Najlepsze albumy 2018 roku

W czwartej części podsumowania przyglądamy się najlepszym, naszym zdaniem, albumom 2018 roku. Pięćdziesiąt pozycji ułożonych, podobnie jak we wcześniejszych kategoriach, alfabetycznie – bez miejsc czy punktów. Niezależnie od gatunku czy kraju, z którego muzykę preferujesz – mamy coś dla Ciebie. Od kolumbijskiego neo-soulu, przez niemiecki ambient i szwedzki darkwave, na holenderskim avant-folku kończąc. Chciałoby się powiedzieć: dla każdego coś dobrego. Chwilami nawet bardzo dobrego.

A to jeszcze nie wszystko. W przyszłym tygodniu wrócimy do sporego grona albumów, które z różnych powodów nie zmieściły się w poniższej selekcji, a nie powinny przejść bez echa.


Against All Logic - 2012 - 2017

A.A.L. (Against All Logic) – 2012-2017

Label: Other People

Powrotu Nicolasa Jaara do side-projectu sprzed kilku lat chyba nikt się nie spodziewał. Płyta wydana nakładem oficyny Other People ukazuje zupełnie inne oblicze tego uzdolnionego muzyka, niż to, do którego zdążyliśmy ostatnio przywyknąć. 2012-2017 to zbiór utworów utrzymanych w housowo-plądrofonicznej estetyce. Te wydobyte z archiwum kompozycje pokazują z jak wszechstronnym artystą mamy do czynienia. Nie ma sensu porównywanie tego materiału z kompozycjami ze Space is Only Noise czy Sirens. Znajdziecie tu niezwykle taneczne momenty, usłyszycie disco i funk, a to wszystko w oparciu o zapadające w ucho sample wokalne. Pomimo lekko repetytywnej natury, nie brakuje tu wyjątkowych momentów. – M. Ochojski

Posłuchaj w Spotify


Amnesia Scanner – Another Life

Amnesia Scanner – Another Life

Label: PAN

Podoba mi się to, co na temat Another Life napisał dla Wyborczej.pl Jarek Szubrycht: „[…] album brzmi tak, jakby był nagrany w 2018 roku, a nie 10 czy 30 lat temu”. Można z jego słowami polemizować, gdyż Oneohtrix Point Never ze swoim Garden of Delete był w 2018 pierwszy (studyjny debiut Amnesii nawet bardziej niż trochę brzmi jak brzydszy kuzyn trzyletniego już dzieła Lopatina), ale z całą pewnością można też uznać powyższe zdanie za dobry punkt wyjściowy do dyskusji poświęconej Another Life. Bo o brzmienie się tu przede wszystkim rozchodzi. Mowa o mechanicznych, wydobytych wprost z producenckiego piekła instrumentalach mieszających się ze zdegenerowanymi wokalami, nieudolnie naśladującymi radiowe przyśpiewki. Na papierze trąci to stylistyczną przesadą, ale w praktyce okazuje się działać znakomicie, zwłaszcza nacisk na karykaturalne wokale. Dzięki nim singlowe „AS Too Wrong” i „AS A.W.O.L” sprawiają wrażenie bycia translacją zjawiska uncany valley na język muzyki, przemęczoną dwudziestoma fotoszopowymi filtrami i gęsto opatrzoną najextremalniejszymi memuchami. Brzmi jak coś nagranego w 2018 roku, czyż nie? No właśnie. – P. Ćwikliński

Posłuchaj w Spotify


Anderson .Paak – Oxnard

Anderson .Paak – Oxnard

Label: Aftermath

Brandon Anderson przy swoim ubiegłorocznym projekcie wyszedł z prostego założenia: zebrać armię gości i z ich pomocą pokazać tak szerokie spektrum czarnej muzyki, na jakie tylko pozwala format LP. Spójrzcie sobie na listę ludzi zaangażowanych w ten album: Dr. Dre, Kendrick, Pusha T, Snoop Dogg, Q-Tip, i tak można by wymieniać jeszcze długo. Założenie zawarte na wstępie – również dzięki wymienionej gromadce – poniekąd udało się spełnić, mimo że Paak postanowił nie iść na łatwiznę i z bliżej nieznanych przyczyn nie umieścił na płycie swojego najlepszego tegorocznego singla. Nevermind, mamy tutaj niespełna godzinkę przelotu przez świat funku, soulu, rapu i R&B. Jest naprawdę przyjemnie, bardzo miło spędzony czas, ale cóż – nie każdy rum to Malibu, choć chyba mało kto się łudził, że tak kosmiczny poziom da się utrzymać dłużej. – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Anna von Hausswolff – Dead Magic

Label: City Slang

Czwarty album szwedzkiej wokalistki, organistki i kompozytorki Anny von Hausswolff to twór niezwykle eklektyczny – post-rock w stylu Swans płynnie łączy się tu z gotyckim rockiem spod znaku Chelsea Wolfe, a wszystko to okraszone jest eterycznym darkwave’m przywodzącym na myśl dokonania grupy Dead Can Dance. Szwedka sprawnie tworzy transowe, drone’owe pejzaże, idealnie współgrające z organami piszczałkowymi, a jej umujący wokal w jednym momencie potrafi przejść z delikatnego, kobiecego śpiewu w histeryczny wrzask, nadając całości dozy dramatyzmu i podniosłości. Album wstrząsa i wciska w fotel, ale miejscami potrafi również zwolnić, jakby podnosząc powalonego słuchacza, by za chwilę znów przywalić mu w pysk – przykładem może być choćby „The Truth, The Glow, The Fall” otwierające album kojącą, delikatną melodią, tylko po to, by już w „The Mysterious Vanishing of Electra” wywołać ciarki na plecach panicznymi krzykami. Wyobraźcie sobie ponury pejzaż dystopijnego, rozpadającego się świata – tlące się zgliszcza budynków, ciała rozkładające się na ulicach, wszędzie smutek i rozpacz. Nie wiem czy to zachęcająca wizja, ale tak właśnie brzmi Dead Magic. – Z. Słodkowski

