Przecinająca samo serce Brukseli aleja Boulevard Anspach jest obecnie głównym miejscem spotkań mieszkańców stolicy Belgii i licznych turystów. Przyciągająca za dnia na jarmarki świąteczne, wieczorami zaprasza fanów szeroko rozumianej muzyki alternatywnej pod jedną z gustownych kamienic. Właśnie tam, pod numerem 110, mieści się Ancienne Belgique, jedna z najbardziej cenionych sal koncertowych w Belgii, słynąca z doskonałej akustyki i stylowego industrialno-teatralnego klimatu wnętrza. Dzięki doskonałym bookingom, bogatej historii i wieloletniemu doświadczeniu jest dla mieszkańców Brukseli najpewniej tak kultowym miejscem, jak chociażby Paradiso dla mieszkańców Amsterdamu, Columbiahalle dla Berlińczyków czy E-Werk dla koneserów muzyki z Kolonii.znaczek

Wyprzedany już na wiele dni przed minioną niedzielą, koncert projektu M83 w Brukseli był jednym z ostatnich występów Anthony’ego Gonzalesa w ramach europejskiej części trasy Junk. Wprawdzie zespół odwiedził Polskę dwukrotnie w tym roku, jednak dopiero przy ostatnim dzwonku udało mi się usłyszeć nowy materiał na żywo. Materiał, który na pewno w jakimś stopniu podzielił fanów Francuza. Krążek Hurry Up, We’re Dreaming, który pojawił się w 2011 roku, niósł jeszcze za sobą echo ikonicznego dla twórczości M83 albumu Saturdays = Youth, zaś wydany kilka miesięcy temu Junk stanowi już dość śmiałe oderwanie od dotychczasowych konwencji. Zdecydowanie bardziej przystępny w odbiorze, mocno popowy, nie przyniósł może Gonzalesowi sukcesu związanego z wydaniem super-singla (jak Midnight City przy ostatniej płycie), ale w kontekście całokształtu jest on sam w sobie na tyle przebojowy, by trafić w gusta nie tylko shoegaze’owych fanów, utopionych w motywach marzeń i snów – brzmień z poprzednich dwóch wydawnictw.

Nie sposób jednak odmówić zespołowi kreatywności i umiejętności tworzenia zgrabnych, scenicznych kompilacji, łączenia starszego z nowym. Utwory z Junk podczas występu zostały efektownie wplecione w przekrojowy zestaw kawałków z wcześniejszych momentów dyskografii. Koncert rozpoczął się wprawdzie od mocnego Reunion, ale już chwilę później nikt nie miał wątpliwości, że muzyka z nowego dzieła też na scenie wypada dobrze – Do It, Try It podtrzymało euforię belgijskiej publiki, więc pierwszy test można uznać za zaliczony.

Co zostało już ustalone, o ile Junk jest sporym uderzeniem popu w twórczości projektu, o tyle za ogromny walor należy uznać konsekwencję w tworzeniu scenografii tegorocznego tournée. Dynamiczne, oparte na kolorystycznych wariacjach oświetlenie czy też tło z motywem kosmosu – to wszystko świetnie współgrało z nową setlistą pełną barwnych niespodzianek spod znaku ostatniego krążka. Starszy materiał na pewno na tym nie stracił. Wybitnie nastrojowo i emocjonalnie wypadły chociażby Wait czy Oblivion. A skoro już mowa o tym drugim, unikam wyrokowania, czy gdzieś pojawił się wokal z playbacku, czy też nie, ale jeśli towarzysząca Gonzalesowi na scenie Kaela Sinclair rzeczywiście wykonała ten utwór na żywo (także m.in. Intro) to Zola Jesus i Susanne Sundfør mogą się pakować, gdyż najwidoczniej znalazł się ktoś w formule „dwa w jednym”. Mniej więcej podobne refleksje dotyczą Mai Lan, która wokalnie wspierała muzyków w trakcie Go!, Bibi the Dog i Laser Gun. Trudno ocenić, gdzie kończy się koncert, a zaczyna show, natomiast nie sposób odmówić zespołowi ekspresji i scenicznej zjawiskowości. Ponownym strzałem w dziesiątkę była obecność Jordana Lawlora, młodego muzyka odpowiadającego w tym składzie m.in. za gitary, ale który też wspiera projekt wokalnie. Lawlor uczynił Walkway Blues jednym z przyjemniejszych momentów występu (może dzięki wykonaniu na żywo?).

Pełne wątpliwości ocenianie krążka Junk odkładam póki co na margines, bo tak efektownie przygotowany koncert (tudzież tak dobrze wyreżyserowane show), jest w stanie przewartościować nieco podejście do najnowszej twórczości. Gonzalesowi gratuluję konsekwencji w zachowaniu brzmieniowej i wizualnej spójności ery związanej z ostatnią płytą i mimo swojej niezmierzonej miłości do czasów Couleurs czy We Own the Sky, pozostaję otwarty i zaciekawiony tym, co zaprezentuje na scenie w przyszłości. Bo tym razem było naprawdę dobrze.