Kierunek: OFF Festival 2018

To ten wyczekiwany moment – niedługo opuścimy mieszkania, by w ciągu trzech dni zakosztować w dobrach, którymi uraczy nas kolejna edycja OFF Festival, największego w Polsce eventu związanego z muzyką alternatywną. Oprócz standardowych kwestii organizacyjnych, zawsze dużym dylematem staje się wybór artystów wartych zobaczenia. OFF od dawna szczyci się bogatym, eklektycznym line-upem, co często owocuje konfliktami: na kogo grającego w tym samym czasie pójść, kogo sobie odpuścić, a komu dać szansę? Tę odsłonę Kierunków dedykujemy osobom, które wybierają się do Katowic i wciąż męczy je ten dylemat. Poniżej umieściliśmy zajawki poświęcone dziesięciu wyselekcjonowanym przez nas artystom, których koncerty kuszą najmocniej.

Widzimy się niebawem w Dolinie Trzech Stawów!

znaczekWednesday Campanella

Sobota, 4 sierpnia, 23:05, Folkowa Scena Eksperymentalna

Powody, dla których warto udać się na koncert Wednesday Campanella, są dwa: wokalistka KOM_I i to, że nie da się jej nie kochać. No dobra, trzy, bo do ich puli należy dodać także fakt, że ta niezwykle barwna (również pod względem wizualnym) grupa specjalizuje się w smażeniu świetnych, pogodnych bangerów. Mamy nadzieję, że show Japończyków będzie bombą endorfinową o sile równej tanecznemu potencjałowi ich wydawnictw, a nawet go przewyższającej. / P. Ćwikliński

Moses Sumney

Sobota, 4 sierpnia, 19:40, Scena Trójki

To jeden z tych artystów, którego w Katowicach będziemy mogli zobaczyć tylko raz, bo tamtejsza scena szybko stanie się dla niego zbyt mała. Gigantyczny talent z Kalifornii podbił większość rocznych podsumowań w 2017 (w tym nasze), a należy pamiętać, że zjawiskowy Aromanticism to jego debiut. Wyjątkowa barwa, naturalna muzyczna wrażliwość i odrealniona prezencja. Na plenerowym festiwalu trudno mówić o intymnym doświadczeniu, ale zapewniamy, że Moses zbliży się do tej granicy na tyle, na ile to tylko możliwe. / M. Drohobycki

Furia

Niedziela, 5 sierpnia, 21:50, Scena Trójki

Furia jest nie tylko drugim najważniejszym (bo pierwszym jest Mgła) polskim black metalowym produktem eksportowym. To także team eksperymentatorów, którzy swoim albumem Księżyc milczy luty w 2016 roku udowodnili, jak ciekawe efekty można osiągnąć, gdy bierze się na warsztat tradycyjne formuły tego gatunku i powoli nadaje się im się cech, o których się Euronymousom nie śniło. Wystarczy wyobrazić sobie wykonania tych piosenek na scenie, by dojść do wniosku, że rytualistyczna energia Furii w wersji live z pewnością musi być doświadczeniem godnym zapamiętania. / P. Ćwikliński

Jacques Greene

Niedziela, 5 sierpnia, 01:25, Scena Leśna

Z naszego OFFowego doświadczenia wynika, że północ z niedzieli na poniedziałek to granica nie do przeskoczenia dla sporej części festiwalowiczów, często wzywanych już przez obowiązki. Jeśli jednak nie należysz do tej grupy i możesz sobie pozwolić na wydłużenie pobytu w Katowicach, to Jacques Greene jawi się jako punkt obowiązkowy i perfekcyjne zwieńczenie weekendowego scenariusza. Kanadyjski producent znany jest m.in. z fantastycznych remixów (ten “Play By Play” od Autre Ne Veut chodzi nam po głowie od lat), ale to jego własne produkcje, najczęściej ubierające house w basowe i garage’owe ciuszki z Wysp, powinniście najpierw obrać za cel. / M. Drohobycki