Posłuchaj w Spotify


Beach House - 7

Beach House – 7

Label: Sub Pop

Duetu z Baltimore broniłem zaciekle przy każdej okazji, jakby nie dopuszczając co siebie faktu, że za momentami wielkości takich albumów jak Depression Cherry czy Thank Your Lucky Stars kryje się formuła, która już dobrą chwilę temu zaczęła zjadać własny ogon. Wyrastającą przed nimi ścianę Victoria Legrand i Alex Scally przebili z impetem – 7 ciągle ma u podstaw ten magiczny pierwiastek Beach House, dopalając go jednak odświeżonym opakowaniem i niezbędną zmianą tempa. W nowym rozdaniu rządzi psychodeliczny klimat, shoegaze’owe ściany dźwięku i automaty perkusyjne. Różnorodność faktur i odwaga w prowadzeniu sonicznej narracji zasługują na oklaski i czujność przy okazji kolejnej premiery. Ja już zacieram ręce. – M. Drohobycki

Posłuchaj w Spotify


Blawan - Wet Will Always Dry

Blawan – Wet Will Always Dry

Label: Ternesc

Trudno jest nagrać album techno, a jeszcze trudniej jest zrobić to w taki sposób, aby nie zanudzić słuchacza zanim nie skończy się płyta. 8 lat – tyle czasu zajęło wunderkindowi brytyjskiej sceny nagranie debiutanckiego krążka. I zrobił to w podręcznikowy sposób. Wet Will Always Dry nie tylko wpisuje się w definicję albumu all killer no filler, ale także udaje mu się coś, o co coraz trudniej w dobie business techno, gdzie wszystko brzmi jednakowo – niepodrabialne ani niespotykane wcześniej brzmienie, osiągnięte między innymi dzięki syntezie modularnej. Jamie Roberts pokazuje swoim debiutem, że nie tylko dorósł do hype’u jaki zdążył się wytworzyć wokół niego od momentu, kiedy pojawił się na scenie techno, ale go zwyczajnie przekroczył. – B. Bywalec

Posłuchaj w Spotify


Blood Orange - Negro Swan

Blood Orange – Negro Swan

Label: Domino

Branżowe towarzystwo ponoć regularnie stroi sobie drwiny z Deva Hynesa, nazywając go jedynym człowiekiem na Ziemi, który tworzy muzykę w trybie 24/7. O ile podobny styl pracy do najzdrowszych nie należy, tak może przynosić nadspodziewane efekty. Z rzeczonymi mamy do czynienia w tym przypadku, bo zrealizowana wizja introspektywnego, romansującego z alt-R&B sophisti-popu stawia najmłodsze dzieło Blood Orange na pozycji tego najlepszego. No one wants to be the negro swan, śpiewa Zuri Marley w refrenie „Charcoal Baby”. Except for any other pop music releases, powinna dodać. – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Brockhampton - Iridescence

Brockhampton – Iridescence

Label: RCA

O ile nie jest to rzecz na miarę którejkolwiek części Saturation, tak samozwańczego miana najlepszego boysbandu świata nie ma jeszcze powodu Brockhampton odbierać. Czwarty na przestrzeni dwóch lat (!) album tej ekipy do najrówniejszych nie należy, ale zawiera kilka absolutnych sztosów. Im agresywniej, tym lepiej – jako przykłady singlowy „J’Ouvert” i taki wjazd Doma McLennona w „Honey”, że klękajcie narody. No i hook z „San Marcos”, który dostarczył dodatkowy argument do wydania milionów monet w celu zakupu biletu na koncert. Dla takich rzeczy warto wybaczyć kilka dłużyzn i słabszych momentów. – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Car Seat Headrest - Twin Fantasy

Car Seat Headrest – Twin Fantasy

Label: self-release

Jeden z lepszych albumów 2011 nagle staje się jednym z lepszych albumów 2018? Thank you Will Toledo, very cool! A tak zupełnie poważnie, zakres zmian na nowym Twin Fantasy (określanym także jako Face to Face) względem oryginału (Mirror to Mirror) jest na tyle duży, że następca świetnego Teens of Denial doskonale radzi sobie jako osobne wydawnictwo. Już za samo odświeżenie „Beach Life-In-Death” (btw. zrywające czapki z głów) zespołowi należą się pochwały, a gdy wchłoniemy pokaźne pokłady alt-rockowego dobra, jakie na odrestaurowanej Fantazji można jeszcze znaleźć, dotrze do nas, iż mamy do czynienia z czymś może i nie wielkim, ale bez wątpienia bardzo wartościowym muzycznie. PS Zwolennicy liryksów o smutnych związkach LGBT mogą zamawiać w ciemno. – P. Ćwikliński

Posłuchaj w Spotify


You Won't Get What You Want

Daughters – You Won’t Get What You Want

Label: Ipecac

“Tylko co tu dodać? Powielać banały o apokaliptyczności tej muzyki i, o zgrozo, produkować kolejne? A w życiu Warszawy. Wytknąć płycie błędy w niej zawarte? Z jednej strony wypadałoby, z drugiej – szkoda miejsca i czasu na takie bzdety. Konstruować względnie ładne zdania mające za zadanie obrazowe opisa… nie, myślę, że wszyscy zgodzimy się co do tego, że nie jest to potrzebne. Drodzy, jedyne co możemy (i chcemy) sensownego zrobić, to zachęcić was do odsłuchania You Won’t Get What You Want. Mnóstwo wartych uwagi premier w tym roku już mieliśmy, ale ta płyta… Ta płyta jest po prostu wyjątkowa i jej wyjątkowość, nie apokaliptyczność, zamierzamy podkreślać. Nieważne, czy tydzień, czy dziesięć lat, czy bóg wie ile jeszcze czasu po premierze.”

