Dwadzieścia jeden scen, dziesiątki wykonawców z całego świata i przede wszystkim bodaj najbardziej niezwykła lokalizacja wśród europejskich festiwali. Colours of Ostrava co roku zachęca do tego, by zanurzyć się w feerii barw i dźwięków, które wypełniają przestrzeń postindustrialnej huty Dolní Vítkovice. Będziemy tam również podczas nadchodzącej edycji, która zbliża się wielkimi krokami – wszak do jej rozpoczęcia zostały niespełna dwa tygodnie.

Polityka organizatorów w kontekście kompletowania line-upu od lat nie ulega zmianie, a co za tym idzie, widzimy przekrój absolutnie wszelkich możliwych nurtów i stylistyk. W zależności od preferencji i nastroju bez problemu możemy wybierać między imprezową elektroniką, muzyką etniczną czy wszelkiej maści gitarami. Przy tych ostatnich się na moment zatrzymamy, bo o ile akcenty w programie jak zwykle rozłożone są równomiernie, tak ten element wybija się nieśmiało na pierwszy plan. Zaryzykuję stwierdzenie, że to właśnie gitarowe brzmienia – co w 2018 roku wydaje się wręcz niewyobrażalne – stanowią najmocniejszy punkt siedemnastej edycji Colours of Ostrava. I to na nich w dużej mierze bazować będzie nasza poniższa lista festiwalowych rekomendacji.

znaczek

Radio Cos

środa, 18 lipca, 16:30, Drive Stage by MINI

Perfekcyjna opcja na rozpoczęcie festiwalu w dobrym nastroju. Radio Cos to projekt przywracający do życia i reklamujący światu tradycyjną muzykę hiszpańskiej Galicji. Saksofon sopranowy, dudy, skrzypce i wszelkiego rodzaju perkusjonalia doprawione ekspresyjnymi wokalami Xurxo Fernandesa i Henrique Peóna są w stanie zapewnić zarówno zastrzyk energii, jak również interesujące spotkanie z galicyjską kulturą.

Future Islands

środa, 18 lipca, 17:30, Česká Spořitelna Stage

Skoro już o energii mowa, to zaraz po występie Radio Cos warto udać się po raz pierwszy na scenę główną, gdzie otwierający ją Samuel T. Herring zapewne da popis swoich nieprzeciętnych możliwości wokalnych. O ile ubiegłoroczny “The Far Field” nie był aż tak udanym wydawnictwem, jak “Singles” sprzed lat czterech, tak Future Islands w wersji live to zawsze wysokiej jakości przeżycie koncertowe.

Hurray for the Riff Raff

czwartek, 19 lipca, 16:30, Drive Stage by MINI

Jedna z perełek tej edycji Colours of Ostrava. “The Navigator”, wydany w ubiegłym roku album folkowej grupy z Nowego Orleanu doczekał się pochwał niemal zewsząd, co w przypadku tej konkretnej niszy jest wydarzeniem dość dużego formatu. Już w wersji studyjnej muzyka dowodzonej przez charyzmatyczną Alyndę Segarrę formacji charakteryzuje się bardzo mocnym, emocjonalnym, społecznym przekazem, który na żywo wybrzmiewa z dodatkową siłą. Rzecz z gatunku absolutnego “must see”. No chyba, że w tym samym czasie…

Jacob Banks

czwartek, 19 lipca, 16:45, ArcelorMittal Stage

I co tu zrobić? Nieprzypadkowo na naszej grafice znalazł się akurat duet Segarra-Banks, jako że ich nakładające się na siebie koncerty stanowią (przynajmniej dla mnie) największy konflikt tegorocznej edycji czeskiego festiwalu. Wschodząca gwiazda brytyjskiej sceny soul ma w zanadrzu równie mocne argumenty, spośród których o palmę pierwszeństwa walczą zarówno potężny głos o kapitalnej barwie, jak i ogromny talent storytellingowy. Jeśli do rozpoczęcia festiwalu nie uda się opanować umiejętności bilokacji, to wybór będzie bardzo trudny.

Black Pistol Fire

piątek, 20 lipca, 17:30, Fresh Stage

Esencja garażowego, gitarowego grania zbudowanego na jednoznacznie bluesowych podwalinach. Kanadyjski duet nie sili się na eksperymenty, oferując w zamian słuchaczom tyle energii i hałasu, że przy wsparciu krajan z Japandroids byliby pewnie w stanie zasilić na kilka godzin Vancouver. Numery chłopaków z Black Pistol Fire są niezwykle przebojowe, a że taka muzyka w wydaniu koncertowym zawsze zyskuje, to ich występ obstawiam w roli czarnego konia całego festiwalu.

