Rozmowa: Goldwash

Debiuty naszych czasów nierzadko bywają bardzo skromne. Wschodzący artyści nie muszą wydać pełnego LP żeby zaistnieć w świadomości mas i ‘z dnia na dzień’ przejść ze statusu niemal nieznanej jednostki do, dajmy na to, głosu pokolenia. Kiedyś, raczej przed kilkudziesięcioma laty, taki scenariusz miałby rację bytu. Dzisiaj ten proces, w większości przypadków, stał się mniej impulsywny, pozwalając singlom wybrzmiewać trochę dłużej, a młodym twórcom powoli zdobywać uznanie w wybranych środowiskach.

Bardzo odpowiednim przykładem w kontekście powyższych słów jest amerykański solista, producent i kompozytor – Gabe Acheson, kojarzony przede wszystkim ze swoim najnowszym projektem, Goldwash. Ten zaledwie 21 – letni, pochodzący z Baltimore twórca w przeciągu pół roku dał się poznać głównie internautom, którzy dzięki odrobinie szczęścia lub zainteresowania wpadli na jego profil na Spotify czy Soundeloudzie. Tam, do kwietnia tego roku, regularnie pojawiały się pojedyncze nowości, a każda z nich była równie interesująca, co przyjemna. Od 3 miesięcy możemy zatem cieszyć się czterema świetnie wyprodukowanymi, hitowymi numerami, łączącymi w sobie wyważony, choć mocno taneczny groove, najwyższej próby popowe konstrukcje i estetyczną, orzeźwiającą elektronikę. Nasza ciekawość i niecierpliwość wzięły górę, stąd na łamach Kinkyowl Gabe miał okazję odpowiedzieć na kilka pytań. Czytajcie!

znaczek

Kiedy i w jakich okolicznościach zacząłeś zajmować się muzyką?

Pisałem muzykę od kiedy pamiętam – pisałem dla zespołów klasycznych, chórów, jazzbandów i eksperymentalno – elektronicznych grup, jak również samodzielnie produkowałem rzeczy. Uwielbiam ideę ‘pop-songu’ jako sposób by zebrać milion przeróżnych wpływów/inspiracji i skonfrontować ludzi z dziwnymi stylami, z którymi w innym wypadku nawet by nie wiedzieli.

Jak zdefiniowałbyś ‘existential funk’? Z tym nurtem jesteś bowiem najczęściej kojarzony i sam się takim terminem posługujesz?

„Existential Funk” może się niekoniecznie dobrze tłumaczyć na polski, ma on natomiast 2 znaczenia po angielsku: po pierwsze jest to gatunek muzyki, który wymyśliłem, po drugie – stan lekkiego przygnębienia. Dla przykładu, ludzie mogą mówić ‘złapał mnie egzystencjalny funk’, by wyrazić, że czują się źle. ‘Egzystencjalny Funk’ poprzez przetworzenie na muzykę, powinien jednak zmienić ten smutek w coś, do czego można zatańczyć. To jest funky, ale w tym samym momencie jest również egzystencjalne.

W innym wywiadzie wyczytałem, że spory wpływ wywarły na tobie ostanie nagrania Kendricka Lamara. Interesuje cie produkcja numerów pod hip-hop bądź coś związanego z free jazzem? 

Kocham free jazz oraz długie improwizacje. Z wyuczenia jestem pianistą jazzowym. Wyjątkowo podoba mi się natomiast skrzyżowanie jazzu i hip – hopu, a muzyka, nad którą teraz pracuję nosi większe ilości tego jazzowo – hiphopowego ładunku.

Twoje wymarzone miejsce, w którym chciałbyś wystąpić i najlepsze, w którym miałeś już okazję grać?

Miejsce, w którym odbywa się koncert jest ważne, ale nie tak bardzo jak ludzie, którzy mają wysłuchać występu. Dobre miejsce może znaleźć się wszędzie, tak długo, jak jest tam choćby jedna osoba, z którą można się jednoczyć, i którą można poruszyć swoją muzyką. Jak dotąd jeden z moich ulubionych koncertów odbywał się w nowojorskim klubie SOB’s, co było dodatkowo niesamowite, bo grało tam wiele legend muzyki, ale również dzięki temu, że publiczność naprawdę dała radę. Kilka tygodni później, wraz z zespołem supportowałem Janelle Monae i Vince’a Staplesa w New Haven, co było dla mnie wielkim honorem.

Po 4 naprawdę hitowych singlach wielu słuchaczy z pewnością czeka już na coś większego. Planujesz w najbliżej przyszłości wydać jakiś krążek?

Tak! EP-ka wychodzi już NAPRAWDĘ niedługo, a ja w tym momencie zajmuje się komponowaniem nowego materiału! Trzymajcie rękę na pulsie!

Najciekawsze muzyczne odkrycie 2016, którym chciałbyś się podzielić?

Nie umiem po prostu wybrać jednego wykonawcy. Sprawdźcie River Tiber i Annę Straker. Nie pożałujecie.