~~ P. Ćwikliński, Zeszły Piątek #67

Posłuchaj w Spotify


Death Grips - Year of the Snitch

Death Grips – Year of the Snitch

Label: Third Worlds

Trio z Sacramento powróciło w 2018 roku z nową płytą i ponownie udowodnili, że chociaż obecna dekada jeszcze nie dobiegła końca, to bez wątpienia należała i nadal należy do nich. Year of the Snitch jest kolejną eskapadą w nieznane obszary ich sonicznego uniwersum, konsekwentnie budowanego od czasów EP-ki Exmilitary. Jak w przypadku każdej poprzedniej płyty Death Grips, tak i tym razem po odsłuchu pozostaje niezaspokojony muzyczny głód i niecierpliwość w oczekiwaniu na kolejną muzyczną podróż do kresu nocy. – B. Bywalec

Posłuchaj w Spotify


Denzel Curry TA13OO

Denzel Curry – TA13OO

Label: Loma Vista

Trzy akty, trzy stany, trzy płyty w jednej. TA13OO Denzela Curry’ego to płyta zrobiona ze sporym rozmachem i eksplorująca filary osobowości jej autora w stopniu dużo większym niż Imperial czy Nostalgic 64. Od światła, przez szarość, po ciemność – tak prowadzona jest introspektywna wycieczka, znajdująca swoje przełożenie na brzmienie poszczególnych części. Przestrzenne bity i pop-rapowe strzały z pierwszego aktu stopniowo ustępują agresywnej trapowej produkcji i bangerom podobnego kalibru jak te, na których Zeltron pierwotnie wypłynął. Odrobinę przehajpowany, ale wciąż jeden z lepszych rap albumów roku. – M. Drohobycki

Posłuchaj w Spotify


DJ Healer - Nothing 2 Loose

DJ Healer – Nothing 2 Loose

Label: All Possible Worlds

Jakiś czas temu Pitchfork opublikował artykuł, który omawiał terapeutyczną funkcję muzyki. W dzień zmartwychwstania Jezusa Chrystusa z odpowiedzią na pytanie “czy muzyka może leczyć?” przybył DJ Healer. Ta zawarła się w dwóch czarnych krążkach wydanych w ściśle limitowanym nakładzie, które można było zamówić z tajemniczej strony allpossibleworlds.de – jej adres jest bezpośrednim odwołaniem do słów niemieckiego filozofa, Gottfrieda Wilhelma Leibniza. Twierdził on, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów. Niecałe pół wieku po jego śmierci, Wolter w “Kandydzie” wyśmiał go w brutalny sposób. Podobnie jak on, wątpię w prawdziwość powyższego stwierdzenia. Wiem jednak na pewno, że życie bez muzyki byłoby pomyłką, jak napisał kiedyś inny niemiecki filozof. Nothing 2 Loose jest tego najlepszym świadectwem. – B. Bywalec

Posłuchaj w YouTube


DJ Koze - knock knock

DJ Koze – knock knock

Label: Pampa

Stefan Kozalla to człowiek-instytucja: urodzony i wychowany we Flensburgu, zaistniał na hamburskiej scenie na początku lat 90. jako raper i hip-hopowy DJ. W tym samym czasie, najpierw jak Adolf Noise, a później jako DJ Koze, rozpoczął swój wieloletni romans z muzyką elektroniczną, który sprawił, że zapisał się na kartach historii. Nigdy jednak nie zapomniał o swoich hip-hopowych korzeniach, czego najlepszym przykładem był poprzedni album Amygdala, wykraczający poza standardowe definicje albumu muzyki tanecznej. Nie inaczej jest w przypadku Knock Knock, który pomimo zróżnicowania stylistycznego cały czas pozostaje wewnętrznie spójny. W efekcie otrzymujemy jedno z ciekawszych wydawnictw minionego roku. – B. Bywalec

Posłuchaj w Spotify


Earl Sweatshirt - Some Rap Songs

Earl Sweatshirt – Some Rap Songs

Label: Tan Cressida

“Nowhere2go” i “The Mint” nie należały do najbardziej przystępnych comebackowych singli, ale w przypadku byłego reprezentanta Odd Future nie powinno to dziwić (“Grief” anyone?). Elementy składowe? Eksperymentalna, zaszumiona produkcja, przytłumiająca nieco głos rapera, zglitchowane instrumentale (vibe Madvillain czy MIKE’a jest tu wyraźnie obecny) i teksty, które wciąż przykryte warstwą smutku, wpuszczają jednak trochę światła do jego mrocznego świata. Te ostatnie sugerują, że Earl w końcu znalazł sposób na zachowanie życiowego balansu, nawet mimo nierównego starcia z poczuciem straty, podkreślanym osobistymi samplami w świetnym “Playing Possum”. – M. Drohobycki

Posłuchaj w Spotify


Father John Misty - God’s Favorite Customer

Father John Misty – God’s Favorite Customer

Label: Sub Pop

Z Joshem Tillmanem jest tak, że jeśli na moment przestaniemy zwracać uwagę na jego wystrzelone w okolice Marsa ego, to okazuje się gość po prostu świetnym singer-songwriterem. W tak dobrej formie nie znajdował się od I Love You, Honeybear, a post-beatlesowskie, mocno osadzone w latach 70-tych brzmienie zmieszane z alt-country autentycznie cieszy uszy. O ile po wydawnictwie z 2017 nie brakowało prześmiewców określających Ojca Jana Mglistego jako Nicka Cave’a dla ubogich, tak God’s Favorite Customer powinien ich przynajmniej na jakiś czas uciszyć. – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Gang Gang Dance - Kazuashita

Gang Gang Dance – Kazuashita

Label: 4AD

To była pierwsza dłuższa przerwa w karierze Gang Gang Dance – siedem lat. Po powrocie czekało Nowojorczyków spore wyzwanie, a mianowicie przeskoczenie barierki niemożliwie wysoko postawionej przez wydane w 2011 roku Eye Contact. Zdania o tym, czy udało im się wywiązać z tego zadania obronną ręką są podzielone, ale my wiemy swoje. Kazuashita jest trippy, ale w dobrym guście, piosenki na niej umieszczone to skrystalizowana psychodelia podana w lekkiej formie, której na dobre wychodzi stale inkorporowana przez muzyków popowość. Wyświechtany filozoficzny cytat „Wszystko płynie” zdaje się pasować do ostatniej płyty Gangu jak ulał – wszystko tutaj płynie, niczym popychane przez nurt rzeki. A że rzeka lubi żłobić sobie kolejne odnogi, robi to także Kazuashita, zaznaczając punkty, od których grupa może zacząć dalszą ewolucję swojej muzyki. – P. Ćwikliński

Posłuchaj w Spotify


GAS - Rausch

GAS – Rausch

Label: Kompakt

Szósty album niemieckiego muzyka zabiera nas na nocny spacer po lesie. Nie jest to jednak zwyczajna wyprawa, a taka pełna onirycznych, wręcz narkotycznych wizji i halucynacji. Godzinna płyta rozkręca się nieśmiało i powoli wprowadza nas w trans. W pewnym momencie nabiera tempa i zaczyna żyć własnym życiem, napędzana dźwiękami przypominającymi sunący w równym rytmie pociąg, a my tracimy poczucie czasu i całkowicie zatracamy się w magicznym świecie wykreowanym przez Wolfganga Voigta. Aż żal budzić się z tego snu. – Z. Słodkowski

Posłuchaj w Spotify


Iceage - Beyondless

Iceage – Beyondless

Label: Matador

To, jak dobrze odebrałem nowy album duńskich post-punkowców, jest dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Z poprzednikami tej płyty raczej nie było mi po drodze, ciężko było przekonać mi się do np. surowego brzmienia You’re Nothing, a wokalna maniera Dana Nielsena częściej irytowała, niż intrygowała. Aż tu nagle Beyondless, czyli: świetne piosenki, większa różnorodność gatunkowa, „ciepłe” akordy, porywający rytm. Co prawda kosztem zaniechania przez zespół rozwoju mroczniejszej estetyki, z którą korespondował przez niemal dziesięć lat, ale… czy to teraz takie ważne? – P. Ćwikliński

Posłuchaj w Spotify


IDLES - Joy as an Act of Resistance.

IDLES – Joy as an Act of Resistance.

Label: Partisan

Bardzo podobało mi się zdanie użyte przez naczelnika Drohobyckiego, gdy w ramach Zeszłego Piątku opisywał ten album. Stwierdził wówczas, jakoby „chłopaki pierdolnęły takim sofomorem, że jednocześnie wysłali Brutalism na przedwczesną emeryturę”. Podobną (pytanie, czy w tym wypadku przedwczesną) emeryturę zaoferowali zresztą kilku poglądom dotyczącym stereotypowo rozumianej męskości i bycia niefajnym w stosunku do innych ludzi. I jeszcze odziali to w pełne humoru teksty, a potem dodali dobre gitarki – po prostu złote chłopaki. Being punk by spreading love? Aye! – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Jon Hopkins - Singularity

Jon Hopkins – Singularity

Label: Domino

Na nowym wydawnictwie Jon Hopkins nie zadziwia ani nie zaskakuje. Potwierdza jednakże swoją zdolność do budowania melodyjnych struktur i pętli na tle bardzo wyrazistych, lecz minimalistycznych, hipnotyzujących, momentami glitchowych bitów. Wszystko to wiedzieliśmy o Jonie już za sprawą Immunity, ale to nadal kawał dobrego IDM-u. Organiczne i elektroniczne dźwięki stapiają się tu w spójną całość. Niestety druga, bardziej ambientalna część albumu nie robi już tak dobrego wrażenia. Jest to (na niekorzyść Jona) zupełnie inna twarz Singularity, bardziej miękka, oswojona i wygładzona, bez tak wyraźnie zarysowanego charakteru. – M. Ochojski

Posłuchaj w Spotify


Jorja Smith - Lost & Found

Jorja Smith – Lost & Found

Label: FAMM

Jorja Smith ma na starcie oczywisty, niepodważalny atut – głos, który brzmi jak milion dolarów. Nic dziwnego, że to właśnie wokal wysunięto na pierwszy plan tych minimalistycznych, lounge’owych, balansujących gdzieś na granicy contemporary R&B i neo-soulu kompozycji. Paradoksalnie jednak, zdecydowanie najjaśniejsze punkty Lost & Found to te odważniejsze, z so-damn-groovy „Teenage Fantasy” i rewelacyjnym (ale to wiadomo od prawie trzech lat) „Blue Lights” na czele. Przy debiucie rzecz jasna trzeba postawić plus, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że z tego talentu da się wycisnąć jeszcze więcej. Tego życzę i Jorji, i Wam, i sobie. – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Jozef Van Wissem ‎– We Adore You, You Have No Name

Jozef Van Wissem ‎– We Adore You, You Have No Name

Label: ConSouling

Najnowsza płyta holenderskiego lutnisty, znanego głównie ze świetnej ścieżki dźwiękowej do filmu Tylko kochankowie przeżyją, uderza swoim chłodem i mrokiem, ale również pewnym wysublimowaniem i elegancją. Odnosząc się do muzyki dawnej, Van Wissem tworzy ciężki, oniryczny drone/avant-folk okraszany miejscami niskim wokalem, skandującym tak dziwaczne frazy jak „can’t drink the water, only alcohol”, nawiązując do średniowiecznego zwyczaju picia przy stole alkoholu zamiast wody. Zresztą, na tym nawiązania do dawnych czasów się nie kończą – na przykład utwór „You Know That I Love You” jest oparty na madrygale o tym samym tytule, autorstwa renesansowego kompozytora Jakoba Arcadelta. Warto posłuchać. – Z. Słodkowski

Posłuchaj w Spotify


JPEGMAFIA - Veteran

JPEGMAFIA – Veteran

Label: Deathbomb Arc

DAMN PEGGY. Veteran już w styczniu uderzył we mnie jak rozpędzony pociąg, czego skutki odczuwam po dziś dzień. JPEGMAFIA wyciągnął tu cały swój arsenał pomysłów, w dużej mierze zakorzenionych w meta-memicznej warstwie Internetu. Niejednorodny, industrialno-noise’owy wywar to produkcyjny eksperyment w czystej postaci. Choć dyskusyjna liryczna zawartość (skrajnie lewicowe i polityczne do potęgi teksty miewają lepsze i gorsze momenty) i testowanie granic w zakresie zabawy glitchami chwilami może męczyć, to zawsze na odtrutkę przychodzą pomysły ostre jak brzytwa, przywracające do stanu błogiej równowagi. Nie jest to easy-listening, ale Veteran dowozi i wynagradza poświęcony mu czas. – M. Drohobycki

Posłuchaj w Spotify


Julia Holter - Aviary

Julia Holter – Aviary

Label: Domino

Kakofoniczne momenty, w trakcie których nie wiadomo czego się złapać? Odnotowane. Wybuchy maniakalnej wręcz skłonności do eksperymentowania z formą? Obecne. Awangardowe zacięcie skonfrontowane z przebłyskami szczerego piękna? Na całej półtoragodzinnej długości. Największe wyzwanie roku? Być może. Najlepszy art popowy album roku? Z pewnością. Gdyby tak jeszcze pierwsza połowa chciała dorównać drugiej… – M. Drohobycki