Cheikh Lô

piątek, 20 lipca, 20:15, Drive Stage by MINI

Choć Senegal, zwłaszcza fanom piłki nożnej, może się ostatnio kojarzyć niezbyt pozytywnie, tak warto zapomnieć o mundialowej porażce i wybrać się na gig absolutnej muzycznej legendy tego kraju. Łączący w swojej twórczości mbalakh (tradycyjna, senegalska muzyka taneczna), reggae oraz inspiracje brzmieniowe z pozostałych rejonów Afryki, artysta tworzy niezwykle ciekawą mieszankę, która zwłaszcza w wersji koncertowej może zagwarantować ciekawe doznania.

John Parish

piątek, 20 lipca, 22:00, Full Moon Stage

Trochę bez echa przeszła niedawna premiera pierwszego od pięciu lat solowego albumu Johna Parisha, a szkoda, bo “Bird Dog Dante” to zbiór naprawdę udanych piosenek z gościnnym udziałem choćby PJ Harvey czy Aldous Harding. Klimatyczna, kameralna przestrzeń Full Moon Stage sprzyja nawiązaniu bliskiego kontaktu artysty z publicznością, co w tym przypadku może mieć szczególne znaczenie – o ile bowiem na występy Parisha ze wspomnianą PJ Harvey (gdzie siłą rzeczy John znajduje się na drugim planie) trafić można stosunkowo łatwo, tak solowe koncerty artysty z Bristolu to rzecz rzadko spotykana.

Algiers

piątek, 20 lipca, 23:00, Drive Stage by MINI

By uniknąć zbędnego produkowania identycznych treści wyrażonych innymi zdaniami, posłużę się tym, co o Algiers pisałem w lipcowych “Kartkach z kalendarza”: “Franklina Fishera i spółkę mieliśmy okazję zobaczyć w Warszawie na ubiegłorocznej edycji World Wide Warsaw, byliśmy zachwyceni, więc z czystym sumieniem polecamy. Zwłaszcza, że panowie na żywo dają się ponieść, a interpretacje ich utworów w wersji live są jeszcze ciekawsze, niż studyjne. Gospelowo-rockowo-eksperymentalne doświadczenie z potężnym społecznym przesłaniem.” Dodam jeszcze, że w warunkach festiwalowych może być jeszcze ciekawiej, niż w klubie. Chłopaki wyglądają na takich, którym bardziej liczebna publiczność dodaje większego ognia.

Seasick Steve

sobota, 21 lipca, 19:00, Česká Spořitelna Stage

Szalony amerykański bard powraca do Ostrawy po czterech latach, tym razem na główną scenę. Poprzedni koncert wspominamy znakomicie – Steve pokazał wówczas ogromne pokłady energii, mnóstwo humoru i naturę showmana, która nadała dodatkowego wydźwięku bluesowi odmienianemu przez wszelkie przypadki. Od kilku lat artysta jest w znakomitej formie, a jego nieodłączna czapka z logo John Deere i około 724 różne gitary, jakie wykorzystuje podczas swoich gigów stały się symbolem porządnego, pełnego duszy występu. Pełna paleta emocji zagwarantowana – oprócz klimatu rodem z Route 66, będzie się można także powzruszać, na co dowód znajdziecie w linku powyżej.

Kölsch

sobota, 21 lipca, 0:30, Electronic Stage

Zgodnie z zasadą, że festiwal należy skończyć porządną elektroniką, w skandynawskim pojedynku dwóch DJ’ów między Kygo a Rune RK, bezapelacyjnie wygrywa Duńczyk, będący zresztą jedna z trzech najciekawszych propozycji całego line-upu Electronic Stage, obok Acid Arab i Gato Preto. Parkiet spłonie, gwarantuję.

znaczek

 

Powtarzamy to co roku, ale w związku z powszechnością tej opinii jesteśmy zmuszeni – błędem jest traktowanie Colours of Ostrava jako “czeskiego Open’era”. O ile długość trwania i pozycja obu imprez na krajowych rynkach są podobne, tak ogrom różnic, zarówno w kwestii organizacji, jak i klimatu widać już kilka minut po wejściu na teren festiwalu. Z rodzimej perspektywy atrakcyjnie wyglądają ceny. Jak wspominał w naszej ubiegłorocznej zapowiedzi Igor Knapczyk: “z zupełne pragmatycznego punktu widzenia – jedzenie i napoje są tutaj po prostu tanie. Za lane piwo zapłacimy tutaj równowartość 7 złotych, a legendarny już, festiwalowy langosz z wszystkimi dodatkami zamknie się w dyszce”. Podobnie sprawy mają się z innymi potrzebami, jeśli chodzi o aspekt finansowy, co również działa mocno na plus.

Pełny program tegorocznej edycji wraz z rozpiską godzinową znajdziecie tutaj, a wszelkie dodatkowe informacje, takie jak choćby wskazówki dotyczące dojazdu są dostępne na polskiej stronie festiwalu, podobnie jak ostatnie sztuki karnetów i biletów jednodniowych.