Moda na alternatywne brzmienia zdaje się nie omijać żadnego gatunku. Choć o scenie indie mówi się głównie w kontekście rocka czy electropopu, sporo dzieje się też na scenie hipsterskiego R&B. Z jednej strony odcina się od neosoulu lat 90., z drugiej – coraz częściej i ciekawiej eksperymentuje z elektroniką czy wokalem. Szczególnie dobrze odnalazły się w nim kobiety: przed Wami 8 artystek alternatywnego R&B, które warto poznać.

Alternatywne R&B, indie R&B, hipsterskie R&B – jakkolwiek by go nie nazywać, spór o nomenklaturę trwa i budzi dość spore emocje. Wielu muzyków nie jest zbyt przychylnie nastawionych do tego typu klasyfikacji, bo w końcu na ten gatunek składają zarówno neo soul, hip-hop czy pop, jak i elektronika lub nawet indie rock. My jednak nie skupiamy się na konkretnej nazwie, a na samych artystkach – poznajcie 8 najciekawszych postaci na scenie nowego R&B.znaczek

1. ABRA

Ciekawa jest historia księżniczki darkwave’u z Queens. Osiem pierwszych lat swojego życia ABRA spędziła w Londynie, kolejne zaś w Atlancie – jako córka pastora często przebywała w kościelnym otoczeniu i dzięki temu odkryła swój talent wokalny. Zaczęła grać na gitarze, pisać własne piosenki, a w wolnych chwilach nagrywać covery rapowych klasyków i publikować je w sieci. Tak też odkryła ją wytwórnia Awful Records, a pierwsza EP-ka ujrzała światło dzienne w 2015 roku. Już rok później ABRA świętowała wydanie debiutanckiej płyty oraz niemałe wyróżnienie ze strony Guardiana: brytyjski dziennik umieścił jej utwór Fruit w rocznym podsumowaniu najlepszych utworów R&B 2016.

Wyrazisty styl, rytmiczność i nieco tajemniczy wizerunek sprawia, że słucha się jej doskonale – łączy synth z delikatnym wokalem, wyrazisty rytm ze zmysłowym brzmieniem, a nawet inspiruje się wczesną Madonną. Połączenie zaskakująco wyjątkowe.

2. Billie Black

Subtelne, rytmiczne brzmienie, które sprawia, że słuchacze momentalnie zaczynają tańczyć – tak o swoich nagraniach mówi Billie Black. Nic dziwnego: wokalistka z zachodniego Londynu ma za sobą porządną edukację muzyczną w prestiżowej Guildhall School of Music and Drama i choć kształciła się pod kątem jazzu, w swoich utworach łączy soul, elektronikę i ambitny pop. Na swoim koncie ma jak do tej pory same EP-ki, ale za to jakie miłe dla ucha – Brytyjka zgrabnie balansuje między klasycznym brzmieniem R&B a bardziej nowoczesnymi rytmami.

Docenili ją redaktorzy brytyjskiego Vogue’a i Guardiana, doceniamy i my – Billie Black oczarowała nas nie tylko urokiem i subtelnością, ale i tym, że sama produkuje swoje utwory. Coraz więcej artystek zajmuje się własną muzyką od samego początku do końca i bardzo wysoko to punktujemy.

3. Tei Shi

Szeptany, zmysłowy bedroom-pop – tak w 2014 roku o utworach Tei Shi pisał magazyn The Fader. Choć ona sama woli nie zamykać swojej twórczości w szufladce jednej kategorii, w żartach często nazywa ją mermaid music: nie dajcie się jednak zwieść pozorom i odkryjcie ją po swojemu. Muzyka Tei Shi to lekko zamglone, zwiewne i eteryczne brzmienie – z jednej strony delikatny wokal i oszczędne aranżacje, z drugiej mocne inspiracje latami 80.

Tei Shi przyszła na świat w Buenos Aires, ale w ciągu swojego życia mieszkała już w Nowym Jorku, Vancouver, Montrealu czy Bostonie. Nic więc dziwnego, że każde z tych miast miało na nią wpływ i pozwoliło czerpać z muzyki pełnymi garściami – różnorodność i wyczucie do zmysłowych melodii słychać na dwóch EP-kach oraz w gościnnych występach u Glass Animals i Shy Girls. Koncertowe doświadczenia? I to jakie – Tei Shi pojawiła się m.in. na Electric Forest, SXSW czy Coachelli, więc występy przed największą publicznością ma opanowane na piątkę z plusem. Na jej debiutancki album będziemy musieli poczekać do marca, ale coś nam mówi, że ten krążek miło zaskoczy.

4. Sevdaliza

Mówimy otwarcie: przekonanie się do Sevdalizy zajmuje trochę czasu. Z jednej strony w jej muzyce bardzo mocno czuć inspiracje FKA twigs (co za dużo, to niezdrowo?) i klasykami R&B; z drugiej zaś nie każdego przekonają jej eksperymentalne zapędy. Pewne jest jedno: irańsko-holenderska wokalistka znacznie zyskuje przy bliższym poznaniu i warto poświęcić jej trochę uwagi. Może zaskoczyć fakt, iż Sevdaliza nie od zawsze zajmowała się muzyką. Jako nastolatka była mocno związana ze sportem, ale ostatecznie zwyciężyła jej inna pasja – utwory zaczęła komponować przy pomocy rotterdamskiego producenta, Mucky’ego, który wyprodukował jej dwie EP-ki, The Suspended Kid i Children of Silk.