Posłuchaj w Spotify


Kali Uchis - Isolation

Kali Uchis – Isolation

Label: Virgin

Tyle, ile wielkich słów powiedziane/napisane zostało o Isolation, to się, cytując Grzegorza Skwarę, nie mieści w pale. Wiecie, genre-defying, gamechanging i inne rozmaite określenia, którymi rzesze recenzentów starały się opisać, jak kapitalną robotę zrobiła kolumbijsko-amerykańska wokalistka na swoim debiutanckim albumie. Ja spróbuję prościej  – słyszeliście kiedyś popowe, zawierające 15 utworów wydawnictwo, na którym KAŻDY numer mógłby być flagowym singlem je promującym i odnieść sukces? Ja też nie, aż do 6 kwietnia 2018 roku. Można by się rozpisywać, przytaczać dziesiątki smaczków (przejście na bębnach w 1:32 „Tyrant”, omg), ale po co, skoro można iść posłuchać. Tytuł płyty roku się należy. I brawo dla Kali Uchis. – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Kamasi Washington - Heaven and Earth

Kamasi Washington – Heaven and Earth

Label: Young Turks

Fantastyczną ironią losu jest fakt, że im bardziej zaciekle jazzowi ortodoksi krytykują Kamasiego Washingtona, tym Amerykanin nagrywa lepsze płyty. Heaven and Earth początkowo przytłacza, ale dzieje się tu wystarczająco dużo, by nie odczuwać efektu znużenia (pozdrawiam Drake’a) ponad dwugodzinnym materiałem. Filmowy rozmach, soulowo-gospelowe inspiracje – jest to taki trochę inny dżezik, ale spokojnie, nad wszystkim czuwa duch Nowego Orleanu. A jeśli nie macie akurat pod ręką 144 minut na przesłuchanie całości, to na początek polecam „Vi Lua Vi Sol”, „Street Fighter Mas” i „Journey”. Będzie fajnie. – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Kanye West - ye

Kanye West – ye

Label: GOOD Music / Def Jam

Mieliśmy w minionym roku mnóstwo okazji, by nacieszyć się Kanye, zarówno w wydaniu raperskim, jak i producenckim. Jednak na którym z wydawnictw, nad którymi pracował, znaleźć mogliśmy najwięcej… jego samego? Jasne, mamy napakowane szaleństwami i twórczą frajdą Kids See Ghosts, które wskaże większość osób, ale głębsze wsiąknięcie w temat naprowadza na płytę, od której się wszystko zaczęło. ye zdefiniowało styl nowego, odrodzonego Westa, który po raz kolejny postanowił pójść pod prąd, tym razem wydając serię albumów studyjnych o EP-kowej długości. W czasach, gdy coraz popularniejsze stają się półtoragodzinne trapowe molochy (Culture II, Scorpion, The Carter V…) jest to czynem co najmniej odważnym. Mało tego, jest też czynem ryzykownym, bo limit 24 minut zmusza do dokładnej analizy wypuszczanego materiału, którego przyjęcie nie zawsze musi być zgodne z optymistycznymi prognozami. A jednak, ye to długograj (hehe) od A do Z, potrafiący zachwycić wysmakowaniem („Ghost Town”), dowalający egzystencjalnymi rozważaniami („I Thought About Killing You”) i certyfikujący unikatowość solówek autora („Yikes”). Czy to już ten moment, kiedy mogę napisać „Kanye is back”? – P. Ćwikliński

Posłuchaj w Spotify


Time 'n' Place

Kero Kero Bonito – Time ‘n’ Place

Label: Polyvinyl

Przyznaję się bez bicia – nie jestem wielkim fanem Bonito Generation. Jednakże druga długograjka londyńskiego trio trafiła idealnie w moje gusta. Jest przede wszystkim zadziorniejsza, brudniejsza i najzwyczajniej w świecie ciekawsza. Cukierkowe, j-popowe naleciałości ustąpiły trochę miejsca indie-popowym gitarom z eksperymentalnym, glitchowym sznytem. W pewnym sensie Time ‘n’ Place łączy słodycz poprzedniego albumu z drapieżnością EP-ki TOTEP, niwelując tym samym poczucie przesłodzenia, które towarzyszyło mi przy okazji debiutu grupy – weźmy na przykład mocno gitarowe „Outside”, dream popowe „Dump” czy hałaśliwe „Rest Stop” zamykające płytę.  Czekam na więcej. – Z. Słodkowski

Posłuchaj w Spotify


Kids See Ghosts - Kids See Ghosts

Kids See Ghosts – Kids See Ghosts

Label: GOOD Music / Def Jam

Kids See Ghosts to jeden z pięciu albumów wyprodukowanych w tym roku przez Westa w ramach tzw. Wyoming sessions. Lato 2018 okazało się dla niego zarówno niezwykle pracowite, jak i niepozbawione sukcesów artystycznych. Sfera produkcyjna Kids See Ghost eksperymentuje z gatunkami takimi jak R&B, lo-fi, pop, skręcając nawet ku psychodelicznym rejonom w stylu Flaming Lips. Prawdopodobnie ta różnorodność sprawia, że 23-minutowy krążek wydaje się nasycony treścią do granic możliwości. Zaskoczyć potrafi także dobór sampli: od świątecznej piosenki sprzed lat, przez riffy Curta Cobaina, aż do fragmentu wywiadu z Marcusem Garvayem – działaczem na rzecz Afroamerykanów w Stanach. Niestety pomimo wkładu Cudiego nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kluczowa była tu postać Yeezy’ego, który wydaje się bardziej wyzwolony muzycznie niż kiedykolwiek. – M. Ochojski

Posłuchaj w Spotify


Leon Vynehall - Nothing Is Still

Leon Vynehall – Nothing Is Still

Label: Ninja Tune

Nie da się połączyć wrażliwości rodem z The Disintegration Loops Basinskiego z przebojowością nowoczesnej muzyki house…

