Zdaje się, że zrobienie piętnastominutowej EP-ki jest dla artysty zadaniem mniej stresującym, niż próba zmierzenia się z dłuższym i bardziej zobowiązującym longplayem. Przy małych wydawnictwach często słyszymy coś na kształt gatunkowego poluzowania i śmielszego eksperymentowania z własnym brzmieniem – a kiedy EP-ka zostaje zrobiona dobrze, to nie pozostaje nic innego, jak tylko śmiałe korzystanie z opcji “replay”. Bo krócej, bo intensywniej, bo w sumie jeszcze się nie nasłuchaliśmy. Materiał zagnieżdża się w pamięci, odsłuchy nabijają się jakby szybciej, a o nudzie nie ma mowy. Tym bardziej szkoda, że w ogólnych zestawieniach często nie ma dla nich miejsca. U nas panują jednak inne zasady, dlatego EP-ki w podsumowaniu nie tylko się pojawiają, a podsumowanie tradycyjnie otwierają.

znaczek

addison-groove-changaAddison Groove – Changa

“Changa” to w istocie genialny rework utworu “Soul Makossa” autorstwa perły kameruńskiego afrobeatu – Manu Dibango. Addison Groove ma niezwykły talent do zderzenia coraz to innych fascynacji z własnym spojrzeniem na taneczne struktury. W tym wydawnictwie lekki duch jazzu z Duali zostaje poddany współczesnej interpretacji – bez pogardzenia lo-fi’em i surowymi samplami. Moment dzikości wprowadza finałowe “Shango” ze swoją plemienną rytmiką  – nic dziwnego, że na jego remix zdecydował się największy miłośnik gqomu po naszej stronie globu, Nan Kole. – M. Staniszewska / Spotify


denzel-curry-13Denzel Curry – 13

Najlepszy trapowiec w grze? Na pewno jeden z głównych kandydatów do tego tytułu. Denzel Curry wraca z dużo krótszym następcą Imperial i strzela w sam środek tarczy. Niemal każdy indeks wiąże się z ładunkiem agresywnego rapu, osadzonego na zniekształconych bitach. Wisienką na torcie jest wyborny hook w zamykającym całość “Zeltron 6 Billion”, którego nie może zabraknąć wśród najlepszych rap utworów 2017. – M. Drohobycki / Spotify


esa-awehEsa – Aweh

Startowe uderzenie imponującego wokalu Pendo Zawose w “Bast” to jedno z najlepszych otwarć wydawniczych tego roku. Sam utwór to zdecydowanie jedna z najgłębszych i najcięższych znalezionych przez nas propozycji z Południowej Afryki. Wiadomo, że po takiej kompozycji emocje mogą tylko opadać, ale nie ma się co dziwić. Ciekawe jest to, że opadają w kierunku relaksującego house’u z suahilijskim wokalem, aby na koniec wskoczyć w nieco acidowe i bardziej żywiołowe brzmienie neo-disco. – M. Staniszewska / Spotify


faka-amaqhaweFaka – Amaqhawe

Taneczny gqom osadzony w queerowych realiach, pytaniach o tożsamość i celebracji miłości? Duet Faka nie miał najmniejszego problemu ze znalezieniem przepisu na powyższe. Zdecydowanie jedna z ciekawszych interpretacji zrodzonego w Durbanie gatunku – muzycznie otrzymujemy broken-beatową surową rytmiczność z ciągle unikalnym klimatem, lirycznie m.in. wypełnianie myśli, którą kiedyś podzielił się Gucci, “we wish to create a dialogue that transcends the bounds of queer activist rhetoric”. – M. Staniszewska / Spotify


injury-reserve-drive-it-like-its-stolenInjury Reserve – Drive It Like It’s Stolen

