4_your_eyes_onlyJ. Cole – 4 Your Eyez Only

Wytwórnia: Dreamville/Roc Nation/Interscope
Gatunek: rap
Długość: 44:32

Czwarty album w dyskografii J. Cole’a nie doświadczył nadmiernego przedpremierowego rozgłosu – został opublikowany tydzień po oficjalnej zapowiedzi, a oba single, które przez chwilę wydawały się wydawnictwo promować – “False Prophets” i “Everybody Dies” – nie znalazły się na trackliście 4 Your Eyez Only.  Nie zmienia to faktu, że fani zarówno rapera, jak i sceny hip-hopowej w ogóle, otrzymali stonowany spójny materiał, idealnie wpisujący się w “klimat niedzielnego popołudnia” – może to zasługa melodyjnego flow Cole’a, może świetnej produkcji i warstwy instrumentalnej wykorzystującej całą gamę żywych instrumentów, na czele z pianinem i skrzypcami.  Aspekt liryczny nie jest czymś, co zaskakuje – mamy tu mieszankę strachu, oceny sytuacji politycznej w Stanach, miłosnego tryptyku i krytyki sławy: “Fuck the fame and the fortune – well, maybe not the fortune / But one thing is for sure though, the fame is exhausting”, słyszymy w “Neighbors”. Prostota tematów nie przekłada się jednak na samą konstrukcję tekstu; Cole jak zwykle czaruje mocnymi, chwytliwymi wersami, trafiającymi w sedno aktualnie poruszanej problematyki – “Eyes wide that’s from the power that the coward feels/ Niggas die over bitches disrespecting dollar bills/ Bloodshed that turned the city to a battlefield/ I call it poison, you call it real” (“Change”). 4 Your Eyez Only wydaje się przedstawiać ścieżkę dążenia do swego rodzaju spokoju ducha – ten finalnie dominuje odbiór albumu, czynią z niego jedno z najbardziej błogich wydawnictw tego roku.  – Magda

ab-soul-dwtwAb-Soul – Do What Thou Wilt.

Wytwórnia: Top Dawg Entertainment
Gatunek: rap
Długość 76:57

Dotychczasowa kariera Ab-Soula miała dość zastanawiający przebieg. Członek Top Dawg Entertainment pozostawał w cieniu postaci o większych nazwiskach, a w przebiciu się do świadomości odbiorców na pewno nie pomogła eksplozja popularności Kendricka Lamara i Schoolboya Q. Soulo pozostawał na bocznym torze, jednak regularnie prezentując nam naprawdę solidne propozycje, które zachwycały przede wszystkim zręczną grą słów. Los figlarz sprawił, że premiera Do What Thou Wilt. zbiegła się z… dniem publikacji nowego dzieła bardziej rozpoznawalnego J. Cole’a. Niech to jednak nie uśpi Waszej czujności, bo Soulo stworzył być może najlepszy rap album grudnia. Jego czwarty longplay to spójna, przemyślana koncepcja (cecha wspólna większości płyt sygnowanych przez TDE), jak zwykle opierająca się na doskonałych tekstach. DWTW. to liryczny labirynt, składający się z mnóstwa korytarzy i nieoczekiwanych nawiązań, opierający narrację na tematyce religijnej, seksizmie czy zamiłowaniu do narkotycznych wizji, a wszystko to podlane sporą dawką charakterystycznego dla Stevensa absurdu. Nie zabrakło też nawiązania do małej wojny podjazdowej, której w stosunku do Lamara na początku roku dopuścił się Jay Electronica:

I was like a swami of Jay Electronica until he figured
Dizzle wouldn’t admit that he would body him for a milli
I told Kenny keep quiet, I’ma get him
We don’t need dirt on your hands getting the key to the city
You feel me?
Hurts when your OG, who is supposed to be a G-O-D
Is standing next to King Kunta feeling like Toby

Myślę, że nie będzie przesadą uznać, że Do What Thou Wilt. to najlepsza rzecz, jaka pojawiła się w obozie TDE od premiery To Pimp a Butterfly, a trudno chyba o lepszy komplement. – Mateusz

fireplacecoverhbHodgy – Fireplace: TheNotTheOtherSide

Wytwórnia: Odd Future
Gatunek: rap
Długość: 38 min

California zyskała kolejny powód do dumy. Mowa o Hodgym, znanym wcześniej jako Hodgy Beats. 26-latek z Pasadeny, kojarzony do tej pory wyłącznie z popularnym kolektywem artystycznym Odd Future, wydał właśnie swój solowy, pełnowymiarowy debiut w postaci  Fireplace. Odezwało się doświadczenie zdobyte przy okazji współpracy z Left Brainem przy projekcie MellowHype oraz później przy MellowHigh (gdzie do chłopaków dołączył Domo Genesis), bo nowy krążek Amerykanina to powiew świeżości w obozie OF. Warto zaznaczyć, że Hodgy to nie tylko raper, ale i producent, zatem mamy do czynienia z materiałem w dużej mierze autorskim, spójnym i co najważniejsze, bardzo świadomym. Obok klasycznych rozwiązań pachnących latami 80-tymi i jazzowym duchem, artysta pokusił się o kilka spokojniejszych momentów czerpiących z soulu i r&b. Beaty nierzadko wykorzystują czarujące sample, a to właśnie dzięki temu mamy wrażenie obcować z czymś specjalnym, może trochę wymagającym. Młodziakowi udało się również zaprosić do współpracy dwóch starszych kolegów po fachu. Swoich wersów i głosów użyczył nie byle kto, bo Busta Rhymes i Lil Wayne, wnosząc do materiału nieco klasy, na co dowodem może byś właśnie technicznie boskie “Final Hour”, gdzie swoją część Busta dosłownie rozsadził. Suma sumarum, obok debiutu Hodgy’ego po prostu nie da się przejść obojętnie. – Michał