Zaraz, to jednak się da?! – P. Ćwikliński

Posłuchaj w Spotify


Let's Eat Grandma - I'm All Ears

Let’s Eat Grandma – I’m All Ears

Label: Transgressive

Czasami wydaje się, że pewne połączenia nie mają prawa wypalić, zwłaszcza w miarę dodawania kolejnych składników. Wiecie, coś na zasadzie kurczaka w czekoladzie. Jadłem kiedyś coś takiego, o dziwo było naprawdę świetne, ale gdyby dorzucić do tego jeszcze sos barbecue i polać całość budyniem, to efekt mógłby co najmniej budzić kontrowersje. Gdyby dziewczyny z Let’s Eat Grandma trafiły na powyższy zestaw, uśmiechnęłyby się pewnie tylko pod nosem i z błyskiem w oczach dorzuciły do niego, nie wiem, nachosy. Przechodząc od kulinarnych metafor do muzycznej nomenklatury – Rosa Walton i Jenny Hollingworth wzięły na warsztat dreampopowe melodie, taneczną elektronikę, połamane beaty, delikatnie przybrudzone, przestrzenne gitary, postpunkowe syntezatory, a połączenie tych elementów wykorzystały w songwritingu pozbawionym barier. Zdrowo popierdolona, ale znakomita rzecz. – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Low - Double Negative

Low – Double Negative

Label: Sub Pop

Wróćmy do tej dyskusji za 10 lat, a Double Negative będzie wymieniany w gronie absolutnych klasyków drugiej dekady XXI wieku. Nic dziwnego, że wiele osób odbiło się od tego materiału i zraziło przy pierwszym podejściu. Low nie wzięli pod uwagę taryfy ulgowej i rdzeń swojej slowcore’owej twórczości przestawili na tor, który funkcjonuje już w zasadzie poza ramami gatunku. Album zaczyna się szorstkim, pulsującym “Quorum”, by później zapadać się raz po raz w tej klaustrofobicznej konstrukcji, traktującej stłumione wokale jako kolejne instrumenty pracujące na rzecz odhumanizowanej, zarysowej melodyjności. Dekonstrukcja nie mniej interesująca, niż ta w wydaniu klubowym. – M. Drohobycki

Posłuchaj w Spotify


Map.ache - Vom Ende Bis Zum Anfang

Map.ache – Vom Ende Bis Zum Anfang

Label: Giegling

„Od końca do początku” – tak brzmi tytuł tej zupełnie niepozornej płyty wydanej pod koniec roku przez Giegling, która całkowicie skradła serce autorowi tego tekstu. Debiut Map.ache w barwach niemieckiej wytwórni ma jednak przede wszystkim znaczenie sentymentalne dla Jana Baricha. Śmierć ojca i narodziny pierworodnego – taka jest historia powstania tego albumu. Tak jak spojrzenie na okładkę, która przedstawia zdjęcie małego Map.ache’a na plecach zmarłego ojca, wprowadzi was w głęboką melancholię, tak samo muzyka zawarta na trzech winylach poruszy was do głębi. Posłuchajcie uważnie od p o c z ą t k u do końca, a przekonacie się o tym sami. –- B. Bywalec

Posłuchaj w YouTube


Marie Davidson - Working Class Woman

Marie Davidson – Working Class Woman

Label: Ninja Tune

Marie Davidson gone riot. Hipnotyczna i zarazem zawierająca duży ładunek energii melorecytacja na minimal synthach, poprzetykanych basowymi podbiciami. Kanadyjka w charakterystycznym dla siebie stylu (i z ciekawym akcentem) rozlicza się z branżą muzyczną, wzlotami i upadkami życia w trasie, no i w końcu własną pozycją w całym tym bałaganie. A że przy okazji trafiają się zabójczo chwytliwe strzały jak “So Right” czy electroclashowy “Work It”… – M. Drohobycki

Posłuchaj w Spotify


Mass of the Fermenting Dregs - No New World

Mass of the Fermenting Dregs – No New World

Label: Flake

Czasami w podsumowaniach rocznych zdarza się materiał, o którym autor notki jest w stanie napisać mnóstwo linijek, ponieważ dołożył wszelkich starań (wpisując ogromną ilość punktów w rubryce obok tytułu), żeby jego ukochany album znalazł się na liście końcowej. Tak, dobrze się domyślacie, tym albumem jest No New World. Problem jednak w tym, że nadal nie wiem, co o nowym Mass of the Fermenting Dregs mądrego napisać. Ale spróbuję: No New World to płyta, którą polubią ludzie słuchający j-rocka codziennie. No New World to też płyta, która ma szansę zagościć dłużej w odtwarzaczach osób, którym na samo wspomnienie „Little Busters” The Pillows (o nich wspominałem w którymś Zeszłym Piątku) łezka zaczyna się kręcić w oku. No New World to w końcu płyta, którą miłośnicy jednej z EP-ek zespołu, World Is Yours, mogą albo znienawidzić, albo pokochać. No New World i World Is Yours dzieli i łączy wiele, ale to właśnie zagorzali słuchacze tego drugiego wydawnictwa wyłapią, jak wiele. Ja opowiadam się po drugiej stronie, przeplatając w odtwarzaczu „Blue, dense orange day” z „ ASAHINAGU” i, oczywiście, wysyłam w świat swoją miłość do tego albumu. – P. Ćwikliński

Posłuchaj w Spotify


MGMT - Little Dark Age

MGMT – Little Dark Age

Label: Columbia

Na swoim najnowszym albumie amerykański zespół odrywa się nieco od swoich indie-popowych korzeni, dryfując bardziej w stronę brudnego, psychodelicznego synthpopu spod znaku Ariela Pinka. Zresztą, inspiracje tym Panem słychać na Little Dark Age w każdym miejscu i nie jest to w żadnym wypadku zarzut. Odświeżając wytartą już trochę formułę, muzycy pokazują, że ich głowy wciąż pełne są inspiracji i pomysłów. Pozostaje jedynie z niecierpliwością wyczekiwać następnej płyty i kierunku w jakim nowojorska kapela zabierze nas kolejnym razem. – Z. Słodkowski

Posłuchaj w Spotify


Nine Inch Nails - Bad Witch

Nine Inch Nails – Bad Witch

Label: The Null Corporation

Album zwieńczający trylogię (po EP-kach Not The Actual Events i Add Violence) to dzieło pod każdym względem przewyższające swoje poprzedniczki. Zespół, a właściwie teraz już duet muzyków pokazuje, że wciąż ma wiele świeżych pomysłów. Mimo niewielkiej długości, Bad Witch nie pozostawia słuchacza z poczuciem niedosytu. Myślę, że moda na wydawanie krótkich płyt wyszła Nine Inch Nails na dobre – trzydziestominutowy materiał jest zwarty i intensywny, a jednocześnie bardzo zróżnicowany. Na powstałym w duchu Blackstar Davida Bowiego krążku mamy więc petardy pokroju „Shit Mirror”, noise’owo-improwizujące „Play the Goddamned Part” i klimatyczne, ambientowe „I’m Not from This World” – dla każdego coś dobrego. – Z. Słodkowski

