Na początku tego tygodnia wrocławska scena klubowa zyskała kolejny argument, z którym może spokojnie ruszać w Polskę. Wtedy to odbyła się premiera, bądź co bądź drobnego, ale znaczącego dla dolnośląskich artystów krążka, Corner Sofa Bed. Jest to praca zbiorowa artystów z jednego podwórka, co oznacza, że w pierwszej kolejności wydawnictwo to trafia w ręce lokalnej publiczności, osłuchanej z muzyką wychodzącą od przedstawicieli kolektywu regime. Ponadto, w przypadku tego rodzaju wydawnictw, warto nastawić się raczej na showcase ekipy/regionu, niż na spójny i jednomyślny krążek. Z drugiej strony, nie chodzi oczywiście o to, by postrzegać ten album jako na materiał czysto promocyjny, ale jak na prezentację możliwości, podkreślenie tego, w jakim miejscu znajduje się ta konkretna grupa twórców.

Spośród wielu pseudonimów połączonych pod znamienną literą r, na drugim już wydawnictwie wrocławskiej ekipy znalazło się 5 projektów, a każdy z nich zaprezentował się z całkowicie innej strony. Tak też, nowe wydawnictwo zawiera w sobie zarówno ciepłe, taneczne brzmienia i hitowe sekwencje, jak również cięższe, miejscami nawet progresywne momenty, co ostatecznie składa się na spory wachlarz możliwości. Za wszystko odpowiedzialni są HeisenbergsJaq Merner/Matt PeanutBaby MeeloRodas HVZX – projekty regularnie prezentujące się na wrocławskich imprezach klubowych, i jak widać, nieograniczające się wyłącznie do live-owej aktywności. Co zmajstrowali na Corner Sofa Bed? Spieszę z odpowiedzią.

Zaraz po odpaleniu wydawnictwa możemy usłyszeć melancholijne, fortepianowe intro do „Tiramisu”, czyli kompozycji duetu HVZX, który zwykle kojarzony jest z produkcją beatów pod rap, tak jak sprawa ma się w przypadku ich współpracy z bytomskiego emce, Kartkym. Tym razem panowie pokazali się od niespiesznej strony, puszczając słuchaczy w bardzo lepkie, gęste brzmienie podparte grubym, efektowym wokalem. Dodając do tego bardzo rozmyte rapowe smaczki, otrzymujemy przyjemny, słodko – gorzki feeling. Wygląda na to, że zaczynamy od deseru. Zaraz po nim wjeżdża jednak Rodas i jego „Low Key” – mix twardego, amerykańskiego hip – hopu i eterycznego soulu, spięty dla kontrastu toczącym się ciężko beatem. Pozycja idealna dla odpowiedniego zaostrzenia apetytu przed kolejnym utworem, formalnie świetnie wpisującym się w swoje miejsce po nagraniu Rodasa.

Na osobny akapit zasługuje jednak moment kulminacyjny EP-ki, czyli „Heartmelt”. Przypada on na sam środek odsłuchu krążka, kiedy to docierają do nas pełne przestrzeni, pompatyczne uderzenia, zestawione z jednostajnymi, ascetycznymi klawiszami. Mamy więc przykład świetnego, trzymającego w napięciu prologu do dobrej historii mocno trzymającej nas w napięciu. Wszystko wyjaśnia się, gdy do uszu dochodzi narastający, drum & bassowy fill, w pierwszym momencie mogący zwiastować nie lada drop, choć jak się okazuje, nie o to tutaj chodzi. Raczej o tempo i jego wpływ na iście filmowe napięcie, czerpiące z okołoambientowych selekcji, jakimi może pochwalić się np. Burial.

Zbliżając się do końca krążka pozostały nam jeszcze dwie kompozycje, wyróżniające się niemałą przebojowością, a za razem sporym wyważeniem. Kolejno są to „Gunz” autorstwa tandemu Merner/Peanut oraz „Suego” stworzone przez Heisenbergs. Pierwszy numer to 100%-owy zapełniacz parkietów, mieszający urban-rapową zajawkę z soczystym i dzikim r&b. Do tego wszystkiego oczywiście nuta egzotyki w wokalu Jaq’a oraz kipiący energią,  temperamentny beat. Najlepsze jednak na koniec. Mówiąc o imprezowym, wręcz hitowym potencjale usłyszanych utworów, największe uznanie zdecydowanie należy się ostatniemu utworowi figurującemu na omawianej trackliście. „Suego” ma groove, ma fantastycznie prostą, tym bardziej właśnie elegancką rytmikę, na której poukładano kolejne wyborne części składowe: wyraziste dęciaki, lekko jazzowe sample wokalne i oczywiście genialne, wybuchowe synthy. Jeżeli ten utwór miałby przenosić słuchacza w jakieś odległe miejsce, a robi to na pewno, to zdecydowanie zabiera nas na latynoski karnawał – upalny, radosny i nieskrępowany w swojej formie.

Nie jest łatwo mówić o Corner Sofa Bed jako po prostu o albumie, bo tak jak wspomniałem na początku, nie spełnia on roli jednopoziomowego wydawnictwa. Każdy utwór zamieszczony na tej pozycji jest inny i ma reprezentować z goła różnych artystów. Dlatego łatwiej jest ujmować go w kontekście idei którą niesie. Jest nią, przynajmniej w moim odczuciu, odświeżanie rodzimej sceny muzycznej, bądź prosta próba szukania dla niej nowych ścieżek rozwoju. Może nie znajdziemy tu nic, co jakoś znacznie wpłynie na nas, jako słuchaczy, ale jeżeli chociaż ta EP-ka pozwoli nam miło spędzić kilka chwil, to już coś.

ocena7