Wznawianie cyklu 22 stycznia wprost sugeruje mocno przedłużoną przerwę świąteczną, ale na swoje usprawiedliwienie mamy dosyć wyczerpujące podsumowanie zeszłego roku i ponowne odkrywanie pozycji, o których w kontekście tego podsumowania zapomnieliśmy. Ale – do worka 50 najlepszych nie zmieścisz wszystkiego, co fajne, więc czym prędzej spieszymy z prawie cotygodniowym cyklem prezentującym wydawnictwa krótko i długogrające, te z zeszłego piątku, te, które się nam spodobały. Oprócz niniejszego, przed nami 52 przynoszące dobrą muzykę piątki, startujemy.


hej

DJ JM – Cosa Nostra EP

Wytwórnia: Even The Strong
Gatunek: hard drum
Długość: 21 min

Kiedy pada pytanie o muzykę ciała, nie wypada nie odpowiedzieć hard drumem. W tym tygodniu najlepiej litewskim, bo mowa o rytmicznym popisie DJa JM. Nazwać Cosa Nostra materiałem precyzyjnym to chyba trochę za mało – w końcu zapanowanie nad taką liczbą narzędzi perkusyjnych do łatwych nie należy. Zdecydowana większość znanych publiczności miłośników rytmu nie operuje tak surowym groovem, a u JMa dodatkowo fascynuje to, jak instynktownie zdaje się go kreować. Bardzo dobra propozycja wschodniego undergroundu, w której każdy kolejny utwór wyprzedza poprzedni i skutecznie gwarantuje uczucie sytości.  – M. Staniszewska [Posłuchaj na Soundcloudzie]

Najlepsze utwory: tu naprawdę nie ma po co wybierać


hm

Rejjie Snow – Dear Annie: Vol. 1 EP

Wytwórnia: 300 Entertainment
Gatunek: rap
Długość: 15 minut

Rejjie Snow to połączenie elokwencji i niesłabnącego feelingu, który pozwala na konsekwentne kreowanie własnego brzmienia, szczerego i będącego namacalnym zaprzeczeniem jakiegokolwiek spięcia. Może to kwestia tego, że nagrania rapera zawsze zdawały się czerpać sporo z domowego vibe’u – imitowane ciepło czarnej płyty, sporo soulowych rozwiązań, miękki bas. A z drugiej strony pojawia się uliczność, która swoją tradycję znajduje również w jazzie; surowość sięga stonowanych w melorecytacji i już tak nie do końca w, hmm, semantyce wersów. Także trochę okraszonego wulgaryzmem mroku można się po tej próbce zapowiadanego-od-wieków longplaya spodziewać – Dear Annie w końcu nabiera realnych kształtów. „Africa was never so black, I know my dick is big/ Doggy-style and move and blow/ Rhythm in the fucking bones„.  – M. Staniszewska [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Egyptian Luvr”, „The Rain”


tune-yards-i-can-feel-you-creep-into-my-private-life

Tune-Yards – I Can Feel You Creep Into My Private Life

Wytwórnia: 4AD
Gatunek: art pop
Długość: 44 min

Mówisz Tune-Yards, myślisz Merrill Garbus. Tak było jeszcze do niedawna, ale wraz z nadejściem czwartego longplaya projekt wyewoluował z solowego w duet – Nate Brenner w końcu został oficjalnie doceniony, pozując dumnie do zdjęć promocyjnych. Ta z pozoru kosmetyczna zmiana okazuje się mieć bezpośrednie przełożenie na brzmienie. Basista najwyraźniej zwrócił uwagę na fakt, że fascynacja body-paintingiem i momentami dość ekstrawaganckie podejście nie pozwalały Merrill opuścić szufladki dla muzycznych freaków. Brzmieniowe przesunięcie jest tu wyraźnie odczuwalne, produkcja nie nosi już znamion lo-fi, a w krwiobiegu ICFYCIMPL krąży dużo więcej tanecznych rytmów i wiecznie żywej synthowej fascynacji latami 80. Na szczęście w tym wszystkim nie zagubił się eksperymentalny, żywiołowy duch tego projektu, którego liderka dodatkowo wskoczyła w buty woman on a mission i z niesłabnącą energią walczy z rasizmem i ksenofobią. Obiecująca korekta kursu. – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Heart Attack”, „Hammer”, „Home”