Kierunek: OFF Festival 2019

Smutny ten nasz kraj w ostatnich dniach, ale hej, trzeba się temu przeciwstawić i wlać w serca trochę pozytywnych wibracji. Ok, ktoś powie, że OFF Festival to bańka, niewiele mająca z białostocko zabarwioną rzeczywistością i za bardzo tym stwierdzeniem nie przestrzeli. Lepszej doraźnej odtrutki jednak nie znajdziemy, więc znowu sięgamy po to, co jest specjalnością szefa kuchni: well-crafted muzyczkę z całego świata. A że w odświeżonej strefie gastro zamówimy gnocchi, ale do tego już niekoniecznie eskalopki, to radość tym większa i jedziemy do Katowic po porcję świata znacznie bliższego naszej wizji. (Mateusz Drohobycki)

The Comet Is Coming

Piątek, 20:25, Scena Leśna

Wystarczy, że spojrzycie na poniższą miniaturkę i będziecie wiedzieć wszystko. W lewym dolnym rogu logo wytwórni, która tłoczyła najważniejsze płyty takich tuzów jak John Coltrane, Charles Mingus i Pharoah Sanders. Na okładce schludny kolaż, wizja powierzchni tajemniczego lądu. W nazwie zespołu inspiracja ciałami niebieskimi, a w tytule utworu – niezbyt subtelne nawiązanie do astrologii. Oto The Comet Is Coming, trio jazzowych świrów grających pod przewodnictwem Shabaki Hutchingsa, ze zdrowym bzikiem na punkcie afrofuturyzmu i innych kulturowych reprezentacji przestrzeni kosmicznej. Poza tym autorzy jednej z najciekawszych płyt tego roku, których starania wesprzeć zdecydowało się samo Impulse.


Ammar 808

Sobota, 01:25, Scena Eksperymentalna

Dzień po The Comet Is Coming wystąpi kolejny artysta głęboko siedzący w temacie kosmicznych wojaży, ale na jego gigu możecie spodziewać się zupełnie innych klimatów. Spróbuję krótko porównać. Wyobraźcie sobie, że zarówno Kometa, jak i Ammar mają za zadanie wyreżyserować krótkometrażówkę utrzymaną w konwencji science-fiction. W pierwszym przypadku spodziewałbym się niesamowicie psychodelicznej jazdy autostopem po galaktykach, ekstatycznych eksplozji kolorów, trippy obrazków, słowem – rozmachu. Drugi teledysk natomiast widziałbym bardziej jako artystyczną fuzję prac Moebiusa i kadrów z kultowej Dzikiej planety, nietypową, dziwną animację, narysowaną z polotem i fantazją. Taką, w której paleta barw zawiera wyłącznie kolory do siebie niepasujące, a jednak współtworzące bardzo udane dzieło. Słowem – intrygującą.


The Real Gone Tones

Sobota, 16:35, Scena Leśna

The Real Gone Tones przyjadą z Warszawy, ale bardziej chciałoby się wierzyć w to, że wyskoczą z portalu do jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w której rytmy rockabilly zdominowały każdy zakątek świata. Specjalnością tego kwintetu jest stylizowanie muzycznych klisz znanych m.in. z wczesnych nagrań Presleya w taki sposób, by dało się ich słuchać także w XXI wieku i nie zrzędzić na to, że irytują niepotrzebnym przeestetyzowaniem. Możecie spodziewać się więc elegancko podrasowanego brzmienia gitary, brzęczących hatów i charakternych wokali, zarówno żeńskich (za mikrofonem przez większość czasu Marla Marvel, twarz zespołu), jak i męskich.


