Wspaniały to był rok, nie zapomnę go nigdy. Muzyczny 2019 w pigułce

Całość naszej redakcji zapadła tej zimy w sen godny najtwardziej zahibernowanych gatunków niedźwiedzi, nie ma co się oszukiwać. Skoro jednak przyszło przebudzenie, to warto podsumować ostatnie miesiące w brzmieniach rozmaitych. I choć siadam do subiektywnego zestawienia z opóźnieniem, to na myśl o wybranych wydawnictwach autentycznie robi się cieplej na sercu. 2019 rok okazał się bowiem naprawdę godnym domknięciem bardzo dobrej, muzycznej dekady.


Na początek weźmy dłuższe formy. Różnorodność gatunkowa ciekawych pozycji z worka pt. LP cieszy, bo o ile mnogość świetnych materiałów popowych, rapowych i elektronicznych nie stanowi jakiejkolwiek niespodzianki, tak powrót bardziej ekstremalnych dźwięków do listy najciekawszych płyt roku (kapitalny powrót Cult of Luna) traktuję w kategoriach miłego zaskoczenia. Podobnie jak coraz mocniej pukające do drzwi brzmienia afrykańskie. Zanim przejdziemy do finałowej dziesiątki, tutaj alfabetyczna lista trzydziestu świetnych wydawnictw (głównie longplaye, 2 mixy i jeden mixtape). Każde z nich dało mi dużo radości, w związku z tym wszystkie z czystym sumieniem polecam. Best of 2019, let that sink in:


2 Chainz – Rap Or Go To the League
Andy Stott – It Should Be Us EP
Carly Rae Jepsen – Dedicated
Charli XCX – Charli
clipping. – There Existed an Addiction to Blood
Dengue Dengue Dengue – Zenit & Nadir
Denzel Curry – ZUU
Flume – Hi This Is Flume (mixtape)
Flying Lotus – Flamagra
Friendly Fires – Inflorescent
Girl Ray – Girl
Injury Reserve – Injury Reserve
Jamila Woods – LEGACY! LEGACY!
J Balvin x Bad Bunny – OASIS
JPEGMAFIA – All My Heroes Are Cornballs
Kaytranada – Bubba
Kelela & Asmara – Aquaphoria (DJ Mix)
Lolo Zouaï – Highs Highs to Low Lows
Loyle Carner – Not Waving, But Drowning
Matmos – Plastic Anniversary
Men I Trust – Oncle Jazz
Nilüfer Yanya – Miss Universe
Octavian – Endorphins
Octo Octa – Resonant Body
Peggy Gou – DJ-Kicks (DJ Mix)
The Comet Is Coming – Trust in the Lifeforce of the Deep Mystery
Tropical Fuck Storm – Braindrops
Vegyn – Only Diamonds Cut Diamonds
Young Thug – So Much Fun


10. slowthai – Nothing Great About Britain

Żadnej kontrowersji nie stanowi teza zakładająca, że brytyjska scena hip-hopowa w tym momencie swojego istnienia nie powinna mieć względem amerykańskiej jakichkolwiek kompleksów, a ta płytka to jeden z najlepszych dowodów. Trochę o debiucie Slowthaia pisałem w jednym z Zeszłych Piątków, a z perspektywy czasu należy docenić dodatkowo, jak celny obraz brytyjskiego społeczeństwa w dobie Brexitu maluje Tyron Frampton. Jest charyzma, jest świetna produkcja, jest ciekawy koncept, jest i wreszcie topka albumów ubiegłego roku.

9. Equiknoxx – Eternal Children

Najprostsze możliwe połączenie jamajskiej tradycji muzycznej z zachodnimi wpływami klubowymi, podane w najbardziej popowym sosie jaki można do tego zestawu dołączyć? Na Resident Advisorze pewnie marudzili, ale nie ma co im w tym przypadku ufać. Eternal Children to mój najczęstszy towarzysz nocnych eskapad ubiegłego roku, i nie zamieniłbym go na żadnego innego.

8. FKA twigs – Magdalene

Tutaj już w zasadzie wypowiadał się chyba każdy, ale ok – najlepszy wokalny performance tego roku i chyba najbardziej przemyślany, spójny koncept całości wydawnictwa. I chociaż moja zdecydowanie ulubiona twarz Tahliah Barnett to ta z czasów “Two Weeks”, tak nie ma opcji, żeby dla jej najnowszego projektu nie znalazło się miejsce w ścisłym topie 2019 roku.

7. Danny Brown – uknowhatimsayin¿

Jeden z najrówniejszych i najciekawszych raperów ostatniej dekady dostarczył album nie aż tak genialny jak Atrocity Exhibition sprzed czterech lat, ale nadal gwarantujący wysoką pozycję w zestawieniu. Brown tradycyjnie oferuje słuchaczom przelot przez swoje chore wizje, tradycyjnie działając w towarzystwie ciekawych gości – tu w roli producenta wykonawczego Q-Tip, na featach zaś choćby Run the Jewels, JPEGMAFIA czy Blood Orange. “Shine” z udziałem tego ostatniego to przy okazji bez wątpienia mocna kandydatura do numeru roku.

6. Solange – When I Get Home

Postrzępiony, muzyczny pamiętnik Solange odchodzi od piosenkowej estetyki jej poprzednich krążków tak mocno, jak tylko się da, ale w zasadzie co z tego? Młodsza z sióstr Knowles postawiła na bardziej introwertyczną, rozmytą estetykę, ale kupuję ją tak samo bez zawahania, jak niemal każde z poprzednich wcieleń. Nawet, jeśli hitów na miarę “Cranes in the Sky” tu nie uświadczymy. Chociaż w sumie “Almeda” czy “Stay Flo” mogą się łapać.

