Tegoroczny Halfway Festival w Białymstoku był świetną okazją do tego, żeby odpocząć i cieszyć się muzyką bez presji, pośpiechu czy przeładowania głowy nadmiarem muzyki. Jednocześnie było to idealne miejsce na pierwszy w Polsce występ Angel Olsen i jej zespołu. Ten właśnie koncert zamykał ostatni dzień podlaskiej imprezy, tym samym pozostawiając publiczność z niezwykłym ostatnim wspomnieniem z amfiteatru Filharmonii Podlaskiej. My, poza obrazami z koncertu, wyjechaliśmy z Białegostoku ze wspomnieniem wywiadu przeprowadzonego z samą Angel.

Amerykanka krzątała się po garderobie; wydawała się lekko poddenerwowana, pewnie przez kaszel, który ewidentnie jej dokuczał i stawiał dyspozycję artystki pod znakiem zapytania. Mimo początkowej niepewności i rozproszenia, z każdym kolejnym zdaniem Angel wydawała się bardziej i bardziej uważna i zdecydowana. Dzieliła się z nami nie tylko refleksjami związanymi ze swoją osobą i karierą, ale także ze środowiskiem artystycznym oraz z rolą, jaką pełnią twórcy w społeczeństwie.

znaczek

Szymon Baczyński: Skorzystałaś z okazji żeby zobaczyć chociaż kawałek miasta?

Angel Olsen: Tak, Oliwia nas oprowadzała. Mamy za sobą cudowny dzień.

S: Bo wiesz, Białystok jest mały i cichy, a Halfway Festival jest w zasadzie taki sam.

Na to się zanosiło. Nigdy wcześniej tu nie byłam i zorientowałam się, że ktoś usilnie próbował zabookować tu mnie i mój zespół przez długi czas, więc tak, najwyraźniej udało się trafić na odpowiedni festiwal w Polsce.

S: Łatwo twierdzić, że dla muzyki, którą grasz to najwłaściwsze miejsce. Mam na myśli mały amfiteatr z niedużą publicznością. Czy to się zgadza?

Wszędzie jest inaczej. Grałam przed dwunastoma tysiącami ludzi w Barcelonie i też było cicho, więc sama nie wiem. Czasami jest głośno, czasami jest cicho. Czasami ludzie myślą, że grasz folk, czasami ludzie myślą, że grasz rockandrolla. Nie ja o tym decyduję.

S: Widziałem twój set w Barcelonie i wygląda na to, że na My Woman twoje brzmienie nieco się rozrosło. Możemy więc domyślać się, że kontakt z większą publicznością jest bardziej bezpośredni w trakcie wykonywania utworów takich jak „Shut Up Kiss Me”. Czy wielkość festiwalu ma w tym przypadku znaczenie? 

Myślę, że ma, ale… Moment, w którym czujesz się komfortowo to moment, w którym twoja muzyka staje się nudna. Czasami nie czuję się zbyt komfortowo, ale innym razem po prostu wchodzę na scenę, mija kilka minut i nagle zdaję sobie sprawę, że jestem w niebie, jest niesamowicie i dzielę tę chwilę z przyjaciółmi. Z tym wiąże się bycie członkiem większego zespołu. Nie gram już solo, nie robię niczego dla siebie samej. Mogę się z nimi dobrze bawić, dzielić doświadczenia.

Michał Rypel: Mam pytanie o ciebie jako songwriterkę. Jesteś songwriterką doświadczeń czy wyobraźni?

Myślę, że tego i tego. Niektóre z moich doświadczeń są zawarte w piosenkach, ale wyolbrzymiam je do tego stopnia, że nie wiem do końca, co wydarzyło się naprawdę, a co wymyśliłam (śmiech).

M: Bardziej mówienie prawdy czy storytelling?

W storytellingu zawsze wychodzisz od odrobiny prawdy, a później rozszerzasz to i zmieniasz. To jak reżyser filmowy, który ma w głowie wizję, ale na pokładzie są aktorzy przychodzący ze swoimi charakterami. Nawet jeśli reżyser miał na nich te wszystkie pomysły, oni musza być sobą. Najlepsze filmy to te, w których aktorzy przejmują kontrolę i czynią filmy swoimi. Jakkolwiek, gdy dzielisz się piosenkami z członkami zespołu, oni sprawiają, że stają się też ich udziałem. To zmienia sposób, w jaki sam myślisz o swojej muzyce.

M: Wcześniej powiedziałaś, że niektórzy ludzie mówią, że to rockandroll, a inni, że folk. Co dla ciebie oznacza folk, zwłaszcza w tych czasach?

