Mick Jenkins – nazwisko, które ze sporym tąpnięciem wkroczyło na rap scenę zeszłoroczną EPką Water(s). Po świetnym pierwszym wrażeniu przyszedł czas na drugie spojrzenie na twórczość młodego chicagowskiego artysty. Na pryzmat nie musieliśmy długo czekać, gdyż drugie wydawnictwo – Wave(s) – ujrzało światło dzienne niemal dokładnie rok po debiucie. Jakie wrażenia zatem wywiera na nas Jenkins w trakcie surfowania po jego „Falach”?

Przede wszystkim zauważalny jest „syndrom drugiego albumu”. Dzieje się tak, gdy artysta chce jednocześnie przypodobać się starym słuchaczom, jak i „puścić oczko” do nowej publiczności. Nie inaczej jest i tym razem. Zarówno tempo, jak i klimat Wave(s) są żywsze niż w debiutanckim mixtape Micka. Świetnym przykładem może być tu utwór „Slumber”, gdzie dobrą robotę wykonuje Donnie Trumpet, energizujący kawałek swymi trąbkami, co doskonale zgrywa się z flow Jenkinsa.

Mimo, że raper z „Wietrznego Miasta” zarzeka się, że nie słucha nowej muzyki, to widać tu trendy w niej panujące. W oczy rzucają się dwie rzeczy – długość żadnego z utworów nie przekracza czterech minut, co ma swoje przełożenie na mniejszą ilość czystego lirycznego przekazu płynącego od autora. Analizując konstrukcję poszczególnych utworów możemy zauważyć, iż Jenkins nie posiada w żadnym z nich więcej niż jednej zwrotki. Można mieć co do tego ambiwalentne podejście, co ma swoje znaczenie w kontekście odbioru całej EPki. Osobiście miałem z tym związany lekki niedosyt, biorąc pod uwagę jakość tekstów Micka, znaną z Water(s). Co oczywiście nie oznacza, że nie zostaniemy uraczeni przebłyskami rozbudowanej liryki. Wręcz przeciwnie – pierwszy przykład świetnego wersu mamy już w otwierającym utworze „Alchemy”Creating the gold from my pen, I think I’m an alchemist jest genialne w swej prostocie i pokazuje, że wcale nie potrzeba niezwykle wyszukanych metafor, by było to skuteczne.

Warto wspomnieć o produkcji Wave(s), za którą niemalże w całości odpowiada chicagowski kolektyw THEMPeople. Mnogość instrumentów tworzy swego rodzaju mozaikę, która świetnie zgrywa się z Jenkinsem i dobrze pasuje symboliką do okładki EPki. Gdybym miał określić jednym słowem charakter instrumentali, byłoby to wyrażenie „płynne”(z ang. smooth).

W kilku ostatnich utworach znajdziemy ukłon artysty w kierunku swych dotychczasowych słuchaczy. Wreszcie dostajemy to, czego oczekiwaliśmy – agresywne flow Micka, którym odcisnął piętno w poprzednim roku. Szczególnie widać to w utworze „40 Below”, który jest doskonałym miksem między pierwotnym charakterem Jenkinsa, a klimatem obecnego wydania.

Wave(s) nie jest złym mixtapem – wręcz przeciwnie, wystawiam mu ocenę dobrą. Mam wrażenie jednak, że Mick Jenkins zrobił jedynie krok w bok, zamiast pójść do przodu. Miejmy nadzieję, że takowym będzie LP obiecującego artysty, który wywinduje go na szczyty rap gry, czyli tam gdzie leży szczyt jego potencjału.