Apparat dodać Modeselektor  to Moderat. Moderat było raz, II i teraz jest III. Trzy lata po ostatnim LP, trylogia się dopełnia. Czterdzieści dwie minuty i trzydzieści sekund smukłych kicków, chrupiących snare’ów i ambientowych pejzaży doprawione gustownym wokalem.  Znowu.

W kwestii muzyki elektronicznej, nierzadko spotyka się artystów o szczególnym brzmieniu czy produkcji, które stają się czymś w rodzaju ich znaku rozpoznawczego. Rzadko jednak rzec można, że takowe znaki są na tyle urzekające by wyróżnić danego artystę ponad innych i określić go jako tuza w swojej dziedzinie. Jak dla mnie Moderat wpada idealnie między jedno a drugie i nie ma w tym nic złego. Nie są w mojej opinii porażająco oryginalni w podejściu do produkcji swych kompozycji ani też nie reprezentują sobą jakiejś nadzwyczajnej oryginalności by mówić o koronowaniu kogoś mianem nietuzinkowości. Ich muzyka nie służy temu by powalić na kolana – jest tu po to by zabrać w podróż do innego miejsca i to właśnie robi III.

Miałem przyjemność nie raz słuchać takich albumów jak ostatnie Anastasis zespołu Dead Can Dance z 2012 roku bądź klasyka Aphex Twin Selected Ambient Works 85-92 i rzec muszę, że najnowsza płyta Moderat budzi podobne skojarzenia jeśli o chodzi kreację wyjątkowej atmosfery. III w pewien sposób izoluje słuchacza, otaczając lodowatym okryciem elektronicznego ascetyzmu, dopełniając obrazu wielkimi przestrzeniami dźwiękowymi. Zawsze tło jest pełne ciągnących się reverbów, basu i popychanych przez delay partii wiodących, z delikatnym wokalem na czele i chwytliwymi rytmami perkusyjnymi. W całokształcie trylogii, takowe rozwiązanie głównej estetyki albumu jest uzasadnione – wszystko bowiem ma stanowić w pewnym sensie jedność – jednakże pozostawia to niedosyt w przypadku III. Płyta zawiera w sobie minimalne dozy nowatorskości względem uprzedniego materiału Moderat – jeżeli słyszało się II to i słyszało się III. Nie jest to koniecznie wada ale w moim odczuciu brakowało w całym nagraniu jakiegoś okazjonalnego pazura. Melancholijne pejzaże są cool ale ze szczyptą czegoś gorętszego byłyby pewnie nawet lepsze, takie jak na poprzednim albumie gdzie znalazło się absolutnie hitowe Bad Kingdom, które jest w danej chwili moim ulubionym trackiem z całego II. Takich pereł, niestety, tym razem zabrakło.

Ciężko jest nazwać cokolwiek highlightem płyty bowiem wszystkie utwory sprawiają wrażenie spojonych ze sobą stylistycznie i kompozycyjnie. Konsekwentność w estetyce albumu jest, oczywiście, rzeczą zawsze jak najbardziej pożądaną ale chyba właśnie przez nadprogramową dbałość o nią nic poza dwoma utworami  nie zapadło mi na dłużej w pamięć. Z pewnym przymrużeniem ucha, mógłbym wyróżnić instrumentalne Animal Trails oraz Running. Pierwsze za całokształt kompozycji, drugie z kolei za świetne rozwiązania rytmiczne, momentalnie przykuwające uwagę i utrzymujące zainteresowanie do samego końca.

Pomimo powierzchownej homogeniczności i marginalnej odtwórczości materiału ostatecznie moje wrażenia były bardzo pozytywne. Nie jest to w żadnym wypadku słaby album, Moderat trzymają równy poziom tym samym nie wkraczając na terytorium eksperymentów. Z własnej inicjatywy chciałbym może usłyszeć trochę więcej progresji w nowych utworach ale nie mam też żadnych powodów do narzekania na to co zastałem na III. Jest tak jak miało być.