Chyba zawsze myślałam, że muzyka folk była jak tradycyjne Appalachian Mountain Stories, albo jak te stare irlandzkie bądź angielskie piosenki folkowe. Natomiast teraz folk zaczął oznaczać dziewczynę z gitarą albo faceta z gitarą, ale nie wydaje mi się, żeby to zawsze było prawdą. Czasami od tego właśnie zaczynasz, a kończysz na przebieraniu w instrumentach. Wtedy myślisz sobie „och, chcę grać na keyboardzie, ale wciąż piszę słowa, które coś dla mnie znaczą. Czy to czyni mnie folkową?”. Nie wiem.

Myślę, że to dobre pytanie. Myślę, że muzyka pop zmienia się, mimo, że w latach dziewięćdziesiątych i wczesnych dwutysięcznych pop był czymś silnie zdefiniowanym, a teraz przenika się z muzyką niezależną. Niezależna muzyka też może być popem. Co zatem dla nas wszystkich oznacza pop? Nie wiem. Wiele tradycyjnych podejść do myślenia o polityce, naszych kulturach, muzyce oraz sztuce przenika się i to jest fantastyczne. Niektórzy ludzie nienawidzą internetu i sytuacji, do jakiej doprowadził, jak bardzo wyolbrzymił pewne problemy. Nabijają się ze współczesnych nastolatków, tylko, że oni są ultra-inteligentni i używają wielozadaniowości, mimo, że nie potrafią skupić się na jednej rzeczy. Są wielozadaniowi w wielu kwestiach i myślę, że to zmieni naszą kulturę na zawsze. Muzyka jest tego częścią i pop też jest tego częścią.

S: Zastanawiałem się również, czy podczas tworzenia myślisz o słuchaczu. Przed wydaniem muzyki, po prostu piszesz słowa, śpiewasz, wyrażasz siebie, a później ta twórczość idzie w świat czy najpierw myślisz o słuchaczu zważając na to, że będzie wrażliwy na twoje piosenki?

Nie bardzo myślę o nim czy o niej, dużo myślę o… Czasami myślę o ludziach, tak, ale nigdy nie chodzi o wypowiadanie słów do konkretnej osoby czy o konkretnej osobie. To coś o kilku doświadczeniach, które może dochodzą do pewnej konkluzji, idei albo stawiają otwarte pytanie o jakiś temat. Właśnie to staram umieścić się w piosence. Rzeczy, których doświadczyłam ja lub moi przyjaciele i nie jest to list do jednej indywidualności, a rodzaj otwartego listu do kogokolwiek, kogo można kochać, nienawidzić, przez którego można być sfrustrowanym. Rzeczy, które myślałeś, że rozumiesz, ale okazuje się, że jednak nie. Nie chciałabym brzmieć pretensjonalnie, ale po prostu troszczę się o pisanie.

Odkąd byłam dzieckiem, kochałam dużo muzyki, ale zawsze myślałam „o czym oni mówią… i jak można śpiewać tak głośno i tak pięknie, a przy tym nie mówić niczego”. I może nie mam najpiękniejszego głosu, i może nie jestem najbardziej utalentowaną pisarką, ale naprawdę dbam o pisanie. Kiedy myślę o muzyce, muzycznej stronie mojego głosu i mojego życia, czuję, że to coś odseparowanego od mojego pisania, ale mam nadzieję, że pewnego dnia będę mogła po prostu robić jedno i drugie, eksperymentować z obydwoma. W tej chwili to dziwne myśleć o moich nagraniach jako o mojej personie albo o rozszerzaniu samej siebie, ponieważ to tylko rozszerzenie, które jest przedstawione światu i jest małą częścią tego, kim jestem jako człowiek.

Czasami, gdy spotykam ludzi po koncertach, chcą opowiadać mi o swoich związkowych problemach lub o tym, że kogoś stracili. Jestem bardzo zaskoczona ich otwartością. Poza tym, wydaje się, że czują się uprawnieni, by mówić mi takie rzeczy. Staram się mieć to na uwadze, bo sama myślę o pisarzach, których kocham. Czytam o Patti Smith, Davidzie Bowiem i również czuję się z nimi powiązana, uprawniona, by coś o nich mówić, a przecież ich nie poznałam. Jedyną osobą na świecie, która wie, w którym miejscu jest twoje życie i twoja podróż jesteś ty sam. Nawet jeżeli nie jesteś artystą, muzykiem czy kimkolwiek.

S: Myślisz, że chodzi o osiągnięcie pewnego artystycznego poziomu? Jeff Tweedy powiedział raz coś bardzo podobnego. Obawiasz się tego? Oceanu słuchaczy?

Co masz na myśli… Czego się obawiam? Albo raczej czego obawia się Jeff Tweedy?

S: Niczego się nie obawia! Był zaskoczony, że ludzie przychodzą do niego po radę. Pytają: „Co zrobić z moim życiem? Co zrobić z moim synem?” i tak dalej. Czy to cię dręczy?

Myślę, że dobrym przykładem są ludzie sugerujący, co powinieneś zrobić dalej w oparciu o to co zrobiłeś dotychczas. To bardzo interesujące widzieć portrety rysowane przez ludzi, przedstawiające mnie lub innych artystów. Najbardziej symboliczną rzeczą, która reprezentuje twoją karierę jest to jak ludzie cię rysują. Wyraża to jak jesteś odbierany i zawsze jest innaczej niż oczekujesz. To bardzo rzadkie, by twoje artystyczne oczekiwania zostały odczytane.

Więc myślę, że to, co Jeff Tweedy może miał wtedy na myśli, nie wiem, to to, że nie ma sposobu na pojęcie tego, jak bardzo wpływowa może być twoja muzyka. Zdarza się, że niepokoi mnie jedna osoba z tłumu, po czym, mając okazję rozmawiać z nią po występie, dowiaduję się, że przechodzi przez trudne chwile w życiu. Zatem nie do nas należy decydowanie o tym, w jaki sposób nasza muzyka jest odbierana albo co ludzie o niej myślą. W związku z tym… czujesz, że coś jest twoje, ale nie jest od momentu gdy poszło w świat, wiesz co mam na myśli. Więc ludzie mogą myśleć co myślą i wrzucić cię do jakiejkolwiek kategorii, do której uważają, że należysz, jeżeli to czyni ich szczęśliwymi i jest coś dla nich warte, świetnie. Jeżeli nie… to mogą wyjść (śmiech).

M: Zatem artysta powinien po prostu być tam dla ludzi, tak naprawdę im nie pomagać, tylko śpiewać piosenki i pozwalać im ich słuchać?

Co masz na myśli?

M: Powiedziałaś, że ludzie myślą, że artysta ma wobec nich obowiązek.

Tak, artyści mają obowiązek, ale to… To nie jest zawarte w ich słowach. To sposób w jakim żyją swoim życiem, bo są pod lupą i rzeczy, które mówią i robią, nie mają nic wspólnego z ich karierami. Jeszcze bardziej pod lupą jest muzyka, którą wypuszczają i to jak czują. Budowanie morale całego społeczeństwa nie jest zadaniem artystów. Ich rolą jest kwestionowanie tego, co zawsze wartościowaliśmy i kwestionowanie samych siebie, by patrzeć poza horyzont, sprawiać by życie nabierało nowego znaczenia. To właśnie artyści powinni robić.

M: Nieźle, w takim razie nie mam nic więcej do powiedzenia. To było… intensywne.

Haha, przepraszam. W tej chwili czuję się bardzo pretensjonalna. Staram się dig in the zone.

S: Jesteśmy teraz tacy wrażliwi na punkcie świata.

Mam wrażenie, że wszystko jest w ogniu. Ale wiecie co, wojna nigdy się nie skończyła. To zawsze się działo. Teraz to po prostu inny rodzaj wojny.

M: Jak “button war”?

Co to?

M: „Button war”, wciskasz przycisk i… zaczyna się wojna.

Aaa, tak. Ja lubię mówić „ghost bombs”. Zrobiliśmy sobie nawzajem tyle rzeczy na tym świecie, że ludzie, którzy są w stanie zebrać pewną grupę stosują różne metody, by dotrzeć do ludzi. Wojna zawsze była w pobliżu i powinniśmy czuć się pobłogosławieni za to, że wiemy co dzieje się na świecie i możemy zacząć pracować nad tym razem. Myślę, że to zbliża do siebie społeczeństwo, mimo, że może się tak na ten moment nie wydawać. Gdy nasz prezydent został wybrany w tym roku, to dało się odczuć jakby John F. Kennedy umarł, rozumiecie? Każdy był w żałobie. Każdy w naszym kraju. Nawet republikanie byli w żałobie. I to było prawdziwe. Jak jedna z największych rzeczy, które kiedykolwiek przydarzyły się nam i światu. To oddziałuje na każdego.

Podróżuję po świecie cały czas i niektórzy ludzie są nacjonalistami w swoich problemach, ale wszyscy cierpimy wspólnie. Gdy odwiedzasz różne kultury, zawsze mają inną perspektywę na to co się dzieje, ale ogólny wydźwięk jest taki, że każdy wie, że światowi liderzy są przeciwko nam. Więc trzeba się jednoczyć jako artyści i jako ludzie, którzy… wiecie, musimy nauczyć się, jak pozyskiwać ludzi, którzy niekoniecznie mają takie poglądy jak my, ale są młodzi, mogą być manipulowani przez swoich rodziców i staroświeckie wartości, które nie są już dłużej prawdziwe, zresztą nigdy nie były. Myślę, że wiele osób próbuje to teraz robić. Może social media są okropne i ludzie protestują, żeby być fajnym, ale od czegoś trzeba zacząć. I… nie wiem. Nie musisz protestować. Możesz po prostu być uprzejmym dla kogoś o innym światopoglądzie i dzielić się z nim swoimi przeżyciami. Myślę, że to dobra pozycja by zacząć.

S: Dziś zagrasz jeden z wielu koncertów na tej trasie. Jesteś pomiędzy Glastonbury i Roskilde.

Tak, graliśmy ostatnio na festiwalu Glastonbury. Jest bardzo ładny i mały, chociaż dziwnie to mówić, bo jest transmitowany, ale w pewnym sensie to całkiem spokojne środowisko. Zagraliśmy na małej scenie – Park Stage. To był pierwszy koncert po dziesięciu dniach przerwy. Naprawdę kapitalny czas. Pozwoliliśmy sobie na dłuższe wakacje i mieliśmy 20 minut, by przeprowadzić soundcheck. Trochę się wygłupialiśmy, ale uważam, że to wspaniały moment. Czasami, gdy jest się pod presją, można mieć z czegoś więcej frajdy. Wtedy należy po prostu się śmiać i sprawdzić, co za chwilę się wydarzy. Natomiast nigdy nie grałam na Roskilde, choć słyszałam same dobre rzeczy o tym festiwalu. Byliście tam? Nie? Mamy 5 dni wolnych w Kopenhadze, później gramy na Roskilde, a następnie jedziemy do domu. Pitchfork i wszystkie te festiwale po tym. Jakby nie miało to końca. (kaszle) Przepraszam, mam nadzieję pozbyć się tego kaszlu za parę dni, to dość istotne.

S: Oj tak, bardzo istotne. Słyszeliśmy też, że zamierzasz oglądać występ Cassa McCombsa… A może z nim zaśpiewasz?

Zapytał mnie o to, ale mam ten kaszel i nie miałam czasu żeby poćwiczyć, ale jeśli zaraz z nim porozmawiam to… może, nie wiem (śmiech). Chciałabym po prostu zobaczyć jak gra.

S: Siedząc wśród publiczności?

Jasne.

S: No to do zobaczenia.

Jeżeli nikt nie będzie mnie niepokoił (śmiech). Może założę swoją srebrną perukę i zniknę. Tylko że teraz peruki już nie pozwalają mi znikać.

M: Jedno, ostatnie pytanie. O folku, o polityce… Wiem, że to nie są żarty i to trudne, ale po prostu się zastanawiam. Czy amerykańscy artyści są teraz zjednoczeni?

Myślę, że zawsze byli zjednoczeni. Myślę, że wielu amerykańskich artystów w ogóle obawia się zajmować swoje stanowisko w kwestii polityki, ponieważ może to nie być wystarczająco przejrzyste i zrozumiałe. Mogłoby to wyjść im na złe. Ich intencje poszłyby na marne. Ale wydaje mi się, że na ten moment, nawet jeśli sama nie wyrażam się wystarczająco jasno na tematy polityczne, wciąż czuję, że każdy, z kim tworzę społeczność, próbuje zrobić cokolwiek, na przykład wspierać organizację, która nie jest finansowana przez rząd albo publikować i nagłaśniać te rzeczy codziennie. Ludzie używają środków przekazu, które nas rozleniwiły, żeby podzielić się tym punktem widzenia ze światem. Wiecie, o co mi chodzi? Social media, facebook, wszystkie te rzeczy. Zamiast gadać o naszym ulubionym miejscu na wakacje, można rozmawiać z naszymi rodzinami i przyjaciółmi o tym, co naprawdę czujemy, że właśnie ma miejsce. Dyskusja dzieli rodziny, na pewno, to nic nowego.

Ale myślę, że… gdy Trump został wybrany nie mogłam rozmawiać ze swoją mamą, ale musiałam i to było tuż przed wakacjami. Siedzicie przy rodzinnym stole i rozmawiacie. Fundamentalnie nie zgadzacie się w niczym, ale oni są waszymi rodzicami i to jest właśnie obraz tego co jest nie w porządku na tym świecie. Ludzie będący twoimi rodzicami, z którymi stoisz naprzeciw. Ludzie, którzy są twoimi braćmi i siostrami, z którymi stoisz naprzeciw. I właśnie dlatego musimy zacząć tam, gdzie mieszkamy, w naszych małych miasteczkach, zamiast myśleć „musimy wyjść na ulice Nowego Jorku”. Ludzie potrzebują tych nowojorczyków na południu. Ludzie potrzebują tych aktywistów w małych miastach Ameryki i wszędzie indziej. I to jest coś, w co chciałabym bardziej się zaangażować, ale, oczywiście, moja muzyka stoi na pierwszym miejscu i mówiąc pro forma, mam nadzieję przekonać ludzi tą drogą.