Wyjątkowa przestrzeń wypełniona wyjątkową muzyką – z takim zdaniem nie mógłby nie zgodzić się żaden z uczestników ostatniego koncertu, który odbył się w Katowickim Banhofie, czyli przywróconej do użytku części starego dworca w Katowicach. Bohaterem tej przestrzeni było (już) trio, JÓGA, nie zapominając oczywiście o dobrym występie w przedpolu zespołu Kolory. Koncert ten był jakby małą odskocznią w rodzinne strony z trasy z Fair Weather Friands, w trakcie której są aktualnie Rafał, Maciek i Kamil. Przy okazji tego, jak sami wielokrotnie zaznaczali, ważnego dla nich występu, pojawiły się zarówno utwory z pierwszej EP-ki Skin, jak i drugiej Hero, oraz kilka udanych coverów. Chwilę po koncercie, we wciąż gwarnym obiekcie, zamieniliśmy kilka słów.

menulogo

W połowie koncertu Rafał (wokal) zaznaczył ze sceny, że jest przeziębiony i bardzo się bał, że będzie w ten wieczór „śpiewał jak Stachursky”, ale – jak sam powiedział – sądząc po oklaskach, wszystko było w porządku.

Kinkyowl: Pierwsze pytanie, jaka jest twoja ulubiona piosenka Stachurskiego i dlaczego?

Rafał Skowroński: „To ja, typ niepokorny”, oczywiście! Bo jest najbardziej znana i kojarzy mi się z dzieciństwem. Kiedy dorastałem zawsze gdzieś tam grała w radiu. Nie jestem jakimś fanem Stachurskiego, ale uważam, że zrobił dużo dobrego i mocno wpisał się…

Maciek Sawoch: w annały muzyki.

Rafał: Tak, dokładnie.

Dobra, jak na pytanie, które miało być żartem, ładnie odpowiedzieliście.

Rafał: Nienawidzę cię. (śmiech)

Pierwsze poważne pytanie, w nawiązaniu do tego o czym mówiliście w trakcie występu brzmi:
Katowice /  Banhof / atmosfera / publika.

Maciek Sawoch: Przede wszystkim sam fakt tego, że gramy w Katowicach, jest już dla nas bardzo ekscytujący, ponieważ nieczęsto mamy taką okazję, chociaż ostatnio akurat graliśmy na OFF Festiwalu. Natomiast jeśli chodzi o samo miejsce, to jest rewelacyjne; czuć industrialny klimat, taki niepokój w powietrzu, co bardzo sprzyja emocjom związanym z naszą muzyką. No i blisko mieliśmy sprzęt, więc nie trzeba było daleko nosić.

Rafał: Dla mnie to był bardzo ważny koncert. Katowice są miastem, które bardzo się rozwinęło pod kątem kultury na przestrzeni ostatnich lat, ale uważam, że jest tu wciąż mało miejsc, w których mogą zagrać lokalne zespoły. Dlatego bardzo fajnie, że również z tego powodu powstał Banhof, w którym można nie tylko dobrze zjeść i wypić, ale też mogą tu zagrać zespoły, które niekoniecznie zapełniły salę w innych warunkach. Tak jak my, być może w tej chwili nie bylibyśmy w stanie zapełnić spodka, ale możemy zagrać tutaj przed wszystkimi, którzy chcieli przyjść na nasz koncert, w dobrych warunkach.
Kolejną kwestią jest to, że nasi znajomi, którzy nie mają szansy wybrać się z nami na inne występy, mogą przyjść, posłuchać i zobaczyć jak zmieniliśmy się na przestrzeni tych lat.

Drugie pytanie, być może sztampowe, ale trzeba je zadać, kiedy wasza płyta i co na niej będzie?

Rafał: Faktycznie, teraz po wydaniu już drugiej EP-ki, będziemy przymierzać się do longplaya, jest to też naszym marzeniem, ale nie chcemy stawiać sobie żadnych deadline’ów, chcemy, żeby ta pierwsza płyta była tą jak najbardziej „naszą” pierwszą płytą, której nigdy nie będziemy żałować, dlatego myślę że przyszły rok, to może być rok w którym… będziemy w stanie określić datę wydania naszej płyty.

Maciek: To może brzmieć trochę zbyt pragmatycznie, ale wiadomo, że debiut ma się tylko raz, więc zależy nam na tym, żeby ten okres, być może już trochę długi, w którym zmuszamy naszych słuchaczy, żeby jeszcze zaczekali, mógł być zwieńczony czymś, co będzie naprawdę ciekawe i co ich zadowoli. Po prostu chcemy być z tego dumni i móc się uśmiechnąć za kilka lat mówiąc „to było naprawdę dobre”.

Wiemy, że wasz manager lubi wam robić niespodzianki, jak na przykład to, że jedziecie do Berlina na nagrania. Patrząc na waszą ostatnią historię pojawia się taka perełka jak koncert w Budapeszcie. Skąd taka opcja i jak przyjęła was węgierska publiczność?

