Pewnych głęboko utartych w świadomości słuchaczy schematów nie da się łatwo przełamać. W przypadku większości nazwa Sub Pop przynosi jednoznaczne skojarzenie z konkretnym nurtem – chodzi, rzecz jasna, o grunge. O ile labelowi Bruce’a Pavitta i Jonathana Ponemana zasług w popularyzacji brzmień z Seattle nie sposób odmówić (czy to dobrze, czy źle, to już materiał na inną dyskusję), tak warto skupić się na potężnym dorobku tej wytwórni niekoniecznie związanym z Cornellem, Cobainem i ich kolegami. Przekopaliśmy dla Was ponad trzydziestoletnią historie wydawniczą Sub Pop i wyselekcjonowaliśmy, naszym zdaniem, najciekawsze kąski. Ponad dwie i pół godziny muzyki, czterdzieści dwa chronologicznie uporządkowane utwory, które z jednej strony obrazują daleką drogę, jaką amerykańska oficyna przebyła przez ostatnie trzy dekady, z drugiej zaś stanowią wartość muzyczną samą w sobie. Nawet, jeśli część z nich po latach wydaje się trochę zapomniana.

znaczek