Alex Turner i Miles Kane garnitury zamienili na welurowe dresy. Są teraz niegrzeczni i zapraszają do pląsów w rytm disco. Nadal ich muzyka jest bezczelnie dobra, ale czy spełniła nasze oczekiwania?

Wieść o powrocie The Last Shadow Puppets po 8 latach od debiutanckiej płyty wywołała nie lada poruszenie. Trochę wody upłynęło od czasów The Age of Understatement. Arctic Monkeys pod mentorską opieką Josha Homma podbili serca amerykańskich słuchaczy i wyrośli na prawdziwe gwiazdy rocka. Z kolei Miles Kane opuścił The Rascals i rozpoczął solową karierę. W końcu oboje znaleźli czas, by ponownie stworzyć wspólny materiał pod szyldem The Last Shadow Puppets.

Na nowej płycie ponownie wyprodukowanej przez Jamesa Forda (Simian Mobile Disco) panowie trochę sobie z nami pogrywają, serwując na początek dobrze znane brzmienia. Pierwsze utwory: Aviation, Miracle Aligner oraz tytułowe Everything You’ve Come to Expect wykorzystują charakterystyczne dla debiutu elementy barokowego popu: gitarowy brzęk i mocne chwytliwe riffy doprawione chórkami i epickimi smyczkami co sprawia, że można je przypadkowo wziąć za odrzuty z “The Age of the Understatement”. Dla mnie osobiście jest to zaleta, bo tęskniłam za tym wydaniem Alexa Turnera. Dracula Teeth do obranej stylistyki dodaje echa pustynnego brzmienia, podobne wrażenie przynosi Sweet Dreams NT.

Z kolei przełomem staje się The Element of Suprise. Jak obiecuje tytuł wnosi nowe elementy – jesteśmy już bliżej lat 70, a nawet jeszcze dalej – gdzieś pomiędzy Cyndi Lauper  a Let’s Dance Davida Bowiego. W tej szalonej epoce utrzymuje nas zmysłowe Used to Be My Girl. Podobny dyskotekowy potencjał ma pierwszy singiel zapowiadający krążek czyli Bad Habits, gorączka sobotniej nocy w pełni rozbrzmiewa w Pattern.  Z kolei ostatnie utwory: The Dream Synopsis i The Bourne Identity brzmią momentami jak ciąg dalszy Cornerstone i ścieżki dźwiękowej do “Submarine” autorstwa Turnera. Przypominają nam nie tylko o dawnym Arctic Monkeys, ale przede wszystkim o tym jak celnym obserwatorem i zdolnym tekściarzem jest Alex Turner. Przez całą płytę towarzyszą nam orkiestralne aranżacje Owena Palletta (i to on zdaje się być cichym bohaterem stojącym za charakterystycznym brzmieniem The Last Shadow Puppets, nadając mu rozmachu Bondowskich soundtracków).

Od czasu debiutu muzycy artystycznie dojrzeli, zmieni się również ich image. Garnitury i grzywki w stylu Beatlesów ustąpiły miejsca welurowym dresom, i brylantynie. Alex i Miles są teraz prawdziwymi rockendrollowymi, złymi chłopcami, cwaniaczkami jakby wyjętymi z musicalu “Grease”. To nabuzowane testosteronem męskie granie. Słychać je w warstwie muzycznej, tekstowej, ich wizerunku, choć ten jak i stylistyka obrana przez Puppetów od początku cechowała spora dawka ironii.

Everything You’ve Come To Expected przynosi ze sobą powiew brzmień z minionych dekad. Pastisz pop-rockowej muzyki z lat 50 i 60. znany z debiutu, doprawiony został nowymi dźwiękami spod znaku psycho-disco i popu z lat 80. I właśnie dzięki temu takie kawałki jak choćby The Element of Suprise i Pattern zaskakują, a całość jest wciąż odpowiednio klimatyczna i nostalgiczna. Niestety to za mało i można tu upatrywać syndromu drugiego albumu. Słuchając tej płyty ma się wrażenie, że gdzieś już to słyszeliśmy. Oczywiście z racji muzycznych tropów – u Beatlesów, Rolling Stonesów, czy Scotta Walkera, ale też w piosenkach Arctic Monkeys, czy solowych dokonaniach Milesa Kane’a (pierwotnie Aviation miał się znaleźć na jego drugiej płycie). To sprawia, że druga płyta The Last Shadow Puppets jest bardziej wypadkową twórczości Alexa Turnera i Milesa Kane’a niż unikatowym i świeżym materiałem. A tego właśnie oczekiwaliśmy.