew nie proponują nam rewolucji, bo też nikt tego od nich nie oczekiwał. Wielką siłą trio była zawsze umiejętność kreślenia kojąco miękkich dźwiękowych pejzaży, obliczonych na wprowadzanie w okołotransowy stan, no i właśnie ten aspekt po raz kolejny okazuje się kluczowy. There’s a Riot Going On nigdzie się nie śpieszy, nie powoduje szybszego bicia serca, zapraszając za to do błogiej hipnozy pulsującą perkusją i nawracającymi drone’owymi gitarami. Tytułowych zamieszek ten album nie wywoła, ale z powodzeniem może posłużyć za muzyczny koc, pod którym warto przeczekać ostatnie dni zimy. – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “What Chance Have I Got”, “Forever”