W pierwszej chwili Sevdaliza może wydawać się kolejną kopią FKA twigs, ale ta dziewczyna ma w sobie coś hipnotyzującego. W tym miejscu zachęcamy, by odkryć to na własną rękę.

5. NAO

Jeśli spojrzeć na ścieżkę kariery NAO, to zdecydowanie potwierdza się metoda małych kroków prowadzących do całkiem sporego sukcesu. Pochodząca z zachodniego Londynu piosenkarka zaczynała od soulowo-jazzowych brzmień (nawiasem mówiąc, w tej samej szkole, co wyżej wspomniana Billie Black), ale równie dobrze czuła się w klimatach funku, R&B i subtelnej elektroniki. Tak różnorodna i pulsująca energią mieszanka nie mogła przejść niezauważona: NAO została dostrzeżona najpierw przez Kwabsa i Jarvisa Cockera, a zaledwie kilka miesięcy później można było usłyszeć ją w kawałku Disclosure, Superego. Jej wyjątkowy urok i ciepłe, subtelne brzmienie doceniły także muzyczne media z Pitchforkiem na czele, a w 2015 roku zadebiutowała na dwóch największych festiwalach, Glastonbury i Coachelli. Jeśli jednak wciąż mało Wam wyróżnień dla NAO, nieśmiało podpowiemy, że jej EP-kę produkowali m.in. Kaytranada, SBTRKT i Mura Masa.

Z jednej strony NAO czerpie pełnymi garściami z R&B lat 90., z drugiej jednak dodaje do niego dużo funkowych elementów – przy takiej mieszance naprawdę trudno ustać w miejscu. Koniecznie sięgnijcie po debiutancki album For All We Know oraz dwie smakowite EP-ki, So Good i February 15.

6. Kelela

Zaczynała od jazzowych klasyków w knajpach, indie-grup, a nawet otarła się o progresywny metal. Całe szczęście, że Kelela nie wybrała żadnego z tych gatunków i zwróciła się ku temu, który jest jej najbliższy. Łącząc brzmienia grime’u, hip-hopu i elektroniki, nadała gatunkowi R&B zupełnie nowy kierunek – niektórzy krytycy twierdzą nawet, że ta amerykańska wokalistka zdefiniowała go na nowo. Jej odwagę do eksperymentów z brzmieniami doceniły inne muzyczne diwy, Solange Knowles i Björk: takie rekomendacje otworzyły jej drzwi do współpracy m.in. z Arcą czy Le1t’em.

Kelela ma w sobie ten rodzaj kobiecej energii, który bardzo doceniamy. Choć blisko jej do FKA twigs, BANKS czy JMSN, ma swój styl i jest w nim bardzo konsekwentna: polecamy jej wyrazisty debiut Cut 4 Me oraz EP-kę Hallucinogen. Uwaga, prawdziwie uzależniają.

7. JONES

Jeśli jeszcze nie słyszeliście o tej dziewczynie, koniecznie szybko nadróbcie zaległości. Cherie Jones to jedna z tych artystek, które nagle pojawiły się na scenie muzycznej i narobiły na niej niezłego zamieszania – na szczęście tylko w tym pozytywnym kontekście. Sama o sobie mówi, że brzmi nieco jak Jessie Ware czy Lykke Li, jednak szybko odnalazła swój własny styl. W zaledwie dwa lata udało się jej wydać EP-kę i debiutancki, bardzo dobry album New Skin: w końcu nic dziwnego, bo za ich produkcje byli odpowiedzialni m.in. Rodaidh McDonald, Two Inch Punch czy Tourist. Jeśli jednak mimo wszystko ich nie kojarzycie, podpowiemy: to oni stoją za sukcesem płyt Låpsley i Sama Smitha.

Nas zachwyca nie tylko uroda Cherie Jones, ale przede wszystkim jej muzyka. Soulowo-popowe kompozycje w jej wykonaniu sprawiają, że można się rozmarzyć i słuchać bez końca.

8. Princess Nokia

Feministyczny dyskurs w muzyce można podejmować na wiele sposobów. Podczas gdy Beyoncé pozostaje przy swoim mainstreamowo-ugłaskanym glamourze, Princess Nokia szczerze i bez kompleksów mówi o ciele, seksizmie, nierówności płci czy akceptacji swojej odbiegającej od ideałów urody. Moje małe cycki i kozacki brzuch, odważnie rapuje artystka w kawałku Tomboy i pokazuje, że może być odważna i silna również bez całej kobiecej „otoczki”. Stroni od makijażu, drogich ciuchów i zdecydowanie wykracza poza stereotypy; w klipie do Kitana bierze udział w ulicznej walce bokserskiej, sama solidnie obrywa, ale nie boi pokazać się z krwawiącą wargą. Czy wciąż czuje się kobieca? Wbrew pozorom tak, bo to właśnie z odwagi czerpie swoją siłę.

Princess Nokia jest szczera do bólu, odważna i niepokorna; łamie „żeńskie tabu”, ale i akceptuje siebie taką, jaka jest. Mocno podkreśla swój indywidualizm, ale i ma łagodniejsze, delikatniejsze oblicze, np. w utworach Young Girls czy Apple Pie.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz