jlin_blackorigami_coverJlin – Black Origami

Wytwórnia: Planet Mu
Gatunek: experimental
Długość: 44 min

 „Origami to sztuka zaginania papieru, przetwarzania go w piękne, skomplikowane projekty – właśnie tym jest dla mnie komponowanie muzyki, po prostu kartkę zastępuję dźwiękiem”

Są albumy, o których pisze się niezwykle trudno – poszczególne słowa zdają się nieodpowiednie albo niewystarczające, a konstruktywność ucieka przez palce. Tym razem problem dotyczy Black Origami, materiału kompletnego, modernistycznego i niezwykle inspirującego. Jlin przekazuje artystyczną kreację, której „podstawa leży w pięknie ciemności i czerni”, kreację nawiązującą niezwykle sprawny dialog z tańcem, tym samym wypełniającą główne założenie footworku, choć sam album od footworku odbiega na tyle daleko, że możemy porzucić tę, niegdyś istniejącą, metkę. Producentkę postrzegano jako złote dziecko tego gatunku – w swojej twórczości wprawdzie odnosi się do takich legend jak RP Boo czy DJ Rashad, jednak jej interpretacja – nawet jeśli w pewnych częściach – juke’owych struktur zawiera potężny pierwiastek oryginalności. Na tyle duży, że na spokojnie możemy mówić o unikalnym eksperymencie. Nie do końca (chociaż również) płynącym z rozwiązań producenckich – bardziej z chaotycznych szybkich emocji rodzących się bezpośrednio w psychice artystki. Pomimo rytmicznego zagęszczenia utwory na Black Origami to niekończąca się przestrzeń, z plemiennym klimatem, miejscami wojskową regularnością i tłamszącą eskalacją energii. Nie mogę przestać zdumiewać się potencjałem, jaki leży w tak wszechstronnym artystycznym umyśle – płynący z surowości, miejskości i brudu, łączący pierwotność i modernizm, a w końcu niezwykle precyzyjny w kreowaniu chaosu. – M. Stainszewska [Posłuchaj w Spotify]


alex-g-rocket(Sandy) Alex G – Rocket

Wytwórnia: Domino Records
Gatunek: indie pop
Długość: 41 min

“To się kocha albo nienawidzi” – ten wysłużony frazes po odchudzeniu do wersji light można w zasadzie odnieść do nowego dzieła Giannascoliego. Faktem dość neutralnym jest to, że Alex podpina się pod całą gromadę undergroundowych, bandcampowych songwriterów, którzy postanowili z medialnym hukiem dołączyć do dużego labelu, nawet jeśli pełny efekt uda mu się osiągnąć na wysokości drugiej próby (bo trudno o tym mówić w przypadku, skądinąd bardzo dobrego, Beach Music). Zazwyczaj zaczyna się od złych wieści, więc tak zrobimy i tym razem – “znienawidzić” można go, jeśli preferuje się bardziej klasyczne, konserwatywne podejście do konstrukcji albumu i jego spójności, bo Rocket to dość szalona jazda, podczas której autor kilkukrotnie zmienia zasady gry. Ten sam element może jednak otwierać listę powodów do pokochania. Zalatujące AnCo “Witch” czy hałaśliwe, napędzane głównie perkusją “Brick” stoją tu ramię w ramię z wyjętym prosto z ogniskowej popijawy “Bobby”, tworząc satysfakcjonujący dowód wszechstronności i ogromnego talentu Alexa G, na który już jakiś czas temu zwracał choćby Toro y Moi. Najważniejsze jest to, że udaje mu się ten potencjał przekształcić w po prostu świetne piosenki, których na Rocket nie brakuje. – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: “Proud”, “Brick”, “Sportstar”


58cfd0b948f99Aldous Harding – Party

Wytwórnia: 4AD
Gatunek: alternative pop
Długość: 38 min

Drugi longplay w karierze młodej Nowozelandki przynosi przede wszystkim wiele ukojenia. Nie wpadajmy jednak w przesadną metafizykę czy psychologię. Party to, wbrew tytułowi, bardzo stonowany materiał, który daje szansę na mały detoks od hałasu i pośpiechu. Dużo w nim napięcia, tego z gatunku teatralnych emocji. To one są faktycznie domeną artystki, która samym głosem potrafi poruszać na bardzo wiele sposobów. To ten przypadek, w którym bezwiednie kiwamy głową potakująco, myśląc „kawał talentu”. Jestem pewien, że piosenki Aldous Harring nie są przeznaczone, by były odtwarzane. Brzmią tak, jakby chciały się wydostać z odtwarzacza, dosłownie zaistnieć przede mną i wciągnąć mnie w pewien wir wrażeń. Co do emocji – Aldous nie szczędzi ich, choć jest w tym dojrzała, ostrożna. Finalnie udało jej się nagrać album nieprzeładowany, który zostanie z wami na dłużej i będzie swoje zalety ujawniał stopniowo. – M. Rypel [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Party”, „What If Birds Aren’t Singing They’re Screaming”


Wyróżnienia:

15909750Piotr Bejnar – Album

Wytwórnia: Otake Records
Gatunek: elektronika
Długość: 50 min

Jeżeli nie macie pomysłu, czym zająć się przez najbliższe kilka tygodni, to Album może być pewnym rozwiązaniem tego problemu. Posłuchacie raz i będziecie chcieli więcej. Po co? Żeby go odkrywać na nowo, żeby rozumieć więcej – poprzednie wrażenia zamiatać pod dywan i przyjmować kolejne. To ogromna skarbnica doświadczeń estetycznych – od tanecznych wycieczek klubowych, w końcu Bejnar o tym fachu wie sporo, po bardzo awangardowe konstrukcje, mocniej powyginane, lecz znacznie bardziej satysfakcjonujące. Ja lubię czuć charakter twórcy w jego dziełach. To, że za każdym dźwiękiem stoi jeden człowiek. W związku z tym, najnowszy krążek założyciela Otake Records jest prawdziwą gratką. – M. Rypel [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Kobietki”, „Bagieta”