Zeszły Piątek to cykliczne autorskie zestawienie, w którym przedstawiamy najlepsze premiery ostatniego tygodnia.

charli-xcx

Charli XCX – Number 1 Angel

Wytwórnia: Asylum
Gatunek: electropop
Długość: 37 min

Charli XCX wspina się na popowe wyżyny. Opublikowany trochę znienacka Number 1 Angel z jednej strony może być przedsmakiem tego, co usłyszymy na jej nadchodzącym longplayu, z drugiej to niezobowiązujący i wyraźny zwrot w stronę eksperymentu i przełamywania konwenansów. Aitchison stworzyła materiał post-popowy, miejscami zahaczający o hip-hop, z wieloma futurystycznymi elementami nawiązującymi do japońskiej muzyki współczesnej – tutaj bez cienia wątpliwości na pierwszy plan wybija się fantastyczna produkcja, m.in. od znanego z zamiłowania do syntezatora i wysokich wokali SOPHIE. Najlepszym owocem współpracy tej dwójki jest „Roll With Me”, bubble-popowa, przesłodzona zabawa kiczem. Kolejnymi istotnymi elementami układanki są przedstawiciele PC Music: A. G. Cook, przodownik dekonstrukcji mainstreamowych struktur i wypełniania ich melodiami zbudowanymi w oparciu o detale (hook w otwierającym „Dreamer”!) oraz Danny L Harle, fan muzycznego konwencjonalizmu i dźwięków na modłę soundtracków gier video z lat 90. Dodajmy do tego komercyjno-hitowe predyspozycje scenicznej osobowości XCX i świetny dobór gościnnych artystów – powracająca po 6 latach absencji Uffie, electro popowa diva MØ, raperka cupcakKe czy młode nazwisko sceny R&B, Abra. Number 1 Angel to zabawa, stworzona bez oczekiwań, bez konkretnych wymagań, miejscami leniwa, miejscami przekoloryzowana, również lirycznie. To także brzmienie, w kierunku którego zdaje się podążać współczesna muzyka popowa – mocno zelektryzowane, efektowne i godzące się z nierzadko banalnymi tekstami. – M. Staniszewska [Posłuchaj w Spotify]

magnetic-fieldsThe Magnetic Fields – 50 Song Memoir

Wytwórnia: Nonesuch
Gatunek: indie pop
Długość: 2 godz. 30 min

Ze wszystkich sposobów na celebracje swojego półwiecza Stephen Meritt wybrał najlepszą drogę do tego, aby cały artystyczny, a właściwie też i życiowy dorobek utrwalić na co najmniej kolejne 50 lat. 50 Songs Memoir to potężne, 150 minutowe wydawnictwo będące prawdziwym pomnikiem, dokumentalną spowiedzią lidera The Magnetic Fields. 50 utworów, chronologicznie ukazujących każdy rok życia artysty, pokazuje całą drogę, jakiej do tej pory doświadczył; począwszy od niełatwego dzieciństwa, przez trudy dorastania w Nowym Jorku, aż po osiągnięcie spokoju świadomości w piątej dekadzie swojego życia. Opowiadana tu historia nie kończy się jednak na samym Merittcie. Równolegle z autobiograficzną nicią snuje się opowieść najnowszej historii kultury i świata w ogóle. Autor w błyskotliwy sposób żongluje stylistyką, puszczając oko do każdej muzycznej mody, którą sam przez lata, siłą rzeczy nasiąkał. Płynnie zamienia więc dziecięce ukulele na buntownicze gitary, które w zależności od okresu osadza w towarzystwie przybrudzonych harmonijek, prostych syntezatorów czy popowych aranżacji z przełomu wieków.

Niewątpliwe opus magnum Meritta dopełnia jeszcze dodawany do fizycznej wersji płyty potężny wywiad rzeka i fakt, że muzyk sam nagrał na ten album ścieżki ponad 100 różnych instrumentów. Mając jeszcze w pamięci równie opasłe, ale i merytorycznie dobre 69 Love Songs sprzed 18 lat, zupełnie szczerze ciekaw jestem, co Stephen zafunduje nam na swoją szcześćdziesiątkę. – I. Knapczyk [Posłuchaj w Spotify]

jay-som-everybody-worksJay Som – Everybody Works

Wytwórnia: Polyvinyl/Double Denim
Gatunek: indie rock/pop
Długość: 35 min

Trudno stwierdzić w jakim stopniu jest to wina rozczarowania aktualną formą Jamesa Mercera i jego kompanii weteranów z The Shins, a na ile niepodważalnej jakości debiutu Jay Som, ale obok The Magnetic Fields, to właśnie młoda artystka z San Francisco w tym tygodniu skupiła na sobie uwagę wyznawców indie. Melina już w zeszłym roku wzięła scenę szturmem, publikując generujący spore oczekiwania Turn Into, który momentami był jednak zbyt szkicowy. Te pełniejsze, bardziej przemyślane utwory (notabene nagrywane praktycznie w tym samym czasie) zostały złożone w Everybody Works.

Imponujący fakt: pełnoprawny debiut Meliny Dutarte został w całości nagrany i wyprodukowany w jej domowym studiu; dodatkowo zagrała ona na każdym instrumencie. Nie ma tu jednak mowy o sypialnianej jakości nagrań w starym stylu, wręcz przeciwnie – już przy pierwszym odsłuchu uderza to, ile czasu i uwagi poświęciła ona produkcji i zadbaniu o każdy detal tej zręcznej układanki. Dzięki temu każda brzmieniowa wizja mieszkanki Bay Area tak dobrze komponuje się z pozostałymi, co nie jest proste do osiągnięcia, kiedy rozpiętość jej pomysłów sięga od dziewczęcego popu, przez nieśpieszne R&B i indie rocka, aż po shoegaze’owo-dream popowe naleciałości. Wszystko to służy snuciu całkiem błyskotliwej opowieści o momentami podgryzanej wątpliwościami, ale jednak trwającej wierze w opłacalność ciężkiej pracy. Właściwie jedyną łyżką dziegciu można określić niekoniecznie przykuwający uwagę, mało wyrazisty wokal Meliny, co nie zmienia tego, że najpewniej obserwujemy właśnie wybuch songwriterskiego talentu dużego kalibru. – M. Drohobycki [Posłuchaj w Spotify]