charlotte-pr-1504814634-compressedCharlotte Gainsbourg – Rest

Wytwórnia: Because Music
Gatunek: pop
Długość: 48 min

Zanim przyszło mi zapoznać się z całością Rest, byłem nastawiony na to, że Charlotte przygotowała kolejne, niezłe nagrania, jak zawsze delikatnie balansujące na granicy pretensjonalności. Pierwszy kontakt z materiałem właściwie niewiele zmienił. Na tle rozmytej całości wybijało się świetne i bujające „Deadly Valentine”, a także wybitnie nużące „Lying With You” i „Rest”. Właściwie od razu po odsłuchu byłem w stanie z miejsca wykreślić album z pamięci. Na szczęście nic takiego się nie stało, i zdecydowałem, że dam mu kolejną szansę. Chciałem tylko utwierdzić się w swoich przekonaniach, zrobić to pro forma. Dziś nie wiem, czy byłem w pełni władz umysłowych, bo przy drugim, trzecim i kolejnych odsłuchaniach zdawało mi się, że mam do czynienia z całkiem innym projektem. Teraz wcześniej pogardzane numery zdają się być na swoim miejscu, spełniać pewną rolę i współgrać z niewątpliwie genialnymi momentami jak „I’m a Lie”, „Songbird in a Cage” oraz „Les oxalis”. To idealnie popowy materiał skomponowany w duchu lat 90-tych. Słodko-gorzki, zagubiony i pozorny. – M. Rypel [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Songbird in a Cage”, „Sylvia Says”, „Les oxalis”


king-gizzard-polygondwanalandKing Gizzard & The Lizard Wizard – Polygondwanaland

Wytwórnia: Heavenly Recordings
Gatunek: rock psychodeliczny
Długość: 43 min

Nie byłem do końca przekonany do wydania pięciu albumów w ciągu 12 miesięcy (i nadal nie do końca jestem, bo podejrzewam, że w ich miejsce moglibyśmy otrzymać jeden-dwa znakomite), ale po 4/5 drogi trzeba Australijczykom oddać, że przebrnęli ten maraton bez większych wpadek. Jasne, przy Murder of the UniverseSketches of Brunswick East nieco zaczynało brakować pary. Jasne, albumy te nie zostawiały po sobie wyraźnego śladu, poza pojedycznymi utworami. Jasne jest też jednak, że King Gizzard skutecznie odwrócili ten trend. Polygondwanaland najbliżej do wydanego w 2016 roku Nonagon Infinity, zarówno pod względem jakości, jak i brzmienia. Zaczyna się prawdziwym zasysaczem, progresywną psych-petardą o hipnotycznej mocy – singlowy „Crumbling Castle” to z miejsca jeden z moich faworytów w ich dorobku. Nieco mniej fajerwerków znajdujemy w zamykającym całość „The Fourth Colour”, ale to też bardzo satysfakcjonująca psych-rockowa przejażdżka. Wielkie propsy również za sposób „wydania”, więcej przeczytacie tutaj. – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Crumbling Castle”, „Deserted Dunes Welcome Weary Feet”, „The Fourth Colour”


baths-romaplasmBaths – Romaplasm

Wytwórnia: anticon.
Gatunek: glitch pop
Długość: 47 min

Z dość powściągliwego podejścia Willa Wiesenfelda w zasadzie niewiele już zostało. Jego nowe pomysły brzmią, jakby zrzucił z siebie ciężkie kajdany i wydobył ze swojej głowy wszystkie dźwięki, które przez lata nie mogły się wydostać. Odważne, wielowarstwowe konstrukcje i momentami nienaturalnie wysokie tempo bardzo służą snutej przez Bathsa opowieści. W zasadzie nie dotyka ona żadnych wyjątkowych motywów, przewijają się przyziemne życiowe kwestie – imprezy, dorastanie, relacje z przyjaciółmi, zmiany w otoczeniu. Cała zabawa polega na tym, że Will dość często „wysyła je” do alternatywnej, fantazyjnej rzeczywistości, odzierając je tym samym z nudnej normalności. Jeśli macie ochotę na odrobinę oderwanego, ludycznego songwritingu, to koniecznie sprawdźcie jego wizję. – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Adam Copies”, „Yeoman”, „Broadback”