Posłuchaj w Spotify


Noname - Room 25

Noname – Room 25

Label: self-release

Słuchanie Room 25 można przyrównać do obserwowania zanurzonego w gorącym cappuccino ciastka, które powooooooli mięknie i uwalnia aromat. Płynące w tle jazzowe nuty komponujące się z łagodnymi beatami malują w wyobraźni obraz poranka w ładnie urządzonej kawiarni, a kojące flow Noname nasuwa na myśl głos bardzo miłej pani sprzedawczyni, która z uśmiechem na ustach wręcza nam filiżankę, oznajmiając „Bardzo proszę, mam nadzieję, że będzie smakować”. Gdy jednak, po nacieszeniu się wizualną stroną kawiarnianego śniadanka, w końcu zabieramy się za kawę i ciastko, w ich smaku wyłapujemy coś… dziwnego. Uświadamiającego. Ten smak to czytanie Room 25. Pani sprzedawczyni, zaniepokojona naszym wyrazem twarzy, podchodzi do stolika i pyta, czy wszystko w porządku. Szczerze odpowiadamy „Nie do końca”, po czym starannie odgryzamy kolejne kawałki ciastka, bierzemy niewielkie łyki kawy, płacimy (do puszki obok kasy wrzucając sowity napiwek) i kierujemy się w stronę wyjścia. Gdy jesteśmy już przy drzwiach, miła pani ze śmiertelną powagą rzuca w naszą stronę „Żyjemy w społeczeństwie”, a jedyną reakcją na jaką nas stać jest pełen zadumy grymas. – P. Ćwikliński

Posłuchaj w Spotify


Cocoon Crush

Objekt – Cocoon Crush

Label: PAN

Jeden z największych perfekcjonistów w branży powrócił z albumem o niezrównanym, mistrzowskim poziomie sound designu i przywiązania do detali. TJ Hertz zawsze imponował finezyjną odwagą, wszechstronnością i muzycznym szóstym zmysłem, który nigdy nie pozwalał mu zbaczać z kursu, co szczególnie dosadnie wyrażały jego eklektyczne sety. Na następcy kultowego Flatland niemal całkowicie zerwał okowy techno i ruszył w ekscytującym kierunku, próbując wtłoczyć iluzję organiczności do zglitchowanego IDM-u. Efekt miejscami zapiera dech – pulsujące i drgające struktury dźwiękowe co rusz podbijane są wyrazistym basem, by za chwilę przeskoczyć znienacka do ciepłego ambientalnego rozmycia. Ten niespokojny push and pull nie tylko nie jest męczący czy irytujący, ale przede wszystkim, poprzez zręczne dawkowanie inżynieryjnych idei Hertza, nie pozwala na uśpienie czujności. Błyskotliwie naszkicowana konstrukcja z egzekucją na najwyższym poziomie, której nie wypada poskąpić niespełna godziny. – M. Drohobycki

Posłuchaj w Spotify


Pusha-T - DAYTONA

Pusha T – DAYTONA

Label: GOOD Music / Def Jam

Mimo wyjątkowo zwięzłej zawartości (21 minut), Daytona stał się jednym z najciekawszych rapowych albumów tego roku. King Push, znany z nawijki pod awangardowe bity, także tym razem płynie swobodnie na czerpiącej z oldschoolu warstwie instrumentalnej. Bezkompromisowe barsy, dobitne punche i niepodrabialna estetyka – wszyskie znaki firmowe są na miejscu. Daytona wywołała też niemałe poruszenie przez utwór wieńczący wydawnictwo, “Infrared”, w którym wraca wątek beefu pomiędzy Pushą T a Drakiem. Jakość, nie ilość. – M. Ochojski

Posłuchaj w Spotify


El Mal Querer

Rosalía – El Mal Querer

Label: Sony Music Entertainment España

Ile to razy przekonywaliśmy się, że odwaga w łączeniu stylistyk robi robotę, a uwolnienie kreatywnego potencjału przynosi ciekawsze efekty, niż trzymanie się ram gatunkowych? W tym przypadku mamy do czynienia z fuzją flamenco, art-popu, alt-R&B i cholera wie, czego jeszcze, niestotne. Ważne, że El Mal Querer to nie tylko singlowe rakiety w postaci „Malamente” i „Pienso en tu mira” (obie jakże różne i jakże fantastyczne), ale również mega spójny, ciekawy koncept całości – ten sięga XIII-wiecznej powieści napisanej po oksytańsku. Efektem jedna z najlepszych płyt roku w światowym popie, a fakt, że jest ona jednocześnie… pracą zaliczeniową Rosalíi na bachelor degree (flamenco studies), to już w ogóle jakiś kosmos. – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Saba - Care for Me

Saba – Care for Me

Label: self-release

Jeśli ktoś jest w stanie startować z ciężarem lirycznym do Earla Sweatshirta, to właśnie 24-latek z Chicago. A gdy dodamy do tego fakt, że w temacie storytellingów autor Care For Me jest absolutnym kotem, to wyobrażacie sobie, jak może brzmieć ta płyta. Nawinięte na jazzujących beatach, niepokojące, depresyjne opowieści co chwilę przybierają na sile, by dotrzeć do ocierającego się o perfekcję punktu kulminacyjnego w postaci „PROM / KING”. Saba urodził się dokładnie tego samego dnia, co Kali Uchis, i może coś w tym jest. Kreatywne siły mocno sprzyjały tej dwójce w ubiegłym roku.  W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Skee Mask - Compro

