protomartyr Protomartyr – Relatives in Descent

Wytwórnia: Domino
Gatunek: post-punk
Długość: 43 min

Przenosiny Protomartyr do Domino po przygodach z mniejszymi labelami zostały znakomicie zaakcentowane – najlepszym albumem w dorobku zespołu. Relatives in Descent prezentuje zespół w wersji 2.0, nie tylko czerpiący garściami z producenckich umiejętności Sonny’ego DiPerri, ale też zbudowany zebranym doświadczeniem i brzmiący dużo pewniej. Instrumentalnie imponuje przede wszystkim perkusja Alexa Leonarda, piekielnie precyzyjna i rytmiczna, ale najjaśniej świeci gwiazda Joe Caseya, który przez lata zapracował na status frontmana z krwi i kości. Dominuje on każdy utwór swoją charyzmą i niepodrabialną umiejętnością kreowania upiornej i hipnotyzującej atmosfery. W tym przypadku opiera się ona na motywach nakreślonych przez single – rozwścieczeniu aktualną sytuacją polityczno-społeczną, brakiem liderów zdolnych do podejmowania niepopularnych decyzji, krótkowzrocznością, rozczarowaniu spuścizną, na której będą budować kolejne pokolenia i refleksją na temat przemijania generacji. Dojrzały, przemyślany projekt grupy, której prawdziwy potencjał jest dopiero uwalniany – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Half Sister”, „A Private Understanding”, „My Children”


four-tetFour Tet – New Energy

Wytwórnia: Text Records
Gatunek: ambient house
Długość: 56 min

Kilkuletnia stagnacja kreatywna Kierana Hebdena została mistrzowsko odcięta w zeszłym roku za sprawą Morning / Evening i poszedł on za ciosem, przekuwając okres zwiększonej aktywności w kolejny LP. Czy tytuł New Energy znajduje przełożenie w jego brzmieniu? Tak i nie, bo wyraźna ewolucja jest rozsądnie budowana na wcześniejszym dorobku, a Four Tet podobnie dużo uwagi poświęca cięciu, przekształcaniu i kreatywnemu wykorzystaniu różnorodnych sampli. Znajomo ciepłe, miękkie brzmienie ma też warstwa perkusyjna, właściwie już od Rounds będąca jego znakiem rozpoznawczym. Wspomniana nowa energia przejawia się głównie w niemal całkowitemu odcięciu parkietowych inklinacji i skupieniu na medytacyjnym, ambientalnym charakterze, dodatkowo podbijanym silną jak nigdy inspiracją producenta muzyką świata, przede wszystkim arabską i indiańską. Całość urzeka niezwykłą lekkością, nie stroniąc przy tym od całej masy subtelnych ornamentów. Kieran dodał właśnie ostatni filar, kompletując swoją wielką trójcę – Rounds, There Is Love in You i właśnie New Energy – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Planet”, „Lush”, „Daugther”


bejniBenjamin Clementine – I Tell a Fly

Wytwórnia: Virgin EMI
Gatunek: art pop
Długość: 45 min

Kto wcześniej słuchał Bena C. ten wie, jak bardzo retro poetycki i elegancki potrafi być. Na polu muzyki popularnej jest postacią, którą trudno przeoczyć, niezależnie czy lubi się podobne klimaty, czy nie. Dla mnie jego najnowszy projekt jest dobrze rozegranym pociągnięciem wcześniej prezentowanej stylistyki. Większość z nas zdaje się często doceniać porządnie rozegrane sequele kontynuujące wielkość swoich poprzedników. Podobnie jest i w tym wypadku. Poza tą jaśniejącą cechą, I Tell a Fly nosi również skromne znamiona eksperymentów, pozwalających fanom artysty jednocześnie poczuć związek najnowszego materiału z poprzednimi nagraniami i odszukać w dziełach Clementine’a inny, budzący emocje pierwiastek. Słychać to świetnie przy okazji nietypowo zbudowanego „Phantom of Aleppoville” czy rytmicznie pokiereszowanego „One Awkward Fish”. Warto nadmienić również, że album ten jest skomponowany nad wyraz spójnie, co dodatkowo uprzyjemnia przyswajanie go jako całości. – M. Rypel [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Better Sorry Than a Safe”, „Jupiter”, „One Awkward Fish”


ibeyi-ashIbeyi – Ash

Wytwórnia: XL Recordings
Gatunek: neo-R&B, experimental
Długość: 39 min

Najnowszy album sióstr Diaz nie jest materiałem któremu niczego nie brakuje  – materiałem bezbłędnym i wkraczającym w wydawniczy świat z gwarancją miejsca w ogólnoświatowych czołówkach. Nie jest i z jednej strony to… bardzo dobrze – Ash to gra złości wyrażonej w subtelności, muzycznych tradycji i nowych technologii, Ash to zarówno momenty pełne silnie oddziałującego na słuchacza peruwiańskiego klimatu, jak i momenty bledsze, podatne na zapomnienie na tle całości, Ash to artystyczna odsłona feminizmu (cudowne „”No Man Is Big Enough for My Arms”). W końcu – Ash to nieokreślona przez żadne ramy kobiecość, zmysłowość, protest, trud i wiara w siebie, w których nic nie brzmi tak, jakby było robione na siłę. To danie upustu czemuś, co w artyście tkwi, a to coś nie zawsze musi być idealne. Przez dobór środków wyrazu, unikalny wokal i dekonstrukcję struktur R&B Ibeyi nie porywają, jak to przy głośnych dziełach była. Tutaj strategia jest inna; od pierwszych sekund intra wiadomym jest, że mamy do czynienia z zaproszeniem, które bardzo łatwo odrzucić – skonstruowany świat momentami brzmi na zbyt spokojny. Jednak podróż przez Ash – do tego niejednokrotna – to jak najbardziej gra warta świeczki. – M. Staniszewska [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Deathless”, „No Man Is Big Enough for My Arms”