Yasuaki Shimizu

Piątek, 3 sierpnia, 22:55, Folkowa Scena Eksperymentalna

Twórca Kakashi (tytuł alternatywny: Ta jedna płyta rekomendowana przez YouTube, której chcecie posłuchać) zagra w Katowicach. Nie wiem, co ja mam jeszcze dodawać, to trzeba przeżyć. Jeśli ktoś z was jeszcze na wspomnianą albumową perełkę nie trafił, służymy pomocą.  / P. Ćwikliński

DJ Paypal & DJ Taye

Sobota, 4 sierpnia, 00:10, Scena Trójki

Wiele dobrych rzeczy można wskazać w selekcji katowickiego festiwalu, ale powiedzmy sobie wprost – OFF Festival jest jednym z ostatnich wydarzeń, na którym szuka się footworku i juke’ów. Tym bardziej cieszy fakt, że jak już takowe dostaliśmy, to z najwyższej, teklife’owej półki. Szykujcie wygodne buty, żeby nadążyć za ich nieokiełznanym tempem i energią. / M. Drohobycki

…And You Will Know Us by the Trail of Dead

Sobota, 4 sierpnia, 20:45, Scena Leśna

Płyty Source Tags & Codes z pewnością nie trzeba przedstawiać osobom, które 28 lutego 2002 roku weszły na portal Pitchfork i zainteresowały się jej recenzją. Album otrzymał wówczas pełną dychę, a autor artykułu, Matt LeMay, opisał zawarte na niej piosenki jako “intensywne, perfekcyjnie zaaranżowane oraz wykonane z pasją i precyzją”. Na OFF Festivalu …And You Will Know Us by the Trail of Dead zagra (tak jak to było w przypadku Boris z ich Pink) ten klasyczny krążek od początku do końca. Jest to znakomita okazja, by na żywo doświadczyć tej intensywności, o której 16 lat temu rozpisywał się Pitchfork. / P. Ćwikliński

Housewives

Piątek, 3 sierpnia, 18:35, Scena Eksperymentalna

Londyński band oferuje to, czego w muzyce gitarowej ostatniej dekady ze świecą szukać – zapał do bezkompromisowych eksperymentów. Te jednak brodzą w materii, która doświadczonym OFFowiczom jest bardzo bliska. Post-punk, noise i drone’y muśnięte industrialem to ich chleb powszedni, a u wielu osób będą to słowa-wytrychy, zapalające odpowiednią lampkę. Jeśli nie zdążycie na pierwsze punkty programu, to z Housewives można zrobić ambitne otwarcie festiwalu. / M. Drohobycki

Ariel Pink

Niedziela, 5 sierpnia, 19:40, Scena Miasta Muzyki

Kilka miesięcy temu Julian Casablancas z The Strokes stwierdził, że chciałby, by Ariel Pink stał się tak samo popularny jak Ed Sheeran. My również byśmy chcieli, ale nie mamy takiej mocy sprawczej, szczytem naszych możliwości jest pisanie artykułów na temat twórczości Pinka i zapraszanie was na jego koncerty. Tak też zamierzamy uczynić teraz. Zachęcamy do zagospodarowania sobie niedzielnego wieczoru na gig mistrza fantazyjnych lo-fi cudeniek, który z pewnością nie tylko zaprezentuje materiał z dobrze przyjętej zeszłorocznej płyty Dedicated to Bobby Jameson , ale także  przypomni niejeden przebój ze swojego obfitego repertuaru piosenkowego. / P. Ćwikliński

Rolling Blackouts Coastal Fever

Sobota, 4 sierpnia, 17:40, Scena Miasta Muzyki

Wyczekiwany debiut kwintetu nie okazał się może dziełem przełomowym, czego oczekiwało wielu wyznawców subpopowego katalogu i szalikowców słonecznego australijskiego brzmienia, ale nie ma też mowy o rozczarowaniu. Dziesięć kompozycji składających się na Hope Downs, pełnych bezpretensjonalnych melodii i janglujących gitar, bez problemu wymknęło się brutalnej weryfikacji recenzentów, tylko czekających na spektakularne potknięcie. Poszukiwania nowych nurtów nie pod tym adresem, ale jeśli nie byliście na koncercie R.E.M. w ich prajmie i macie ochotę na odświeżenie sentymentu, to wiecie co z tym zrobić. / M. Drohobycki