Kameralność – to w niej leży siła śląskiego święta kultury. Zacierająca granice pomiędzy artystami i uczestnikami, generująca unikalną bezpośredniość, docierająca do najciekawszych zakamarków województwa.

Istnieje w społeczeństwie grupa osób, która z pewnych powodów nie lubi, nie chce i nie będzie jeździć na tradycyjne festiwale muzyczne. Jednym z nich nie jest ani niechęć, ani obojętność wobec muzyki. Grupa, o której mówię, muzykę na żywo jak najbardziej ceni, po prostu nie przy systemie pięciu, sześciu (bądź więcej) często niepozostających w brzmieniowym dialogu, koncertów dziennie.

Ta bariera jest krzywdząca ze względu na ekonomiczną stronę festiwalu. Ostatnio słyszałam, że na tegorocznym OFFie posiadacz karnetu płacił około… 5 złotych za koncert. 5zł za The Kills? No, w domyśle. Ale liczy się się sam fakt. W przypadku występu klubowego o bilecie za mniej niż stówkę fani mogliby jedynie pomarzyć. Takie koncerty sponsorów raczej nie mają, co najwyżej patronaty, ale te działają korzystnie na promocję, a nie na pozyskiwanie środków na wynagrodzenie dla artysty.

Alternatywą dla tych, co się nie przekonali i raczej się nie przekonają, są festiwale z nieco większymi niż trzy czy czterodniowymi ramami czasowymi. Nasz rynek oferuje ich co najmniej kilka – w tym śląski, odbywający się w listopadzie Ars Cameralis i warszawski World Wide Warsaw, który za porę koncertów głównych obrał sobie marzec. Dzisiaj skupimy się na tym pierwszym.

Ariel Pink

Ariel Pink, Jazz Club Hipnoza 2015 fot. Mateusz Drohobycki

W tamtym roku dzięki ekipie Ars Cameralis mogliśmy uczestniczyć w niezwykle klimatycznym, ulokowanym trzysta metrów pod ziemią występie Joy Wellboy, umiejętnie kiczowatej muzycznej przejażdżce prowadzonej przez Ariela Pinka i nastrojowym, ujmującym koncercie Keatona Hensona, na potrzeby którego udostępniono katowicki Kościół Zmartwychwstania Pańskiego.

Tym razem za główne cele obieramy sobie Julię Holter, która 8 listopada wystąpi w Sosnowcu, K-X-P, czyli powrót do kopalni Guido w Zabrzu, Sturle Dagslanda proponującego muzykę budzącą emocje skrajne, a także Roberta Henke prezentującego materiał z Lumiere II – ostatnie wydarzenie jest zapowiadane jako “audiowizualne tornado”.

Jednak Ars Cameralis to nie tylko muzyka, to przede wszystkim szeroko rozumiana sztuka, które również ujmie fanów literatury i malarstwa. Wernisaże, spotkania z artystami, koncerty – zarówno płatne, jak i bezpłatne, pozwalające na uczestnictwo w kulturze ludziom kompletnie przypadkowym bądź niezdecydowanym na wybranie się na przynajmniej kilka z wydarzeń oferowanych przez festiwal. Kameralność – to w niej leży siła śląskiego święta kultury. Zacierająca granice pomiędzy artystami i uczestnikami, generująca unikalną bezpośredniość, docierająca do najciekawszych zakamarków województwa. Magia miejsc i magia doznań audiowizualnych, połączonych w starannie przygotowany, różnorodny program.

Szczegóły znajdziecie na stronie AC oraz na facebookowym wydarzeniu. Karnety w cenie 150zł możecie nabyć na portalu Ticketportal tam też, jak i na Going. oraz Ticketpro znajdziecie bilety na poszczególne wydarzenia.