W serii Zeszły Piątek zawsze staramy się łączyć najlepszy mainstream z najciekawszymi propozycjami muzycznego podziemia. Nie oferujemy rozbudowanych recenzji, idąc w stronę zajawek mających zachęcić do samodzielnego sprawdzenia materiału. W tym tygodniu zestaw wyjątkowy: od absolutnego faworyta pod postacią Kendricka Lamara po gqomowe wycieczki Nan Kole’a.

daamnKendrick Lamar – DAMN.

Wytwórnia: Top Dawg Entertainment
Gatunek: rap
Długość: 55 min

Chce się rzec: umarł król, niech żyje król. Z tym, że nowego monarchy na szczęście nie ma, a Kendrick Lamar i umarł, i żyje. Uśmiercił się sam, ale na albumie, co wywołało nieco pokręconą teorię o niedzielnym zmartwychwstaniu (w czym pomogło porównanie się do Jezusa)  – jak widać, dwóch wydawnictw brak, jednak nic nie szkodzi. Damn. jak najbardziej wystarczy, zarówno do pobieżnej rozrywki, jak i samodzielnego szukania licznych kulturowych analogii, metafor i produkcyjnych smaczków. Radzimy bez zbędnego zastanowienia sięgnąć po drugą z opcji: znajdziecie zaskakujący, zwieńczony juke’owymi elementami popis Mike Will Made It w otwierającej petardzie pod postacią “DNA”, wrażenie błogiego odpływania prowokowane przez “Pride” czy też soulowy dryf na genialnym “Fear”, przywodzący na myśl legendy takie jak Marvin Gaye. Damn. nie przebija To Pimp A Butterfly, ale spróbujmy realnie ocenić szanse takiego scenariusza – TPAB stało się majstersztykiem, dzięki któremu Lamar wyniósł swoją twórczość wysoko ponad aspekt stricte muzyczny. Jego kolejne kroki – w tym ostatnie wydawnictwo – umacniają zasłużoną pozycję rapowego (i nie tylko) głosu czarnej Ameryki i jak na razie nie muszą przekraczać kolejnych granic. Wystarczy, jeśli nasze możliwości poznania pozwolą się zbliżyć do tych już wyznaczonych. “Loyalty, got royalty inside my DNA”, Lamar po raz kolejny celebruje swoje pochodzenie, a my kręcimy nosem tylko w nielicznych momentach. – M. Staniszewska [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „D.N.A.”, „Pride”, „Fear”, „Duckworth”

actressActress – AZD

Wytwórnia: Ninja Tune
Gatunek: electronic
Długość: 55 min

Actress postanowił zdekonstruować parkietowe struktury, serwując coś, co w recenzji dla portalu The Guardian Alexis Petridis określił mianem introwertycznego spojrzenia na muzykę taneczną. Trudno jest i nie zgodzić się z jego słowami, i znaleźć takie, które okażą się bardziej adekwatne; AZD to podróż pełna przedziwnych zakamarków, przemyślane przeniesienie emocji z punktu A do punktu B – przez zazębiające się ze sobą afrofuturyzm i pierwotne klimatyczne techno. Cunningham nie oczekuje od słuchacza natychmiastowego zaakceptowania jego wizji, a w narracji zawiera szatański pierwiastek kusicielstwa. Najbardziej pociągającym zdaje się być samo zjawisko sukcesywnego odkrywania materiału zawartego na AZD – porozkładane po całej długości konsekwencje przeróżnych inspiracji i ciągłe oscylowanie wokół budującej niesamowitą atmosferę mizantropii. Bez ambientowych przestrzeni, bo surrealistyczna muzyka Actressa najlepiej sprawdza się w zamkniętym intymnym obiegu.

