Tame Impala w nurtach popu: recenzja “Currents”

Od kiedy zostało jasno powiedziane, że Tame Impala powracają z nowym albumem, odczuwałam jedno – ufność. Ufałam Kevinowi Parkerowi i słysząc „Let It Happen”, pierwszy singiel promujący wydawnictwo, wiedziałam, że nie ma prawa być źle. Ba, nie było nawet mowy o przeciętności. Nieśmiało dopuszczałam do siebie możliwość dysproporcji pomiędzy moimi oczekiwaniami a ostatecznym efektem, ale ta była sukcesywnie tłumiona przez sygnały pod postacią „Cause I’m a Man”, „Disciples” i „Eventually”.

Ostatecznie pierwszy odsłuch Currents, oprócz poczucia obcowania ze świetnym materiałem, przyniósł dziwnego rodzaju rozczarowanie. Rozczarowanie kompletnie niedotyczące aspektu muzycznego – wszystko oscylowało wokół zjawiska promocji i wygórowanych oczekiwań. Chyba za bardzo temu Kevinowi zaufałam, spodziewając się albumu niezaprzeczalnie genialnego. A niepotrzebnie, bo finalnie otrzymałam trzecie już dziecko Parkera i chłopaków, które ci uraczyli swoimi najlepszymi genami – Currents jest równie mądre i ładne, co Lonerism i Innerspeaker. A uniwersalnych ideałów nie ma ani wśród ludzi, ani wśród muzyki (i bardzo dobrze).

Najpierw pojawił się romans z elektroniką, czyli „Let It Happen” i wiadomym było, że Kevin Parker mimo trzymania się ustalonych na początku kariery psychodelicznych konwencji, sięgnął po nieco inne środki wyrazu. Całość wydaje się być jeszcze bardziej odrealniona, rozmyta i emocjonalna, a jednocześnie wyraźnie nawiązuje do muzyki tanecznej. Currents bez wątpienia wpisuje się w pop bardziej niż poprzednie albumy, serwując słuchaczowi stan podobny do hipnozy. Bo to, że melodie zawarte na wydawnictwie określam mianem hipnotycznych wydaje się co najmniej odpowiednie.

Od dłuższego czasu nie miałam styczności z tak chwytliwymi, a równocześnie pozbawionymi surowości gitary utworami. Psych-popowy klimat, syntezator i wyśmienita linia basowa tworzą utwory lekkie, a mimo to ciężkie od strony lirycznej. Na reprezentanta tej ciężkości mogę śmiało wybrać singlowe „Eventually” i wers „Wish I could turn you back into a stranger” – Parker wykonał ogromny krok w stronę kontrastowania powagi ze wspomnianym muzycznym odrealnieniem. Tak też Currents dla świadomego słuchacza będzie niosło ze sobą spory ładunek emocjonalny, ponadto dosyć ambiwalentny, właśnie ze względu na wyraźny kontrast pomiędzy warstwą instrumentalną i ponurymi (choć nie zawsze) rozważaniami Parkera.

Na szczególne wyróżnienie zasługują „The Less I Know, The Better”, „Reality in Motion” i „New Person, Same Old Mistakes”, gdzie ostatni, zamykający album, nasuwa skojarzenia z jednym z członków zespołu The Beatles. Mowa nie o Johnie Lennonie, którego wokal niezaprzeczalnie wpłynął na Parkera, a o George’u Harrisonie i jego inspiracjami muzyką indyjską, które objawiały się m.in. na “Within You, Withouth You” z albumu Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band. Na Currents składa się pokaźne zestawienie przeróżnych wpływów muzyki popularnej, trudno tu wyodrębnić jedną dekadę, bo pomimo tego, że powierzchownie Parker w największej mierze sięga do lat osiemdziesiątych, jego inspiracje są o wiele bardziej złożone.

Jedynym słabym momentem na albumie mogę nazwać utwór „Past Life” – tutaj pojawiło się wrażenie przerostu formy nad treścią, swego rodzaju przekombinowania. Z tym, że nawet najlepszym zdarzają się mniejsze bądź większe potknięcia, dlatego, z pewną nutką goryczy, jestem w stanie to „Past Life” wybaczyć. Szczególnie, że po nim wchodzi „Disciples”, prawdopodobnie najbardziej urzekający moment Currents. Istna perełka trwająca niecałe dwie minuty – a możliwe, że długość jest główną przyczyną jej uroku.

Nie ma gloryfikowania, poczucia obcowania z geniuszem – na pierwszy plan wybija się to, jakim świadomym artystą jest Kevin Parker, udowadniając, że w pełni zasługuje na rangę jednej z najważniejszych postaci współczesnej sceny muzycznej. Nie chodzi o geniusz, a o ciężką pracę, jaka została włożona w brzmienie tego albumu. Jego wielowarstwowość jest głównym czynnikiem tak pozytywnego odbioru – składa się na nią mnogość inspiracji i sięganie do najlepszych momentów historii muzyki popularnej. Nie mam pojęcia, czy to jest to, czego się spodziewałam i na co czekałam. Pewnym jest, że Currents zadowala mnie tak, jak mało co we współczesnej muzyce.

https://youtu.be/tE0ABnC2Evg