young-fathers-brown-sugarYoung Fathers – Cocoa Sugar

Wytwórnia: Ninja Tune
Gatunek: neo-soul i mnóstwo innych
Długość: 36 min

Kariera szkockiego trio przebiega według wymarzonego scenariusza. Od premiery debiutanckiego Dead w 2014, prą oni do przodu na maksymalnych obrotach, łapiąc po drodze branżowe nagrody, pojawiając się w soundtracku “Trainspotting 2” czy zaliczając nobilitującą współpracę z Massive Attack. Cocoa Sugar jest kolejnym etapem polerowania eksperymentalnych krawędzi, ale proces ten przebiega tak, że naprawdę nie sposób uznać go za destrukcyjny. Przygodę z tym albumem rozpoczęliśmy przy nieco mylącym, gospelowym “Lord”, ale to dopiero “In My View” okazał się wyznaczającą kierunek pigułką. Mówimy tu o materiale uproszczonym, ale każdy popowy hook równoważącym ciekawą teksturą czy niespodziewaną zmianą tempa. Pełnię mocy przejawiają też charakterystyczne wokalne “mijanki”, które jednocześnie bezbłędnie się dopełniają i eksponują każdy styl z osobna. Najlepiej słychać to w nieśpiesznym, hipnotyzującym “Tremolo” i ociężale basowym “Holy Ghost”, gdzie fragmenty rapowane i śpiewane raz po raz ustępują sobie miejsca. Young Fathers właśnie wydali swój najlepszy album, a pomysłów najwyraźniej im nie brakuje. – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “Tremolo”, “In My View”, “Turn”


keiji-haino-sumacKeiji Haino + SUMAC – American Dollar Bill – Keep Looking Sideways, You’re Too Hideous to Look at Face On

Wytwórnia: Thrill Jockey
Gatunek: experimental rock/sludge metal
Długość: 67 min

Popisy artysty awangardowego, który w swojej długiej karierze zdołał powiedzieć już chyba wszystko, na polu tak wyeksploatowanym, jak metal – to brzmi jak prognoza do bólu artystowskiej fanfaronady. A jednak, 65-letniemu Keijiemu Haino, niekwestionowanemu wyjadaczowi japońskiej sceny undergroundowej, udało się wraz ze wsparciem sludge’owej grupy SUMAC podjąć zakończoną sukcesem próbę, tym samym generując jeden z najambitniejszych eksperymentów muzycznych, jaki w 2018 do tej pory się pojawił. „American Dollar Bill…” dzieli z szeroko rozumianym metalem wiele, świadomie i nieustannie próbuje jednak uwolnić się od jego gatunkowych ram, wijąc i miotając się w agresywnym rytmie (a w zasadzie nierytmie) bębnów, rozbijając instrumentalne klisze pełnymi pasji warstwami gitarowego rzężenia. „Pasja” może, a nawet powinna, być tutaj rozumiana dwojako, zarówno jako zaangażowanie muzyków w dostarczenie odbiorcom unikatowego, złowieszczo satysfakcjonującego doświadczenia, jak i starania włożone w zobrazowanie sromoty, duszącej wściekłości, która rozkazuje krzyczeć bezsilne „Shimata!” (ordynarne japońskie słowo, używane w momentach zdenerwowania) w kółko i w kółko. – P. Ćwikliński [Posłuchaj w Bandcampie]

Najlepsze utwory: „I’m Over 137% a Love Junkie and Still It’s Not Enough”, „American Dollar Bill – Keep Looking Sideways, You’re Too Hideous to Look at Face On”


kraus-pathKraus – Path

Wytwórnia: Terrible Records
Gatunek: shoegaze/noise pop
Długość: 33 min

Wiecie, co w Path uderza najbardziej? Fakt, że album brzmiący na pełnoprawną, studyjną robotę powstał… w sypialni Willa Krausa. Amerykański muzyk z sukcesem imituje pracę pełnego składu, prezentując rzecz nie tak szorstką i napastliwą jak debiutancki End Tomorrow, ale za to udanie podszczypującą dorobek My Bloody Valentine. Wszechobecny hałas nie dominuje już tak wyraźnie, wpuszczając do poszczególnych kompozycji dużo więcej dream popowej melodyjności i pozwalając na zaistnienie szeptanego, rozmywającego się wśród gitar wokalu. Uzyskanie tak przestrzennego brzmienia w takich warunkach należy uznać za spore osiągnięcie i z niecierpliwością wyczekiwać przeskoku Willa do większego formatu. Dajcie mu zasoby, a o efekty nie trzeba się martwić. – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “Bum”, “Reach”, “Follow”


lil-yachty-lil-boat-2Lil Yachty – Lil Boat 2

Wytwórnia: Quality Control/Capitol/Motown
Gatunek: trap/mumble rap
Długość: 45 min

Lil Yachty to bez wątpienia jeden z moich ulubionych fenomenów dzisiejszej kultury młodzieżowej. Gość nie potrzebuje komiksowego wyglądu rodem z filmów Carpentera ani depresyjno-narkotykowego cyrku wokół siebie, by być najbardziej dekadencką postacią, jaką rap nowego milenium nosił. On tak na dobrą sprawę nawet nie rapuje, a nieporadnie mamrocze o swoich prymitywnych fantazjach, które nikogo nie obchodzą, muzykę dostarcza w ilościach hurtowych i w rozmaitych formach wydawniczych, a gdzieś w międzyczasie koronuje się na Króla Nastolatków i uważa, że z tym tytułem przyjdzie mu przeżyć wieczność. To piękna i tragiczna iluzja, bo czas rzekomego władcy skończył się niemal tak szybko, jak się zaczął, a „Lil Boat 2” jest już tylko początkiem końca. I ten niezamierzony tragizm jest właśnie najwspanialszą rzeczą w opisywanym mikstejpie, który, choć wyprodukowany odrobinę mroczniej i ciekawiej od reszty twórczości Yachty’ego, jest niczym innym jak na odwal zamaskowaną powtórką z rozrywki. „Lil Boat 2” to odpowiednik kolejnego tomu jakiejś niszowej komiksowej serii, po której dobrze wiemy, czego się spodziewać. Wasza więc sprawa w tym, czy (tak jak ja) chcecie dać się temu fatalizmowi ponieść i beztrosko pogibać się do naprawdę sympatycznych light-trapowych numerów, czy powiedzieć „dość!” i przyspieszyć upadek niegdysiejszego króla. – P. Ćwikliński [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Talk to Me Nice”, „Self-made”, „Get Money Bros”, „66”