Rafał: Nasz manager, Kuba, dostał w kwietniu wiadomość od producenta-artysty Miousha z zapytaniem, czy nie chciałbym się udzielić w jego projekcie.  Dostałem tracki, napisałem tekst i pojechałem do Budapesztu nagrać te kawałki, dzięki czemu potem dostaliśmy zaproszenie na koncert. Wtedy właściwie po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć jak nasza twórczość sprawdza się za granicą i niesamowite było dla nas to, że odzew był bardzo pozytywny.

Rafał, większość tekstów, które do tej pory pisałeś i nagrałeś była w języku angielskim, jednak na ostatniej EP-ce mamy utwór „Pod prąd”, w całości po polsku. Stąd pytanie, czy na najbliższej płycie możemy liczyć na więcej tekstów po polsku oraz jaka jest dla ciebie różnica w pisaniu tekstów po polsku, a po angielsku.

Rafał: Na pewno chciałbym pisać więcej tekstów po polsku, ale to bardzo trudne. Moim zdaniem nasz język jest tak bardzo oczywisty, czasami wręcz dosadny, że miewam problem z napisaniem tekstu, w którym będę w stanie coś ukryć, bo nie zawsze chcę pisać otwarcie o tym, co czuję. Może to wynika z mojego braku pewności siebie, ze strachu, więc mam nadzieję, że za kilka lat, kiedy będę bardziej doświadczony, bardziej otwarty, będę w stanie pisać lepiej po polsku. Na razie łatwiej jest mi pisać po angielsku, ale teksty po polsku dużo lepiej się śpiewa.

Jesteście mniej więcej w połowie trasy z Fair Weather Friends. Jak się wam wspólnie gra, jest może już teraz jakieś wydarzenie z tej trasy, które zapadnie wam w pamięć?

Maciek: Na pewno samo połączenie Fair Weather Friends i JÓGA jest bardzo trafione, oni mają mnóstwo energii koncertowej, my jesteśmy bardzo delikatni, a w trakcie koncertu mocno się rozkręcamy i kiedy oni wchodzą, ten poziom się wyrównuje. Co do samych wspomnień z trasy to… ciężkie poranki.

Ostatnio, dzięki zbiórce crowdfundingowej udało się wam nagrać teledysk do Bones. Jak oceniacie efekt i czy planujecie jeszcze jakiś klip promujący zbliżającą się płytę?

Rafał: Przyznam, że ciężko nam się było zdecydować na taką formę zbierania środków na teledysk, baliśmy się, co pomyślą ludzie, ale okazało się, że akcja była mega dużym sukcesem. Zebraliśmy więcej, niż zakładaliśmy, przy okazji dostaliśmy sporo wiadomości wspierających tę inicjatywę, chociaż nie wiem, czy porwalibyśmy się na to drugi raz…

Maciek: Nie jestem pewien, czy to byłoby fair względem naszych fanów, tak nadużywać ich dobroci. A co do ewentualnego kolejnego teledysku, jeszcze nic nie ustaliliśmy, ale będziemy się skłaniać ku temu, żeby powstał, niestety nie mamy jeszcze typu ani terminu.

Być może już kiedyś odpowiadaliście na to pytanie, ale jako że ostatnio wiele się zmieniło, zapytam jeszcze raz: jak wygląda wasz proces twórczy? Kto jest za co odpowiedzialny, najpierw tekst, czy najpierw muzyka?

Rafał: Oczywiście to bywa różnie. Czasem mam taki dzień, że napiszę tekst i od razu biorę gitarę, tworzę do niego jakąś muzykę, wtedy czekam na najbliższą próbę z chłopakami i od razu gram im. Później wszyscy to analizujemy i modyfikujemy. Innym razem Maćko zrobi jakąś bazę muzyczną, a ja staram się napisać do tego tekst, potem kiedy się spotykamy, dodajemy co możemy.

Maciek: Bywa i tak, że mamy jakąś wstępną wizję na utwór, już gotową, a ostateczna wersja jest zupełnie inna. Właściwie czasem to jest już zupełnie inny utwór, bo ten proces jest totalnie swobodny.

Jako że zbliża się koniec roku i mamy czas podsumowań, chciałem zapytać o wasze odkrycia 2016, najlepsze płyty, wnioski…

Maciek: Ja odkryłem właściwie nową formę myślenia na temat syntezy dźwięku, ale to bardziej sam siebie w tym odkryłem, przekomarzając się z sobą – zacząłem więcej bawić się syntezatorami i zacząłem grać na perkusji.

Rafał: Empress Of i jej album Me, który co prawda jest z 2015 roku, ale odkryłem go dopiero w 2016 i „katowałem” przez pół roku. Miałem też powrót do Björk, która na początku JÓGI była moją bardzo silną inspiracją, a teraz poznaję ją zupełnie na nowo.

Kamil Łukasik: U mnie w 2016 roku czołowe miejsca zajmują na pewno nowa płyta Crystal Castles Amnesty I, a z polskich odkryć to… PRO8L3M.