Phum Viphurit

Niedziela, 19:20, Scena Trójka/Tauron

Gdy widzę ostrzeżenie podobne do: Mac DeMarco, w sekund pięć zarządzam strategiczny odwrót. Dobrze wiem, co zazwyczaj kryje się za tym tagiem: nuda zagrana na trzy lub cztery akordy, mętna muzyczka o kopceniu szlugów i noszeniu przydużych T-shirtów. Na całe szczęście Phum Viphurit jest jak ten jeden dentysta na dziesięciu, który nie poleca popularnej pasty do zębów, w zamian proponując coś innego. Fakt, może i jest to wciąż nieskomplikowane granie, co to świata indie gitarek nie zbawi, głównie podyktowane chęcią nadania kształtu młodzieńczym fantazjom i problemom. Jednak funkowo-soulowe zacięcie wrażliwego Tajlandczyka ratuje jego twórczość od bycia nieciekawą i czyni z niej zbiór całkiem oryginalnych, spójnych stylistycznie wydawnictw.


Daughters

Niedziela, 22:35, Scena Eksperymentalna

O Daughters zrobiło się głośno dopiero rok temu, a szkoda, że tak późno, bo ekipa z Providence świetne rzeczy nagrywa już od ponad piętnastu lat. I pomimo tego, że większa część ich setlisty na OFF Festivalu będzie z pewnością zapełniona utworami z You Won’t Get What You Want, warto sobie przypomnieć, że wcześniejsze trzy albumy studyjne grupy są równie warte uwagi. W szczególności fantastyczny self-titled z 2010 roku, płyta znacznie wścieklejsza i ciekawsza niż następczyni.


Niemoc

Piątek, 16:35, Scena Leśna

Drudzy na tej liście przedstawiciele polskiej alternatywy gościli już nieraz na Kinkyowl – w 2016 nawet podzielili się z nami swoimi ulubionymi wydawnictwami z tegoż roku. Można więc uznać, że przeginamy z promowaniem tych trzech sympatycznych gości, że to męczybulstwo godne Pitchforka repostującego recenzję debiutu Cardi B co tydzień. Może i przeginamy, ale jeszcze mocniej zachęcamy do słuchania, bo Niemoc fajową muzyczkę gra, przyjemnie retromańską, a przy tym nienachalną (co wcale nie jest łatwym zadaniem w rzeczywistości przesiąkniętej ejtisowymi wpływami). Można doszukać się w niej inspiracji czerpanych trochę z mroku synthwave’u, trochę z repetycyjności progresywnej elektroniki, trochę z disco spod znaku Giorgio Morodera…


Soccer Mommy

Sobota, 21:30, Scena Trójki/Tauron

Wszystko co związane z Soccer Mommy głośno krzyczy STANY ZJEDNOCZONE, jeszcze głośniej wrzeszczy PRZEDMIEŚCIA, i na cały regulator drze się SMUTNI NASTOLATKOWIE. Nawet jej udekorowany samoprzylepnymi gwiazdkami Fender. Jako, że mam ogromną słabość to tego typu muzyki, czuję się wręcz zobowiązany do polecenia sobotniego koncertu Sophie Allison. Tych, którym podobne rzeczy nie leżą, również zachęcam – melodyjność piosenek tej dziewczyny trafia w serce bez pudła.


OM

Piątek, 22:35, Scena Leśna

To chyba najbardziej wyczekiwany przeze mnie koncert tegorocznej edycji. Nie tylko dlatego, że na czele tego zespołu stoi Al Cisneros, wokalista i basista Sleep, zespołu bliskiemu mojemu sercu. OM to jedni z tych szczęśliwców, którym udało się z sukcesem pożenić metal z czymś, co wydaje się być od metalu bardzo odległe – w tym wypadku z bliskowschodnimi skalami i wizualną otoczką nawiązującą do bizantyjskiej tradycji malarskiej. Efektem jest pięć chwalonych albumów studyjnych i wypracowanie sobie znakomitego brzmienia, które szalikowcy „dopesmokerowego” stonerowania z miejsca pokochają.


Dla tych, którzy w drodze na festiwal chcieliby nadrobić lub przypomnieć sobie piosenki zapowiedzianych artystów, przygotowaliśmy odpowiednią playlistę.

(Paweł Ćwikliński)

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed