Wywiad: Wild Books

Pochodzący z Warszawy duet Wild Books to energetyczna mieszanka tego, co najlepsze w muzyce z końca ubiegłego tysiąclecia. Panowie z lekkością i dozą nonszalancji potrafią wykrzesać z tego bałaganu wiele ciekawych, a przede wszystkim świeżych brzmień. Są na scenie dosyć krótko, ale dzięki pełnemu niezaprzeczalnego wdzięku, debiutanckiemu albumowi i gęstym od terminów trasom koncertowym udało im się zaznaczyć swoje miejsce na krajowym rynku. Ostatnio pojawiły się informacje o nowym materiale, który grupa ma opublikować w niedalekiej przyszłości. My z niecierpliwością czekamy więc zarówno na nowe nagrania, ale przede wszystkim na odbywający się 24 kwietnia, wrocławski koncert formacji. Z tej właśnie okazji udało nam się porozmawiać z wyżej nadmienionymi.


Michał Rypel: To już 2 lata od premiery Waszego debiutanckiego krążka. Czym dzisiejsze Wild Books różni się od tamtego z 2014?

WB: Zmieniło się wiele: mamy nowe głośne numery, zupełnie inne niż te z pierwszej płyty. Nagraliśmy je niedawno i wkrótce powinny być zmiksowane przez naszego kumpla Rafała, no i nie możemy się doczekać ich wydania, oraz koncertów! Oprócz tego jesteśmy wciąż tym samym Wild Books, co na pierwszej próbie.

Prawie tyle samo czasu minęło od waszego koncertu na OFF Festivalu. Ze względu na gabaryty sceny eksperymentalnej było dosyć kameralnie, ale przy tym bardzo głośno i przebojowo. To wasze ulubione warunki?

WB: Zawsze staramy się dostosować do warunków. Zdarzało się nam grać na łące, w parku, w małych klubach, jak i na scenach festiwalowych. Każdy koncert jest inny, z każdego można się nauczyć nowych rzeczy, żeby lepiej zabrzmieć na następnym. Ulubione warunki to takie, kiedy rzeczywiście ktoś przyszedł na koncert posłuchać naszej muzyki, co daje nam dużo siły do grania.

Pytam o to, bo pozornie wydajecie się bardzo skromnym, ludzkim projektem. Obecny image to tylko rzecz przejściowa? Chcecie być tak widziani za 10 lat?

WB: Wydaje nam się, że podchodzimy do muzyki dość naturalnie i nie silimy się na coś, czy kogoś kim nie jesteśmy. Dlatego gramy własnie taką muzykę i takie mamy podejście.

W waszej muzyce słychać duży wpływ przełomu lat 80 i 90 oraz charakterystycznej wtedy, zachodniej sceny rockowej. Oprócz tego także sporo współczesnego punka. Do czego wam obecnie bliżej? Czujecie się retro?

WB: Co do brzmienia, to wydaje nam się, że nasze pomysły pozwoliły wypracować coś własnego i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Słuchamy bardzo róznej muzyki i mamy mnóstwo różnych inspiracji. Np. dzwonimy czasem do siebie słuchając jakiejś piosenki i mówimy coś w stylu: “O, stary w 2:34 jest takie super coś na talerzach!”, albo “20 sekund później super gitara piszczy!”. Czy czujemy się retro, to nie wiem. Czujemy się raczej, że lecimy do przodu, szukamy nowych rzeczy, eksperymentujemy i ciągle się rozwijamy. Zatem bardziej future : )

A propos zachodniej sceny. Czy to stylistyczne powiązanie z nią zaważyło na języku, w jakim piszecie teksty? Jest to kwestia ideologii czy bardziej strategii?

WB: Jest to raczej naturalne, że teksty są po angielsku. Tak wyszło, nie było na to planu. Ostatnio myśleliśmy również o tekstach po polsku. Jeśli uda nam się napisać coś co będzie pasować, to nie ukrywamy, że to wykorzystamy w naszych piosenkach. Nieważne w jakim języku.

Śledząc waszego facebooka i bandcampa nie można przeoczyć informacji o tym, że szykujecie nową EPkę. Pisaliście także, że już na najbliższych koncertach będzie można usłyszeć premierowe utwory. Materiał na album był zbierany sukcesywnie? Przychodził z czasem? Jak u Was wygląda ten proces?

WB: Przygotowanie materiału zabrało nam chwilkę. Myślę, że trwało to dłużej ze względu na poszukiwania i eksperymenty brzmieniowe. W przeciwieństwie do pierwszego albumu, nowy materiał powstawał głównie podczas grania prób. Obecnie na koncertach gramy cały materiał z dopiero co nagranej Epki, oraz właśnie kończymy prace nad dwoma nowymi kawałkami. Zatem skupiamy się na nowościach i promowaniu świeżego materiału!

Wierni fani mogą spodziewać się niespodzianek na tej Epce?

WB: Hmmm.. Niespodzianką będzie na pewno długość piosenek, zupełnie inna w porównaniu do płyty, oraz samo brzmienie może być zaskoczeniem dla niektórych słuchaczy.

Ostatnim razem, wspólnie z Extinction Records i Instant Classic udało się Wam wydać swój krążek w zasadzie na większości popularnych nośników. Czy w przyszłości fani taśmy lub winyla będą mogli liczyć na powtórkę? Jest szansa, że ulegniecie wyłącznej cyfryzacji?

WB: Planujemy wydanie nowego materiału na wszystkich nośnikach. Dla nas najistotniejszy jest winyl i kaseta, ale przygotujemy też CD, oraz będzie można pobrać kawałki z bandcampa. Jesteśmy absolutnymi fanami fizycznych nośników, zatem nie ma czego się obawiać o cyfryzację Wild Books. Nie poddamy się!

Wyjątkowo sprawnie poruszacie się w stylistyce lo – fi i DIY. Jest to dla was coś, co trzyma projekt w pewnych ryzach, pomaga odbiorcy gdzieś Was kwalifikować, czy raczej służy jako faktyczny środek wyrazu?

WB: Jest to dla nas naturalne. Gramy tak, jak umiemy. Prowadzimy zespół jak umiemy. Jesteśmy przyjaciółmi i są dla nas ważne pewne rzeczy.I tak się właśnie zachowujemy i brzmimy. Wszystko to przychodzi naturalnie i chcemy żeby tak zostało, bo to pozwala nam czuć się swobodnie i dobrze w tym, co robimy.

Szykujecie się na jakiś letni festiwal? Nie tylko żeby grać, ale również jako słuchacze?

Karol: Ja osobiście nie jestem fanem festiwali. Może wybiorę się na jakiś mniejszy, w ustronne miejsce.

Grzegorz: Co do planów koncertowych: na razie byliśmy mocno pochłonięci nagrywaniem i póki co czekamy już na premierowe koncerty jesienią!