The Neighbourhood + Call The Sun w Poznianiu

[Best_Wordpress_Gallery id=”13″ gal_title=”The Neighbourhood”]

 

Wiadomość o koncercie popularnego zagranicznego zespołu w Polsce w większości przypadków wywołuje ogromną ekscytację – nie tylko wśród wielu wiernych fanów, lecz również u osób, które nawet w niewielkim stopniu kojarzą twórczość artysty. Tak też było kiedy The Neighbourhood ogłosili powrót w wielkim stylu na aż trzy koncerty w Polsce. Każdy, kto ma jakikolwiek kontakt ze światem muzyki indie rockowej czy też alternatywnej słyszał ich przebój „Sweater Weather”. Kalifornijczycy w pierwszym tygodniu marca 2016 odwiedzili Warszawę, Gdańsk oraz Poznań. By zobaczyć i usłyszeć jak sprawdza się najnowszy materiał z albumu Wiped Out! na żywo, wybrałam się do Hali nr 1 MPT gdzie 3 marca odbył się poznański koncert.

Tuż przed planowanym występem supportu w postaci Call The Sun wejście oblegały tłumy. Przed przeszukaniem toreb i plecaków oraz sprawdzeniem biletów trzeba było odstać swoje w pokaźnych kolejkach. Hala nr 1 MTP przywitała znacznie większą przestrzenią w porównaniu do Eskulapu, z którego wydarzenie zostało przeniesione w związku z ogromnym zainteresowaniem. Call The Sun jako ‘rozgrzewacze’ przed gwiazdą wieczoru byli zdecydowanie najtrafniejszym wyborem spośród trzech koncertów (w Warszawie wystąpił Piotr Zioła, a w Gdańsku Daria Zawiałow). Łódzki zespół już po pierwszych minutach urzekł publiczność swoją pozytywną energią i brzmieniem. W swojej roli panowie sprawdzili się bezbłędnie, muzyką i konferansjerką porwali nie jedną osobę w hali.

Po krótkiej przerwie na zmianę sprzętu, nadszedł czas na zespół, na który wszyscy czekali. Wraz ze zgaśnięciem świateł, popłynęły pierwsze dźwięki „Ferrari” i chłopaki z The Neighbourhood spokojnym krokiem weszli na scenę. Fragment tego utworu genialnie sprawdził się jako mocne intro po którym zespół przywitał podekscytowaną publiczność piosenką „Greetings From Califournia”. Jesse Rutherford od początku ściągał na siebie uwagę, głównie za sprawą tanecznych ruchów. Podczas kolejnego kawałka z albumu Wiped Out!, nawiązując do tekstu „Prey” fani przygotowali niespodziankę dla zespołu w postaci kartek z napisem „Everything changed when [The NBHD] came”. Muzycy grali bez przerwy na pogawędki nieco starsze utwory: „Jealou$y”, „Baby Came Home”, „Female Robbery” i „Wires” a następnie powrócili do nowszego materiału z „Daddy Issues” oraz energetycznym „Wiped Out!”. Do tego momentu w secie co jakiś czas przez muzykę przebijała się wykrzykująca teksty widownia, lecz gdy nadszedł czas na „Afraid”, prawie każdy na miejscu znał tekst i dołączył do reszty śpiewających. Do takich piosenek należały również „Let It Go” czy wspomniane wcześniej „Sweater Weather”, przeplatane z mniej znanymi utworami z całej twórczości zespołu. Na zakończenie Rutherford pożegnał zebranych skromnym „thank you” i wraz z resztą zespołu zaśpiewał singiel „R.I.P. 2 My Youth”, promujący ostatni album.

Ci, którzy spodziewali się usłyszeć od The NBHD coś więcej niż gitary i perkusję towarzyszące pozostawiającemu wiele do życzenia wokalowi niestety się zawiedli. Nagłośnienie w hali również nie pomagało, a wręcz sprawiło, że większość posiadaczy biletów wyszła z koncertu jeszcze bardziej nieusatysfakcjonowana. Jaki cel panowie zza oceanu postawili sobie unikając jakiegokolwiek kontaktu z publicznością wiedzą tylko oni sami. Przy widowni ze średnią wieku oscylującą w granicach szesnastu lat, gdzie zdecydowanie przeważa płeć piękna taki ruch to samobójstwo. Amerykanie mogliby brać przykład z Call The Sun, którzy wiedzieli dokładnie jak zachować się w takiej sytuacji. Zabrakło również zaangażowania i pasji, przez co można było odnieść wrażenie, że grupa nie za bardzo przejmuje się tym jak wypadnie. Jak donoszą portale społecznościowe, podobna atmosfera panowała również na pozostałych polskich koncertach. Pozostaje tylko czekać i obserwować jak dalej potoczy się ścieżka tego zespołu. Wiadome jednak jest, że wspierających i oddanych fanów im (póki co) nie zabraknie.