5. Sampa the Great – The Return

“Wyobraźcie sobie, że Erykah Badu, Fela Kuti i Q-Tip spotykają się w 2019 roku, zaprzyjaźniają, wyjeżdżają do Afryki i postanawiają razem robić muzykę. Mniej więcej tak brzmi The Return, przy czym do powyższego miksu dorzucamy tonę charyzmy i lirycznej wrażliwości autorki. Konkurencja jest naprawdę spora, ale mamy do czynienia z jednym z najlepszych okołorapowych wydawnictw ostatnich miesięcy, które mimo swojej znacznej objętości zapewnia czystą radość ze słuchania, od początku do końca.” – tak pisałem o długogrającym debiucie zambijskiej raperki prawie pół roku temu, i w sumie to podtrzymuję. Wydana w Ninja Tune płyta to najwyższy poziom fuzji neo-soulu z hip-hopem. Wzbogacona dodatkowo pierwszorzędnym przecież, afrykańskim sznytem.

4. Freddie Gibbs & Madlib – Bandana

Madlib i Gibbs nie mieli łatwej misji. Ich wspólna Piñata z początku 2014 roku to przecież jedno z najlepiej ocenianych wydawnictw hip-hopowych dekady. Duet postanowił jednak mieć kompletnie wywalone na jakąkolwiek presję, przygotowując materiał co najmniej dorównujący legendarnemu poprzednikowi. Dokładnie tak powinien brzmieć gangsta rap, dokładnie tak to powinno być wyprodukowane. No i, przede wszystkim, dokładnie tak powinien nawijać raper w swoim prime time.

3. Little Simz – GREY Area

“Może nie do końca świadomie, ale bardzo chciałem, by w moim życiu pojawiła się płyta, na której duch Ishmaela Butlera spotka się z niebanalnym podejściem do rapowego songwritingu podanym w formie herstories. Taka płyta, gdzie balans pomiędzy hookami, a flow na zasadzie “omg, jak ona leci” będzie jak yin i yang. Wreszcie, płyta, na której dostanę jakościowe kawałki odwracające o 180 stopni dość zajechany schemat męskiej nawijki okraszonej kobiecym motywem wokalnym w refrenie. Dzięki, Simbi.” O tak właśnie było dzień po premierze, takie odczucia, po paru miesiącach dodam natomiast jeszcze jedno. Dzięki za najlepszą hip-hopową płytę 2019 roku. I kolejny dowód na to, jak dobrze się pod tym kątem dzieje na Wyspach.

2. Jenny Hval – The Practice of Love

O ile sugerujący solowy materiał podpis norweskiej artystki – wszak to w dużej mierze dzieło tria Hval, Vivian Wang i Félicii Atkinson – może być nieco mylący, tak niezależnie od kwestii nazewnictwa dostajemy na nim kawałek cudownego, wzruszającego, pełnego delikatności, eterycznego ambient popu. Fantastyczny, właściwie najczęściej zapętlany przeze mnie materiał z 2019. A że nagrania z podobnych rejonów brzmieniowych rzadko odgrywają tu taką rolę, to tym bardziej szacunek.

1. Tyler, The Creator – IGOR

No ale cóź, na koniec trzeba przyznać, kto tu naprawdę pozamiatał. Lider Odd Future wypuścił kolejny całkowicie inny od poprzednich projekt, materiał raczej popowy – tak, popowy, a nie żadne Urban, ekipo od Grammy’s. Koncept obudowany wokół nieszczęśliwej miłości, dziesiątki miodnych detali (ten sampel w “A Boy is a Gun”, aww), niesamowite dopracowanie produkcyjne – to wszystko sprawia, że zamykamy dekadę dość symboliczną klamrą kompozycyjną. Taką, że jeden z najbardziej wpływowych muzyków ostatnich dziesięciu lat zajmuje miejsce pierwsze. No i fajnie.


Dobra, płytki mamy w końcu za sobą. Przechodzimy do punktu numer dwa. Teraz dla rozluźnienia może muzyczka na żywo. Trochę tego było, wszędzie było fajnie. Debiuty na WROsound i Upper Festival (tutaj dodatkowy plusik za gig Undadasea) – ideolo. Coroczne klasyki w postaci OFF Festivalu i Tauron Nowa Muzyka – wszystko na plus. Ale skoro postanowiłem, że wyróżnię jeden highlight, to niech będzie. Zwłaszcza, że z imprezą w Gräfenhainichen polubimy się pewnie na dłużej. Been there & heard that:



No i na koniec sama chillerka, czyli najfajniejsze utwory. A skoro chilerka, to nawet nie próbowałem się silić na jakikolwiek obiektywizm. Ot, po prostu te rzeczy banglały tu w słuchawkach najczęściej na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. Oddzielne słowa należą się Rosalíi, która jak w zeszłym roku pozamiatała albumem, tak teraz bez wątpienia zrobiła to przebojowymi singlami. Dosłownie każdy z tych numerów jest super, a wejście na terytorium reggaetonu wygląda na więcej niż obiecujące. Cóż no, łapcie więc plejkę i miłego słuchania. Dobrze tu wrócić, obyśmy w końcu widywali się jak najczęściej. Lecimy z tematem, żegnamy 2019. I wjeżdżamy w 2020.