Drugą częścią podsumowania chcemy ponownie pokazać środkowy palec wszystkim tym, którzy bezmyślnie obrzucają błotem polską muzykę. Wystarczy odrobina chęci i cennych wskazówek, żeby dotrzeć do mnóstwa wartościowych i różnorodnych wydawnictw. Niech o stanie sceny świadczy fakt, że mieliśmy duży ból głowy z selekcją, którą i tak rozszerzyliśmy w stosunku do założenia wyjściowego. Mamy nadzieję, że chociaż parę osób uda się przekonać do poświęcenia poniższym (i nie tylko) propozycjom czasu. Uwierzmy w to, że “dobre, bo polskie” to nie tylko puste marketingowe hasło.

znaczek

1988-gruda1988 – Gruda

Ten rok stał pod znakiem boju o palmę pierwszeństwa w kategorii brutalnie realistycznego, czarno-białego miejskiego pejzażu. W roli zawodników przede wszystkim dwie połówki projektu Syny, a obu należy się wyróżnienie. Materiał 1988 wydaje się jeszcze bardziej niepokojący i nieoczywisty niż No Fun, grzebiący w wieczornym mroku ulic. Mimo mnóstwa synthów, brzmi on też bardziej organicznie, głównie za sprawą wplecionych field recordings i wszechobecnych trzasków, szumów i nieczystości. Jankowiak buduje przytłaczającą atmosferę loopami, niestabilnymi melodiami i narkotycznymi, rozmytymi dźwiękami, a kiedy ta zadymiona wizja raz dostanie się do organizmu, to zostawia trwały ślad, nawracający przy każdym wieczornym spacerze. – M. Drohobycki / Spotify


bnnt-multiverseBNNT – Multiverse

Zapomnijcie o debiucie BNNT, piekielnie szybkich i agresywnych riffach, nieokiełznanej agresji. Na Multiverse mniej noise’u, a więcej transowego eksperymentu i nieoczywistych konstrukcji. Smoleński, Szwed i gościnnie pojawiający się Szwed (oh well) Mats Gustafsson niezbyt oszczędnie, ale z rozwagą korzystają z repetycji, budując mozolnie rozwijające się, pozytywnie monotonne kompozycje, a w każdej z nich znajdziemy pierwiastek grozy i niepokoju. Jeśli w głowie zapala Wam się lampka opisana jako Lotto, to zmierzacie w dobrym kierunku. – M. Drohobycki / Spotify


coals-tamagotchiCoals – Tamagotchi

Spojrzenie na dystans pokonany przez Coals od momentu wydania EP-ki Homework, aż do premiery bohatera tego wpisu, wywołuje uczucie nieskrępowanego podziwu. Ten bardzo obiecujący projekt, zgodnie z nazwą wywodzący się ze Śląska, w pewnym momencie złamał nieco chamber popowe podejście, wtłaczając do niego nostalgiczne spojrzenie na spuściznę lat 90., co od dawna sugerowały regularnie wypływające zdjęcia prasowe i te mniej oficjalne instagramowe wrzutki. Łukasz Rozmysłowski stworzył niewymuszony pomost między pierwotnym pomysłem na ten projekt, a wspomnianym okresem, tak bogatym w synthy. Szczególne gratulacje chciałbym jednak złożyć na ręce Kasi Kowalczyk, która w moim odczuciu dysponuje jednym z najciekawszych żeńskich wokali w kraju. Hipnotyzująca rzecz. – M. Drohobycki / Spotify


eabs-repetitions-letters-to-krzysztof-komedaEABS – Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)