Wracam do Injury Reserve już po roku od wydania debiutanckiego Floss i – mimo wysoko postawionej poprzeczki – stwierdzam, że misja została wykonana. Kolejna inkarnacja grupy odrzuca agresywny i nabuzowany ton longplaya, eksplorując bardziej introspektywne, naznaczone melancholią rejony. Szczególnie imponuje „Colors”, oparte na niepokojąco mrocznym bicie Parkera Coreya, który (jak i cały skład) zalicza w zasadzie jedną sporą wpadkę w postaci płaskiego i zmierzającego donikąd „91 Cadillac DeVille”. Forma do stabilizacji i można szykować się na kolejny świetny projekt. – M. Drohobycki / Spotify


jun-kamoda-blind-disco

Jun Kamoda – Blind Disco / The Distorted Haunted Ballrooms

Z jednej strony kakofoniczne dęciaki w “Body & Soul”, z drugiej taneczna dzikość “Blind Disco”, z jednej letni puls “Dopey Forest”, z drugiej euforyczne “Ramen Funk”. Junowi Kamodzie można zaufać już po samych tytułach, a jeśli to nie wystarczy, można zaufać znakomitej selekcji Black Acre. I Blind Disco, i The Distorted Haunted Ballroom to wydawnictwa ciekawe, parkietowe i odwracające się od 4×4 najradośniej jak się da. Gdyby miała być walka, pierwsza EP-ka wygrałaby za zasługą eklektycznych improwizacji – trochę electro, trochę rave’u, trochę house’u, trochę disco, i tak dalej, i tak dalej, bo w końcu okazuje się, że Kamoda zdaje się sięgać do wszystkiego, co uzna za słuszne. – M. Staniszewska / Spotify 1, Spotify 2


kamasi-washington-harmony-of-differenceKamasi Washington – Harmony of Difference

Kwietniowe zderzenie z 13-minutowym “Truth”, z całą jego wzniosłością, chóralnym uniesieniem i mistrzowskim okiełznaniem rozmachu, bez wątpienia zaliczam do najpiękniejszych muzycznych doświadczeń roku i trudno było uwierzyć, że to raptem część większego materiału. Jak zwiastował już wcześniej wspomniany singiel, Washington nie porwał się na kolejne tak monstrualne przedsięwzięcie jak imponujący The Epic, nie tylko ze względu na wymiar czasowy, ale i zmianę w brzmieniu. Harmony of Difference jest mniej rozbuchany, zbudowany na większym luzie, momentami wręcz kojąco wycofany. Ciągle obecny jest za to spirytualny duch muzyki Kamasiego, który nawet na chwilę nie pozwala się wyłączyć z błogiego, magicznego transu. – M. Drohobycki / Spotify


nan-kole-malumzNan Kole – Malumz

I znowu mamy do czynienia ze znakomitym wprowadzeniem – tym razem utworem “Bayefal” czaruje Nan Kolè, wcześniej wspomniany największy miłośnik gqomu po zachodniej stronie globu. Fraza “Tribute to Ghom Oh!” to dosłowne nawiązanie do założonego przez niego labelu. Na swoim wydawnictwie dodatkowo gości Citzen Boya i Formation Boyz, przodowników broken beatu z durbanu, którzy w swoich remiksach “Malumz” zaznaczają jego surową i plemienną rytmikę. Znakomita propozycja dla fanów połamanych brzmień. – M. Staniszewska / Spotify


palm-shadow-expertPalm – Shadow Expert

Ekscytacja związana z najnowszą EP-ką Palm od czerwca wydaje się tylko narastać. Filadelfijczycy w tych 17 minutach zbliżyli się do math-rockowej perfekcji, stawiając niebywale pewne kroki w prawdziwym gąszczu dźwięków i zachodzących między nimi interakcji. Pomiędzy gitary i bębny precyzyjnie wtłoczone są nieco rozmyte, damsko-męskie wokale Eve Alpert i Kasry Kurta (który wypada jak coś na pograniczu Bradforda Coxa i Pandy Beara). Odświeżający i być może najlepszy gitarowy materiał w tym roku. Trzymam kciuki za zbliżający się longplay. – M. Drohobycki / Spotify


rina-sawayama-rinaRina Sawayama – RINA

Skomplikowany jest to czas dla nowych projektów orbitujących wokół alternatywnego R&B. Z jednej strony dawno nie miały one tak dobrej koniunktury, z drugiej – coraz trudniej przebić się w gąszczu propozycji. Ten problem nie dotyczy jednak Riny Sawayamy, która potrzebowała do tego raptem dwóch ubiegłorocznych podejść. Pomogło w tym na pewno świeże podejście – nie znajdziemy tu eterycznej, uwodzicielskiej estetyki, w miejsce której melduje się futurystyczna produkcja i niewzruszony, zerkający w kierunku jej rodzinnej Japonii poptymizm. Ze świecą szukać drugiego tak radosnego i satysfakcjonującego małego formatu w ostatnim czasie. – M. Drohobycki / Spotify


