anna-von-hauswolff-dead-magic

Anna von Hausswolff – Dead Magic

Wytwórnia: City Slang
Gatunek: drone/eksperymentalny rock/darkwave
Długość: 47 min

Szwedka zaprasza na mroczny, gotycki, absolutnie porywający rytuał. Pierwsze parę minut otwierającego “The Truth, The Glow, The Fall” okazuje się nie wyznaczać kierunku, a jedynie powoli przygotowywać na magiczne doświadczenie w dalszej części. To przychodzi z fantastycznym “The Mysterious Vanishing of Electra”, prowadzonym przez marszowy rytm i dającym poczucie uczestniczenia w mistycznym, okultystycznym rytuale. Pełen pasji, potężny wokal von Hausswolff chwilami dosłownie wgniata w fotel. Zaraz po nim trafiamy na 16-minutowe monstrum, gdzie należy pogratulować produkcyjnej zręczności – drone’owa elektronika scala się z klasycznym instrumentarium tak naturalnie, że przestaje się zauważać granicę i odpływa wraz z nieśpiesznie odkrywającym się przed nami “Ugly and Vengeful”. Gdy w końcówce centralną pozycję zajmują jej trademarkowe organy, pozostaje już tylko zamknąć oczy i nie dać się wytrącić z transu. [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “The Mysterious Vanishing of Electra”, “Ugly and Vengeful”


superorganism-superorganismSuperorganism – Superorganism

Wytwórnia: Domino
Gatunek: indie/maximalist pop
Długość: 33 min

Przehajpowany, jednowymiarowy i na dłuższą metę męczący – taki jest debiutancki longplay tej przedziwnej, ośmioosobowej grupy. Dmuchany przez rok balonik oczekiwań – potwierdzane zresztą naprawdę świetnymi singlami – okazał się zdecydowanie przerośnięty. Szczególnie męcząca bywa niezdrowa niezdrowa fascynacja memiczno-internetowo-kolażową estetyką, która realizowana jest poprzez zapychanie każdego utworu dźwiękami Mario zbierającego monetę, otwieranej puszki i całej masy innych zaśmiecaczy. Wszystko to nie oznacza jednak, że self-titled międzynarodowego składu nie jest warty przesłuchania. Jeśli przeskoczymy pewne ograniczenia tego materiału, to w przedziale pozycji 1-6 znajdziemy parę naprawdę pysznych popowych sklejek. Spoiwem tej kalejdoskopowej, głośnej układanki jest apatyczny, zmęczony wokal Orono Noguchi, który zapewnia niezbędny kontrast dla rozbuchanej produkcji i nieustannie przeplatających się instrumentów. Pozostaje wierzyć, że przy następnej okazji te pulsujące, nieco przytłaczające kompozycje doczekają się większej różnorodności. Warto obserwować. [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “SPRORGNSM”, “Something For Your M.I.N.D.”, “Nobody Cares”


soccer-mommy-cleanSoccer Mommy – Clean

Wytwórnia: Fat Possum
Gatunek: indie pop/rock
Długość: 34 min

Dla młodej Sophie Allison nadszedł czas dużej próby – zeszłoroczny, niedoszlifowany Collection miał się okazać zarówno pożegnaniem z sypialnianym lo-fi, jak i powitaniem z dużą wytwórnią i pełnoprawnymi sesjami w studiu. Ta granica pokonywała już wielu dobrze zapowiadających się songwriterów, ale nie reprezentantkę Nashville, wspartą w zakresie produkcyjnym przez Gabe’a Waxa, który przykładał rękę do albumów The War on Drugs, Cassa McCombsa czy Speedy Ortiz. Jej naturalny dryg do stosunkowo prostych, ale chwytliwych melodii (Allison nie ukrywa zresztą fascynacji wczesną Taylor Swift) i przeważnie miękki, mglisty wokal nie zostały w żaden sposób stłamszone przez pełnowymiarowy zespół. Zachowanie “bandcampowego” charakteru pomogło uwiarygodnić nastoletni vibe i teksty niezmiennie orbitujące wokół burzliwej, młodzieńczej miłości, a także idących za tym poświęceń, bólu czy ekstatycznej, niezmąconej niczym radości. Widać jak na dłoni, że nie mamy do czynienia z jednostrzałowcem, a muzyczna przyszłość Soccer Mommy maluje się w bardzo jasnych barwach. [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “Scorpio Rising”, “Your Dog”, “Cool”