Ostatnimi laty jazz przeżywa kolejną młodość, dlatego sukces tak znakomitego materiału jak tego zawartego na Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda) w żadnym stopniu nie dziwi. Swoją interpretację modern jazzu EABS zarejestrowali praktycznie bezbłędnie, od początku do końca czarując grą sampli, gatunków i improwizacji – podstawa, czyli w większości mniej znane kompozycje Krzysztofa Komedy, to nie tylko rodzaj hołdu dla artysty, ale również zobrazowanie siły drzemiącej w dekonstrukcji. Bezkompromisowej i nastawionej na łączenie dźwięków zgodnie z tym, co podpowiada serce. Bo Repetitions to nie tylko pokaz umiejętności technicznych i skupiona na detalach produkcja – to wyjątkowa emocjonalność bezustannie podążająca za instrumentami. – M. Staniszewska / Spotify


jazz-band-mlynarski-masecki-noc-w-wielkim-miescieJazz Band Młynarski-Masecki – Noc w wielkim mieście

Gdyby ktoś spytał mnie od czego powinien zacząć swoją przygodę z 2017 w polskiej muzyce, to bez wahania wskazałbym na dzieło Marcina Maseckiego i Jana Emila Młynarskiego. Jest to o tyle zabawne, że mowa o płycie najbardziej “niedzisiejszej” z całego zestawienia. Nasi perfekcjoniści sięgnęli po niezwykle bogaty i niestety zapomniany dorobek jazzowy okresu dwudziestolecia międzywojennego, wyciągając z dorobku Henryka Warsa i Adama Astona prawdziwe perły. Swingujące kompozycje zostały potraktowane z szacunkiem, jedynie aranżacyjnie i produkcyjnie z wyczuciem dostosowane do czasu, w którym przyszło im funkcjonować. Urzeka dbałość o detale, a w szczególności stylizowany, ale nie przerysowany wokal Młynarskiego, przenoszący niemal natychmiast o sto lat wstecz. – M. Drohobycki / Spotify


kaz-balagane-narkopopKaz Bałagane – Narkopop

Tak się składa, że w tegorocznym podsumowaniu tytuł Narkopop pojawia się dwukrotnie. Wróci on w podsumowaniu światowym za sprawą projektu GAS, ale póki co zostajemy na naszej ziemi. Trochę obawiałem się tego albumu, bo wjazd z buta do grona najciekawszych polskich raperów Kazek ma już dawno za sobą i wytrąciło mu to z ręki ważną broń – element zaskoczenia. Paradoksalnie to działa na korzyść, bo kolejna wizyta w jego pokręconym i przebiegłym umyśle przebiega komfortowo. Bałagane umiejętnie lawiruje pomiędzy przeplatającymi się stylistykami i wraz z armią producentów żongluje naszymi oczekiwaniami, ciągle uprawiając tak samo bawiącą i bezczelną braggę. Można postrzegać go jako rapera z krwi i kości, można analizować jako zjawisko, ale w obu przypadkach mierzymy się ze stymulującą niejednoznacznością. – M. Drohobycki / Spotify


lastryko-lastrykoLastryko – Lastryko

Bardzo cenimy sobie ostatnie dokonania polskiego “niezalu” i eksploratorskie tendencje, ale czasami dobrze posłuchać muzyki nieco mniej ambitnej, nie tak pompatycznej, a jednocześnie dalekiej od banału. Ubiegłorocznymi liderami w tej dziedzinie można chyba nazwać trójmiejskie Lastryko. Trio wyrosłe “na gruzach” Walrus Alphabet proponuje zabawę formą i zwiewne, przestrzenne dźwięki, w których czuć nadmorską genezę. Najlepszy w tym gronie soundtrack długiego (przy zapętleniu) spaceru po plaży. – M. Drohobycki / Bandcamp


lonker-see-lonker-seessions-live-at-pijana-czapla-olsztynLonker See – Lonker Seessions / Live at Pijana Czapla, Olsztyn

Ten świetnie oddający ducha muzyki Lonker See zapis koncertu w Olsztynie, spokojnie może służyć za punkt wyjściowy zaznajamiania się z ich dorobkiem. A jest czego słuchać, bo trójmiejska grupa to jedna z wiodących sił potężnego u nas trendu transowej muzyki improwizowanej (co widać w tym zestawieniu). Materiał z Pijanej Czapli uwypukla doskonałą chemię panującą między muzykami, bez której trudno byłoby scalić taką mnogość kierunków i kontrolować częste zmiany tempa. Noise, psychodelia, space rock, jazz, ambient – wszystko jest na miejscu. – M. Drohobycki / Bandcamp


lotto-vvLotto – VV

Czy rok przerwy wystarczył, żebyśmy nie zostali poczęstowani odgrzewanym kotletem? Tak i nie, a w zasadzie nie i tak, w takiej kolejności. Nie, bo założenia punktu wyjściowego są niemal identyczne. Tak, bo panowie Majkowski, Rychlicki i Szpura nie tylko pomnożyli ilość utworów, ale też wcisnęli weń dużo więcej pomysłów i dźwięków, machając tym samym na do widzenia łatce minimalistów. W stosunku do Elite Feline brzmienie się rozrosło, dużo więcej dzieje się w sferze produkcyjnej, a grające „obok siebie” instrumenty stały się hałaśliwą, bardziej agresywną zbitką. Absolutnie urzekająca robota. – M. Drohobycki / YouTube


lutto-lento-dark-secret-worldLutto Lento – Dark Secret World

Taneczny dryg, schowany w cieniu niepokój, różnorodność, fantastycznie odstrzelone sample, eksperymenty. Lubomir właśnie zgarnął gigantyczny kredyt zaufania na przyszłość. – M. Drohobycki / Spotify


min-t-assemblageMIN t – Assemblage

Na swoim debiutanckim materiale MIN t stawia na szeroko pojęty kolaż, odnoszący się nie tylko do tytułu czy elementów art worku, ale przede wszystkim do bardziej swobodnego podejścia w tworzeniu. Tutaj nie ma miejsca na myślenie gatunkowe z jednego prostego powodu – dzieje się zbyt dużo. Rap zderza się z wokalami, żywe instrumenty zostają połączone z elektroniką: przez 50 minut wsłuchujemy się w neo soul, R&B, pop i jazz spięte pojęciem rzeczywistej alternatywy. Bo Assemblage to rzeczywiście coś nowego, stworzonego według autorskiej i odważnej wizji, z potencjałem i radiowym, i klubowym, i koncertowym, jako efektem sugerowanej wielowarstwowości. Takiej odwagi polska scena potrzebuje. – M. Staniszewska / Spotify


nagrobki-granitNagrobki – Granit

Niezmiennie urzekająca jest dla mnie lekkość, z jaką Maciek Salamon i Adam Witkowski operują trudnym konceptem cierpienia i śmierci, konsekwentnie w pewnym stopniu go wyszydzając. To kolejny album będący unikalnym nawoływaniem do walki z destrukcyjnymi, przytłaczającymi emocjami. Jednak nie tylko o przekaz tu chodzi, ale też o świetnie pomyślaną fuzję punkowo-garażowych korzeni z instrumentalnym kunsztem powracających gości – Michała Skroka, Mikołaja Trzaski czy Olo Walickiego. Ich yassowe zapędy są jednak znakomicie wytłumiane, a każda partia ma służyć drodze wyznaczanej przez głównodowodzących. Najbardziej cieszy jednak fakt, że w tym czarno-białym obrazku nie zgubiła się nienachalna przebojowość, która jest w stanie rozruszać żywych i umarłych. – M. Drohobycki / Spotify


night-marks-experienceNight Marks – Experience

Wyrazisty album zawsze zmienia, choć trochę, wizerunek jego wykonawcy. W tym wypadku Experience znacznie wpłynęło na wizerunek duetu Marek Pędziwiatr – Spisek Jednego. Pomijając, że jeszcze niedawno mówiliśmy o stałym trio, wówczas jeszcze z Adamem Kabacińskim, to dziś, z nie do końca pewnych swojej pracy młokosów, Night Marks wyrośli na charyzmatycznych twórców. Nie boją się swojej fiksacji na punkcie brzmień w stylu urban, czy nieco wycofanego hip-hopu. Składają je za to jak origami, obsypując szczodrze brokatem. Praca Spiska pozwala sądzić, że jego głowa wręcz wrze od pomysłów na soczystą produkcję, natomiast dzięki Markowi całość zachowuje pewien rodzaj zmysłowości, objawiającej się nawet poprzez jego flow – nie do końca jeszcze pewne. I niech takie pozostanie. – M. Rypel / Spotify


palmer-eldritch-natural-disasterPalmer Eldritch – Natural Disaster

Na pierwszym z ubiegłorocznych projektów Palmer Eldritch doszło do przyjemnego zaskoczenia – panowie na chwilę zapomnieli o tym, że głównym przejawem ich działalności jest serwowanie innym dźwiękowego zaplecza i postanowili przez chwilę prężyć muskuły wyłącznie na własny rachunek. Jest się czym chwalić, bo ich odważna i pełna emocji wizja downtempo “robi robotę”. Zamiast przezroczystej muzyki tła dostajemy rytualno-szamańską zbitkę. Z tego pierwotnego napięcia wytrącani jesteśmy dosłownie w kilku momentach, które na szczęście nie są w stanie zaburzyć pełnego obrazu. – M. Drohobycki / Spotify


piernikowski-no-funPiernikowski – No Fun

Na start mała rekomendacja – jeśli po premierze No Fun nie udało Ci się jeszcze złapać Piernikowskiego na koncercie, to zrób to jak najszybciej. Już gigi Synów imponowały ciekawym opakowaniem wizualnym, ale Robert wskoczył na wyższą półkę muzycznego performance’u, który perfekcyjnie oddaje duszny, klaustrofobiczny klimat albumu. Uniwersalna opowieść z przygnębiającego polskiego blokowiska snuta jest w tonie znanej już dresiarskiej stylówki i charakterystycznego życia obok beatu, dzięki którym klimat jest gęsty jak nieprzezierna smoła. Dodajmy do tego upiornie zawodzące syntezatory, podbite syntetyczną perkusją i mamy przepis na przepyszny, przyziemny miejski obraz, który wielu z nas jest tak dobrze znany. – M. Drohobycki / Spotify


trupa-trupa-jolly-new-songsTrupa Trupa – Jolly New Songs

OK. Headache mnie ruszało. Było gorzkie i kłujące. Tego nie da się pomylić z niczym innym. Jakby nocna mara przychodziła pograć z nami w karty, ale układ jest taki, że zawsze przegrywamy. Jolly New Songs pozostają konsekwentnie przy tym samym zamyśle, z tym że noce stają się niedorzecznie długie, a razem z nimi każda partia kart. Taka pętla budzi lęk, owszem, ale także wiele frustracji, stąd wśród kompozycji zawartych na Jolly New Songs słychać także sporo punkowej wściekłości, raz po raz przerywanej chwilą skupienia – wejścia sobie samemu w głowę i zastanowienia, co ja tu właściwie robię. Muzycy z trójmiasta zadbali, żeby pokryć nas hałdą noise’u i klaustrofobicznego rocka. Notabene, cholernie trudno się z niej wygrzebać (to miał być komplement). – M. Rypel / Spotify


zimpel-ziolek-zimpel-ziolekZimpel/Ziołek – Zimpel/Ziołek

Na papierze projekt ten wyglądał na dziwnie nienaturalny i przypominał próbę zespolenia dwóch zupełnie różnych wizji świata i muzyki. Okazało się jednak, że panowie Zimpel i Ziołek – być może świadomie – sugerowali coś, co nigdy się wydarzyło. Zaskakuje na pewno fakt, że mimo podobnie awandardowo-poszukujących korzeni, tutaj poskromili oni swoje kreatywne umysły i wtłoczyli bogatą dźwiękową konstelację w określone melodyjne ramy, wciąż jednak wierne duchowi improwizacji i minimalizmu. Wielominutowe kompozycje tętnią życiem i orientalnymi inspiracjami, a świeżo uformowany duet potwierdza, że zarówno razem, jak i osobno, są jednymi z najważniejszych postaci obecnej polskiej sceny. – M. Drohobycki / Spotify