sam-gellaitry-escapism-iiiSam Gellaitry – Escapism III

2017 był trzecim rokiem z rzędu, który doczekał się materiału z serii Escapism, a jej ostatnia odsłona jest jednoznacznym dowodem rozwoju młodego producenta. Sam Gellaitry tym razem trochę ucieka od glitchu, momentami eksperymentując nawet z orkiestralnym, filmowym brzmieniem. Przekonujemy się o tym na samym starcie, w otwierającym „Jungle Waters”, w którym futurystyczny beat zostaje wyprowadzony z dźwięków smyczków, dęciaków i harfy. Mocno cieszy też orientalny „Acres” i naładowany wizją Rustiego, dynamiczny „Ceremony”. – M. Drohobycki / Spotify


steve-lacy-steve-lacys-demoSteve Lacy – Steve Lacy’s Demo

The Internet konkretnie się w tym roku zatomizowało. Syd zaczęła poszukiwać swojego miejsca w nieco bardziej określonym hip-hopie, wydając w tym roku krążek Fin. Debiutował również Matt Martians ze swoim The Drum Chord Theory. Nieco spokojniej swoją autonomię zaznaczył Steve Lacy. Jego materiał wybija się jednak spośród tegorocznych releasów jego kolegów. Jest w tym demo coś złożonego, kompleksowego, co pozwala twierdzić, jakoby Steve miał do powiedzenia wiele więcej, niż możemy słyszeć na nagraniach The Internet. Są, fakt, momenty dość równe i przewidywalne, jak “Dark Red”, ale i brudniejsze, paląco wręcz pociągające, tj. “Looks” i “Haterlovin”. Kto by pomyślał, że tak niepozorne wydawnictwo skrywa tak wiele ekstrawagancji, ujawniającej się w tak spłycanym dziś r&b. – M. Rypel / Spotify


street-sects-rat-jacketStreet Sects – Rat Jacket

Pełen furii i hałaśliwej agresji debiut End Position nie przeszedł bez echa wśród wielbicieli industrial-punkowych brzmień, lokując Street Sects wśród najciekawszych projektów z tego podwórka. Zapewne nie wszystkich ucieszył fakt, że Rat Jacket nieco spuszcza z tonu na rzecz większej melodyjności i produkcyjnej precyzji, ale nie ma się czego obawiać. Charakterystyczne elementy wciąż są na swoim miejscu, a zwiększenie roli gitar, wrzuconych w sam środek wściekłego elektronicznego chaosu, pozwoliło na wyeksponowanie zaskakująco ciekawego wokalu Leo Ashline’a. Skondensowana energetyczna bomba. – M. Drohobycki / Spotify


vysoke-celo-urutazasVysoké Čelo – Űrutazás

Polski rodzynek w tym zestawieniu bardzo cieszy. Ponownie jesteśmy zabierani w podróż w kosmos, okazującą się modelowym wręcz rozbrojeniem bomby z etykietą “ambient”, która tak często okazuje się zabójcza. Dotyczy to szczególnie tych space ambientowych wycieczek, rozbitych tutaj folkiem i odrobiną psychodelicznego zacięcia. Poddajcie się unikalnej atmosferze i wskakujcie na pokład – kierunek nieznany. – M. Drohobycki / Spotify


yaeji-ep2yaeji – EP1 / EP2

Dwie tegoroczne EP-ki były w podobnym zakresie nierówne, wahające się od całkowicie zbędnych fillerów, po jedne z ciekawszych tanecznych propozycji roku. Połączenie ich najmocniejszych punktów dałoby materiał z najwyższej półki, ciekawe prześlizgujący się po deep i ambient house’owych patentach, wspartych nieco znudzonym wokalem i gęstą atmosferą. Pozostaje wierzyć, że prawdziwe asy yaeji trzyma w rękawie na czas pełnoprawnego debiutu i cieszyć się takimi perełkami jak „raingurl”. – M. Drohobycki / Spotify