Taka ciekawostka: Przed premierą otrzymaliśmy więcej niż jeden singiel – jeszcze przed “X22RME” Ninja Tune wydało dwie limitowane kasety – DIAL 666 8100 z utworem “UBER SPLIFF TO GATWICK” oraz THAT KGNIHTSBRIDGE OG z “ZENO’S PARADOX”. Wydawnictwa nie cieszyły się zbyt dużą popularnością, choć w mediach pojawiały się opinie, że pod tajemniczymi nazwami kryje się nie kto inny jak Actress, na co wskazywało charakterystyczne brzmienie kompozycji. Przypuszczenia potwierdziły się w dniu premiery, albumowe odpowiedniki wspomnianych utworów to, kolejno, “RUNNER” i “VISA” (które równocześnie są jednymi z najciekawszych punktów materiału). – M. Staniszewska [Posłuchaj w Spotify]

805a883c078669a8646e6c209cc476ba-620x626x1

Fionn Regan – The Meetings of the Waters

Wytwórnia: Abbey Records
Gatunek: folk
Długość: 41 min

Jeżeli zmieniając znacznie swój styl i odchodząc od charakterystycznego dla siebie brzmienia, na eksperymentalnym 22, A Million Justin Vernon nadal odwoływał się do postaci folkowego artysty, jakim jest Fionn Regan, to w muzyce Irlandczyka musi drzemać coś wyjątkowego. Nie dajmy się jednak zwieść – nie ma postaci jednowymiarowych i tak jak ostatnio Bon Iver, tak i wyspiarski solista pokazuje więcej, niż moglibyśmy się spodziewać. Jego nowy album to, w uproszczeniu, medytacja z której co jakiś czas ktoś nas wyciąga. Doznanie pobudzające, ale także sprawiające kłopot. W stan spokoju wciąga nas już od pierwszych dźwięków tytułowe „The Meetings of the Waters”, co podtrzymują również dwie późniejsze pozycje. Zastane wizje kierują nas w stronę sielanki i naturalnego spokoju, gdy nagle rozpoczyna się wichura w postaci „Cape of Diamonds”. Chwilę oddechu mamy przy dźwiękach „Book of the Moon”, ale nie trwa ona długo, bo ni stąd ni zowąd nawiedzani jesteśmy przez rockową burzę przesterów pod przewrotną (zapewne mrugnięcie okiem do fanów Kate Bush) nazwą „Babushka-Yai Ya”. Kolejne pozycje, na czele z ciekawym obrazem pt. „Euphoria”, to cisza, w jakiej pozostawiła nas niedawna eksplozja. Lekką stopą dochodzimy aż do zwieńczenia – trwającego 12 minut „Tsuneni Ai”, dzięki któremu, jeżeli tylko zechcemy, osiągniemy poszukiwane ukojenie. Może Fionn powinien częściej myśleć o ambiencie… – M. Rypel [Posłuchaj w Spotify]

Najlepsze utwory: „Euphoria”, „Tsuneni Ai”

Wyróżnienie:

nan-koleNan Kolè – Malumz EP

Wytwórnia: Black Acre
Gatunek: gqom
Długość: 21 min

Po kilku latach intensywnego promowania nurtu jakim jest gqom, Nan Kole sam postanowił spróbować swoich sił w produkcji afrykańskiego broken beatu. “Malumz (Tribute to Gqom Oh!)”, mówi tytuł jednego z dwóch autorskich utworów, tym samym odwołując się do labelu powstałego z inicjatywy Cucchiego. Jego interpretacja gatunku zdaje się być cieplejsza – nie imituje plemienności w proporcjach 1:1. Chłodny automat perkusyjny zestawia z bardziej miękkimi partiami basu, finalnie tworząc kompozycje idealne w swojej kategorii – to ukłon w stronę uwielbianej przez Nana sceny, pozbawiony elementów muzycznej atrapy. Druga część EP-ki to z kolei remixy oferujące niepodrabialne brzmienie z Durbanu, sprezentowane przez przedstawicieli Ghom Oh!, Citzen Boya i Formation Boyz. – M. Staniszewska [Posłuchaj w Spotify]

Najlepszy utwór: „Bayefal”