Skee Mask – Compro

Label: Ilian Tape

Dwa lata po premierze debiutanckiego krążka Bryan Müller powrócił z nowym materiałem dla wytwórni braci Zenker, która od początku jego działalności jako Skee Mask wzięła go pod swoją egidę. Compro to drugi po Wet Will Always Dry album techno, który zasługuje na miejsce w zestawieniu ze względu na swoje nieoczywiste podejście do tematu. Chirurgiczna precyzja w układaniu połamanych bitów oraz chłodny klimat, pod którymi paradoksalnie kryje się ludzkie ciepło to najlepsze określenie tej płyty. Chociaż momentami nie sposób uniknąć skojarzeń z breakbeatem lat 90. i początkami IDM-u z czasów składanek Artificial Intelligence, to Skee Mask udowadnia, że spogląda w przeszłość tylko po to, żeby móc sięgnąć w przyszłość. I wychodzi mu to bezbłędnie. – B. Bywalec

Posłuchaj w Spotify


Snail Mail - Lush

Snail Mail – Lush

Label: Matador

Kiedy miałem 19 lat, to udało mi się zdać maturę i zobaczyć Kendricka w Gdyni, ale ogólnie to grałem w kosza i piłem piwko, bo bardzo je lubię. W tym samym wieku Lindsay Jordan również zrobiła dwie rzeczy, ale chyba jednak trochę fajniejsze. Najpierw stała się autorką jednego z najbardziej uroczo i zabawnie prowadzonych kont na Insta in the game, a potem nagrała kozacki debiut dla kumatej wytwórni (jakby co, to nie wiem, czy lubi piwko). Rzeczona płytka to trochę indie rock revival, gitarowe numery, które – choć znacznych pokładów odkrywczości tu brak – urzekają lekkością i liryczną wrażliwością autorki, swój szczyt osiągając na wysokości przepięknego, onirycznego „Heat Wave”. That’s how love sounds like. – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Sons of Kemet - Your Queen Is A Reptile

Sons of Kemet – Your Queen Is A Reptile

Label: Verve

Afro-jazzowy w brzmieniu, punkowy w sercu. Sons of Kemet w formę niespełna godzinnego albumu ubrali piękny równościowy statement, co ciekawe, prawie wyłącznie instrumentalny. Słowa pojawiają się tu w kluczowych miejscach – na starcie, na finiszu, a także w tytułach utworów, honorujących ważne dla antyrasistowskiej narracji kobiety. Nie jest to może najwybitniejsze pod względem technicznym jazzowe dzieło, ale za to otwarte na wszystkich, prowadzone emocjonalnym groovem i przesiątknięte dubem, funkiem i londyńską sceną grime’ową. Jazzowi elityści nie znajdą tu wiele dla siebie, w przeciwieństwie do całej reszty. – M. Drohobycki

Posłuchaj w Spotify


SOPHIE - Oil of Every Pearl's Un-Insides

SOPHIE – Oil of Every Pearl’s Un-Insides

Label: Transgressive

Na ten album trzeba było czekać latami i paradoksalnie w tym może tkwić jego ogromna siła. SOPHIE w dniu jego premiery to już artystka w pełni ukształtowana, pewna swoich możliwości i, przede wszystkim, emanująca wiarą w siłę wynikającą z nieskrępowanej społecznymi obostrzeniami tożsamości. Brytyjka nie chowa się już pod cyfrowym płaszczem i nie skrywa twarzy, a wręcz wychodzi przed szereg, aspirując do miana symbolu debaty o płciowości. Wszystko to dzieje się w ramach wyrazistej, barwnej otoczki (flirtującej nieustannie z kontrolowanym kiczem) stanowiącej niejako konkluzję nurtu PC Music i wszystkiego co wniósł do popu XXI wieku. To i całą resztę powiedziano i przemielono już na milion sposobów, więc po co się powtarzać. Lepiej po raz kolejny posłuchać “Immaterial” czy “Is It Cold In the Water?”. – M. Drohobycki

Posłuchaj w Spotify


The Internet - Hive Mind

The Internet – Hive Mind

Label: Columbia

Czwarte długogrające wydawnictwo Internetów to czysty fun(k). Syd i coraz mocniej ufający swoim zdolnościom wokalnym Steve Lacy wprowadzają vibe, który najprościej określić trzema skojarzeniami: wieczór, ciepło, palmy. Pulsujący bas, miękkie brzmienie i jazzowo-soulowy groove (z kulą disco majaczącą gdzieś w tle) sprawiają, że The Internet nie da się pomylić z jakąkolwiek inną ekipą sytuującą swój sound w podobnym obszarze. I choć przebojów na miarę „Girl” czy „Special Affair” brak, tak mimo tego najmniej hip-hopowe dzieci Odd Future mają się świetnie. – W. Skoczylas

Posłuchaj w Spotify


Konoyo

Tim Hecker – Konoyo

Label: Kranky

Najbardziej japoński z niejapońskich albumów, które zeszłego roku pojawiły się w alternatywnym mainstreamie (jakoś muszę to nazwać). I to by wystarczyło, bo napisałem na temat Konoyo wystarczająco w naszej recenzji („[…] fascynujący pomnik ku chwale mistycyzmu muzyki Kraju Wschodzącej Awangardy”, bla bla bla), ale dodam jeszcze, że nowa płyta Time Heckera stała się moim ulubionym growerem 2018, dlatego też korzystam z okazji i polecam ją wam jeszcze goręcej niż w październiku. Odpalcie i rozpłyńcie się, odkrywając zawarte na niej tekstury dźwięku. – P. Ćwikliński

Posłuchaj w Spotify


Yves Tumor - Safe in the Hands of Love

Yves Tumor – Safe in the Hands of Love

Label: Warp

Kiedy w 2017 roku Yves Tumor ogłosił podpisanie kontraktu na album z legendarną wytwórnią Warp Records, nie miałem wątpliwości, że zostanie moją płytą roku, a odsłuch potraktuję jak formalność. I chociaż stało się tak jak przewidywałem, to Sean Bowie nie byłby sobą, gdyby nie zaskoczył chociaż odrobinę swojej publiki, w tym wypadku wydając album bez zapowiedzi. Wiele już zostało powiedziane i napisane na temat Safe in the Hands of Love, jednak to co warto podkreślić, to fakt, że trudno o inną płytę, która integrowałaby tyle pozornie niespójnych elementów oraz eksperymentów w tak przystępny sposób. Jeśli muzyka pop z 2018 roku będzie za coś zapamiętana w historii, to właśnie za debiut Yves Tumora dla Warp Records. – B. Bywalec

Posłuchaj w Spotify

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed